Posty

Zielono mi...

Obraz
choć i trochę czarno też, bo wczoraj odszedł w wieku 88 lat Jan Ptaszyn Wróblewski. Jazzman - legenda, muzyk, którego przedstawiać nie trzeba. Kawał historii. Saksofonista, kompozytor, aranżer. Podarował swój niezwykły talent i piosenkom, bez których nie sposób wyobrazić sobie naszą estradę. Były czasy, że pisało się kawałki. Wśród mistrzów Agnieszka Osiecka, do której tekstów i Ptaszyn tworzył genialną muzykę... Muzyka trwa, nie do zapomnienia, więc i zielono mi z nią, także mimo złych wieści... Andrzej Dąbrowski:

Knut Hamsun. Włóczęgi

Obraz
  Szczęśliwi ludzie! Są przecie czymś, choćby byli prawie niczym.   Miłe to bardzo zdarzenie, że jakiś czas temu na rynek powrócił Hamsun i z "Włóczęgami". Zrazu myślałem, że to może nowa odsłona, ale to ten sam stary przekład, przedwojenny jeszcze Czesława Kędzierskiego. "Włóczęgów", a także dalsze części: "Augusta Powsinogę" i "A życie toczy się dalej" znamy od dawna, kiedy to posypały się przekłady i kiedy odnowiło się zainteresowanie Hamsunem po tym, jak dostał Nobla... Hamsun na salony nie wrócił, ale jest jednak obecny, także u nas, coraz mocniej chyba. Taka kłopotliwa trochę wielkość, która w starczych latach zapaprała sobie życiorys... Trochę ciężka może być dziś ta książka w odbiorze, bo ten przekład bardzo się już zestarzał, jego język zawiera mnóstwo wyrażeń, których dziś się już nie używa. Ale pewnie dla niektórych, tak jak dla mnie, jest to urokliwa archaiczność, spotkanie z czymś lekko egzotycznym, dającym też wgląd w to, jak dalece

Nic takiego, Timo (2)

Obraz
  Chyba niepotrzebnie pił to piwo, bo raptem poczuł się lekko zamulony. Trochę za ciepło. Cień zachęcał do tego, by się położyć i zdrzemnąć. Ale na to przyjdzie czas. Nie poddawał się nagłemu rozleniwieniu. Poza tym, jeśli znajdzie to, o czym od dawna myślał, byłoby dobrze nie pojawiać się na miejscu ze ściółką leśną we włosach i na ubraniu. Las nie ciągnął się zbyt długo - zaraz dotarł na przeciwległy jego skraj, natykając się przy okazji na całkiem pokaźne mrowisko. Piękna, regularna budowla wzniesiona przez skorą do współdziałania społeczność. Pracowitość i zgoda. Porządek. A ludzka natura, napotykając porządek, często ma ochotę w nim co nieco pogmerać. Korci nas spokój. Lubimy dokuczyć śpiącemu psu, spłoszyć stado ptaków, wbić kij w mrowisko. W naszym pojęciu ład domaga się wręcz naruszeń. A pokój to coś, o co zawsze warto się pobić, niszcząc wszystko wokół. Timo wziął kij, ale zaraz go odrzucił. Nie miał w końcu zamiaru gmerać w tej kupie igliwia. Ktoś już to bowiem zrobił. Ktoś j

O wierności

Obraz
  Troszkę sobie słuchałem Lumsk. Nie tak dawno powitałem tu wiosnę, wspominając przy okazji o albumie wyrosłym z poezji Knuta Hamsuna o tytule "Det vilde Kor"... To wydawnictwo sprzed wielu już lat. Grupa Lumsk zamilkła na dłuższy czas, bo dopiero niemal równo rok temu, po szesnastu latach powróciła, w całkiem niezłej formie, powróciła też z poezją, tym razem z poezją ze świata. Jak wcześniejszy album pożyczył sobie tytuł ze zbioru wierszy Hamsuna, tak na albumie z 2023 roku pojawił się tytuł 'Fremmede toner", czyli "Cudzoziemskie tony", co ma związek z wyborem wierszy, których przekładu dokonał André Bjerke (1918 - 1985) - "Fremmede toner: et utvalg av verdenslyrikken i norsk gjendiktning" (1947). Bjerke przede wszystkim zasłynął jako tłumacz m. in. Szekspira, Edgara Allana Poe, Goethego... I tak muzycy z Lumsk sięgnęli po obcą lirykę: niemiecką, brytyjską, amerykańską, śpiewając i po norwesku i w oryginale to co wybrał mistrz Bjerke. Jest tam i

Nic takiego, Timo (1)

