Granie sobie
Maj, to ja tak może z tego tytułu z kwiatuszkiem i z odrobiną zieleni pośród rozpędzającej się wiosny... Ach, któraż to, która, wiosna, a z nią młodość, nieustająco powracająca, co tchu pędzi znów... Żyjemy sobie, gramy, na nerwach często... Człowiek jako instrument, i tylko zależy czy dobrze przeczuwamy w kimś innym wirtuoza... No bo jeśli szarpidrut... Brzmimy rozmaicie, a czasem zaskakujemy samych siebie, odnajdując się w jakichś niecodziennych rejestrach... Niejeden raz zdarza się pierwszy raz... Początków w życiu sam trochę już zaznałem... Melodyjne drgawki mijają... Czasem ktoś zabrzdąkał - wagi pozbawiona rzecz. Czasem improwizacja - w pamięci nie za bardzo do odtworzenia. A trafił się i dobrze ułożony koncert, ku pamięci... Nawet jeśli już nie brzmi, pozostałem odpowiednio nastrojony... Struny milkną i zdają się trwać niby nietknięte. Milczą w oczekiwaniu, mając kogoś konkretnego na myśli, tylko podnieść do siebie złożoną do stóp muzykalność, spróbować... Jak najspieszniej, zan...