David Bowie sprzed trzydziestu pięciu lat
Co poradzić - człowiek skazany jest na wspomnienia. A ja o wielu rzeczach z przeszłości wolałbym nie pamiętać. Ale ratunkowo umie się to i owo podkolorować, a zresztą - bycie nastolatkiem zawsze ma jakieś blaski. Są przecież rozmaite odkrycia i pierwsze razy... Dla mnie takim przyjemnym łącznikiem z miłymi zakamarkami przeszłości jest choćby ten kawałek. "Underground" Davida Bowie, który tańczył (w dość obcisłym wdzianku), śpiewał i grał w filmowej baśni "Labirynt" Jima Hensona. Już wtedy byłem zagorzałym fanem Bowiego, na którego, o dziwo, patrzyłem zupełnie aseksualnie. Jakby wyrastał dla mnie ponad jakąkolwiek płeć. Oto po prostu człowiek, o wielu twarzach, o wielu charakterach, u którego wszystko jest możliwe i wszystko zamienia się w sukces... Pierwszą jego twarz ujrzałem jako szczeniak w 1983 roku; słynne "Let's Dance". To mnie uwiodło, na zawsze, jak się okazało, bo przecież nic już się we mnie w tym względzie nie zmieni... "Labirynt" ...