Obraz
 W chwili lekkiego znużenia przypominam sobie jeszcze jedną zaimprowizowaną kiedyś rzecz. Pewnie z dziesięć lat temu to było. Uleciało tamto beztrosko, beztrosko zaimprowizuję znów, czyniąc podobnie jak z "Dużym Księciem"... Zatem: trzy, dwa, jeden...    Nie wyglądał zbyt groźnie, mimo że skradał się niczym wybrakowany pająk, używając ledwie czterech kończyn, dwiema opierając się o podłogę, a pozostałymi przytrzymując się oparć mijanych siedzeń. Musiał się trzymać, bo autobus raz po raz przechylał się na ostrych zakrętach, grożąc staruszkowi upadkiem i groźnymi w jego wieku złamaniami. Szedł ostrożnie na tyły autobusu, gdzie ulokował się na zawsze już chyba właśnie do tyłów przypisany Timo... O tak, Timo zawsze z tyłu, zawsze na końcu, nieustannie z najgorszą lokatą, swego czasu też wybierany do drużyny piłkarskiej jako ostatni...No tak, tak, chociaż kiedyś - w czasie przymusowych wcieleń do rozmaitych drużyn - akurat na autobusowy ostatni rząd nie miał co liczyć, bowiem w ta

Oczekiwanie

Obraz
  Płynie czas, płynie... Zamknie się niebawem kolejny rok w... chciałem napisać - trzeźwości, ale to raczej kolejny rok niepicia, bo trzeźwość to jeszcze chyba stan nie osiągnięty... Wypada jeszcze poczekać. Jak długo, trudno orzec... Czekanie, czekania, w niespokojnym świecie... Może jeszcze coś ze "Stu wierszy"... Jón úr Vör Oczekiwanie Jak już uporam się z codzienną robotą, wychodzę za próg, by znów poczekać. Stoję na straży przed domem z ciągłą nadzieją na jedno upragnione słowo od posłańca, zdolne przywrócić mej duszy pokój.   Zimą patrzę na narastający u drzwi śnieg, a latem na zieleń trawy i rosnące drzewa. Czuję, jak wiatr igra sobie z moimi włosami, dziś z tej, innej niż wczoraj strony, z czasem bowiem przychodzą zmiany.   Ku listonoszowi rzucam żart, zupełnie, jakbym niczego się nie spodziewał, i także ten dzień uchodzi powoli w noc. Nikt nie powinien widzieć, jak rozczarowanie  kładzie z każdą chwilą nowy ciężar na me barki, tylko lustro w przedpokoju liczy moje zm

Jón úr Vör. Światło dnia

Obraz
Milczenie jak wpadanie w ocean. Choć ocean różne ma oblicza. Ale zawsze na korzyść nadrabia ogromem... Jón úr Vör "Światło dnia" Światło dnia śpiewa w twych włosach, kiedy idziesz brzegiem jeziora, nawet kamienie miękną, kiedy stąpasz po nich boso. Milczenie twoje - trzepotom skrzydeł podobne, jak gdyby ptaki zgubiły drogę we mgle i spadają teraz do morza.     przełożył Kiljan Halldórsson * Jón úr Vör, 100 kvæði, Reykjavík 1967

Radość schłodzona

  W życia wędrówce, na połowie czasu, Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, W głębi ciemnego znalazłem się lasu... To naturalnie początek "Boskiej komedii" Dantego... I sobie tak często mówię, teraz, na połowie czasu, gdy się w las zagłębiam, choć zwykle nie tracąc z oczu ścieżek niemylnych, a i w naturze tak poszatkowanej szybko jest się z drugiej strony, na powrót w piekle, tym ziemskim, choć nie mniej wyfantazjowanym przez człowieka... Zwłaszcza że tym razem to ledwie Las Zabierzowski, uroczy, porastający Garb Tenczyński, w Tenczyńskim Parku Krajobrazowym. Las, skałki, Wąwóz Kochanowski, który bardzo lubię... Pewnie, byłoby wspaniale, gdyby nigdy się nie kończył, tak jak sobie to w dalece szczenięcych latach wyobrażałem... Od strony Rudawy lubiłem się gapić na ten wznoszący się nad okolicą las, zapominając, że za nim dalej to samo życie, ruchliwe, gdzie nawet startują i lądują samoloty. Usposabiał mnie marzycielsko... Garb się ciągnie ku zachodowi, dalej też są lasy, z

Spinning Away

Obraz
Ostatnio z F. robiliśmy sobie rozmaite przeglądy... A to jakieś badania, a to podsumowania, a to odwiedziny w zapomnianych na czas jakiś zakątkach, no i też przebieżka po ścieżce dźwiękowej naszej wspólnej wycieczki przez czas... Przywoływaliśmy sobie przygrywki... Kiedyś tam, lat już temu ...naście (ach, jak ten czas leci, jak te liczby straszą, mimo całego uroku stażowego urobku, którym jak najbardziej można się chwalić, chełpić...) było trochę na dźwiękowej ścieżce Briana Eno... Dawno nie słuchaliśmy... Ostatnio istotnie chyba w czasach pierwszych, dobrze wróżących spięć... Tak, a przy okazji takich spacerów coś można jeszcze wydłubać, czego się wcześniej nie widziało... Natknęliśmy się na ten obrazek do "Spinning Away". Ogromnie nas ucieszył. Ja się od razu zakochałem... A "Spinning Away" pochodzi z płyty "Wrong Way Up" (1990), która to płyta jest efektem współpracy Briana Eno oraz Johna Cale'a... Tak więc Brian Eno i John Cale, no i ci ruszający s

Rolf Jacobsen. Pejzaż z koparkami

 Wszystko się zmienia. Miasto się wgryza w dawne miłe dzikości. Także w miejsca moich dawnych wagarów...  Wagary. Jeden z pierwszych nałogów. Nogi za pas. Z wszystkich innych się wyleczyłem z niedorzeczną łatwością, natomiast namiętność do zaszywania się mi pozostała. Dlatego lubię ciągle wybrać się w podróż w pojedynkę. Czasem bliską, czasem daleką, choć z tą dalekością nie przesadzam, bo sięgam góra do Islandii (no, w porywach jeszcze norweski Finnmark) - dalej już mi się nie chce. Poczucie niepotrzebności jakoś specjalnie nigdy mi nie przeszkadzało, choć zwykle ciągle jestem jeszcze komuś potrzebny... Ale to jest tak jak z lenistwem - jestem leniwcem ciągle jednak czymś zajętym. Jedyny plus - nie ulegam przesadzie i wiem, że świat beze mnie doskonale sobie poradzi... Staram się więc być na wagarach jak najwięcej, tak jedną nogą poza wesołym miasteczkiem usystematyzowanego życia z jego powagą, strachem dyktującym rozmaite ubezpieczenia i oczywistymi atrakcjami...  Naturalnie dawniejs

Boys, boys, it's a sweet thing...

Obraz
Tą wiosną, tak gdzieś w maju będzie to już lat pięćdziesiąt "diamentowych psów"... Że się świat może skończyć raz - dwa... Apokaliptycznie, w rozkładach, w miłosno - handlowej szarpaninie... Wszystko może być wszak używką... Bowie odchodzący już od glam rockowych brzmień i estetyki, orientujący się na krainę za oceanem, już są soulowe inspiracje, momentami też pewien Broadwayowski rozmach...  Nie bardzo przepadam za "Diamond Dogs", choć wiem, jak dla kariery Bowiego to istotne przedsięwzięcie, może nie ekonomicznie, ale na pewno artystycznie... Ta płytka kojarzy mi się z czasami, kiedy nad Wisłą wszędzie obowiązkowo były krzywe chodniki i występowały braki wszystkiego, w tym było ich mnóstwo na rynku płytowym, gdzie Bowiego trudno było trafić. Szczęśliwie jednak wyjeżdżałem na Zachód, a także na Północ, wtedy ze zdobycznymi wizami w paszporcie...Te "psy" przytachałem aż z pierwszego spaceru po Laugavegur w dalekich już tatach osiemdziesiątych, w dość dalek

Jonas Lie. Eliasz i draug

Obraz
  Może dziś coś o duchach. Groźnych duchach. Takich jak draug, co grasuje sobie po skandynawskich wybrzeżach. Zwykle to upiór - duch topielca. Straszy na lądzie i na wodzie. Czasem błąka się koło wyrzuconych na brzeg szczątków, a czasem buja się na falach, sterując jakąś ponurą łajbą. Brzydko pachnie, jest właściwie żywym trupem, czasem chętnym do walki z człowiekiem. Może zwiastować złe rzeczy: niepogodę, śmierć... Daje się go pokonać, ale trzeba się strzec, by nie rzucił jakiejś klątwy, jak to się przydarzyło Grettirowi z islandzkiej sagi. Bohater ten miał doświadczenie jeśli idzie o upiory, ale draug narobił mu szkody, bo nim ostatecznie sczezł, ostatnim śmierdzącym tchnieniem zapowiedział mu, że nigdy już w ciemnościach nie zazna spokoju, nękany bowiem będzie przez wszelkie możliwe straszydła... Nie, nie, stare skandynawskie duchy to żadne zwiewne białe damy, to mało sympatyczne i niebezpieczne istoty. Są jak straszne wyobrażenia o śmierci, która przecież czyhała wszędzie. Rybak ru