Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

Kiedy drzwi otworzyć

Obraz
  Tak nieznośnie jest, że się trzeba chować do nory... Zabójcza jest ta pogoda, z tym piecykiem nastawionym na full... A jeszcze w tym wszystkim kłopotów nie chce być mniej, tylko ich przybywa i przybywa... Ale jak to Schopenhauer powiadał, z czasem będzie tylko gorzej, aż - naturalnie - po pewny koniec, choć o niepewnych on jest widokach... No, ale niektórzy mają jakieś co do tego przekonania... Trzymam za słowo, acz nie kurczowo... Niekiedy chciałoby się drzwi otworzyć... Chociaż ona, jak chce, sama przychodzi... Do mnie zajrzała kiedyś, ale jako jajcara, póki co - obmacała mnie i poszła sobie, kaszląc - choć to może akurat nie ona kaszlała, a jej ofiara jakaś, że tak się wyrażę... Skoro więc była w pobliżu, zajarzała, wiedząc o moich tęsknotach... Lecz niewiele się dowiedziałem... Nie była wcale kusicielką... Obiecała tylko, że nie zapomni, w stosownym czasie... I może mi się nawet zdawać, że sam ten czas wybiorę... Póki co schładzam upał pustynną czernią i bielą, takie coś w sa...

Orkan

Obraz
  Burzliwie, burzliwie ze wszech miar. W ludziach dużo złej pogody, co widać i słychać, ciągle... Razem z Obstfelderem mógłbym powiedzieć, że się czuję rozbitkiem na niewłaściwym globie... Dużo zdarzeń skandalicznych wokół. A to się dymi; a to nagle jakieś paskudne, niewdzięczne gesty i wynikające z tego fochy, co się kolejnym fochem odbijają; do tego jeszcze codzienne dokuczliwości i kłopoty, jakie ma każdy, co dla innych jest dobrym zrządzeniem losu, wszystko jedno na jakim froncie życia... Paskudne jest życie, choć ktoś mógłby upominać się o jego uroki, powiadając na przykład, że zjadł właśnie dobrą wąparsję w sosie z onanizowanego nosorożca, podaną przez kelnera z widoczną erekcją, lecz to nie o to chodzi, o te cząstkowe zadowoleńka... Naturalnie ich jest mrowie, tyle że ostatecznie drogo to wszystko wychodzi, nawet jeśli jest na taką czy inną kieszeń... Obstfeldera raził ludzki świat, cywilizacja, miasto... Cywilizacyjna żywiołowość raczej go niepokoiła, chronił się więc czase...

Mixa

Obraz
Muzycznie może przy siedemnastym czerwca... Coś z "Islandzkiej rapsodii", którą skomponował pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku Franz Mixa (1902 - 1994)... Nie jest to jakiś super znany artysta, ale szalenie zasłużony dla muzycznego świata Islandii. Austriacki kompozytor, dyrygent, pedagog... Swego czasu, sto lat temu blisko, wyekspediowany został na Islandię, by przygotować dla niej muzyczną oprawę z okazji tysiąclecia jej parlamentu...Tak to czas leci - moment i Alþingi latek będzie sobie liczył już tysiąc i sto... (Miał wprawdzie w swej historii czterdzieści pięć lat przerwy, ale łatwo o tym zapomnieć przy tak wielowiekowej działalności. Chociaż parlament wyspy Man skrzętnie ją odnotowuje, bo choć trochę od islandzkiego młodszy, działa jednak nieprzerwanie.) Mixa zatem, na tysiąc lat, tworzący oto zachwycający artystyczny most pomiędzy malutkim, dalekim Reykjavikiem a wspaniałym Wiedniem z jego fantastycznymi tradycjami. Mixa został na dekadę, by stworzyć w Islan...

Przyciąganie XIX

Obraz
Wracał niespiesznie z przechadzki, więc Árni jest już lekko zniecierpliwiony oczekiwaniem... - O, aż tak długo zabawiłem? - dziwi się Timo, widząc jak tamten przechadza się znużony już nieco podziwianiem uspokajających obrazków zdobiących ściany poczekalni. - Ach nie, chyba nie... Tylko że nic z tego. Nawet nie pozwolił mi się porządnie rozsiąść w tym całym astronomicznym fotelu... - Tego się obawiałem. Poszło o stłuczony ryj i tę niewygojoną wargę?... - Otóż to... Że też nie pomyślałem. Też mnie z tego powodu zganił... I jakby coś ode mnie jeszcze poczuł... - Rozumiem, że gdy spłynął mrok wieczorny, coś jednak dotankowałeś... Łobuz z ciebie... - To kim w takim razie jest moja żona?... Zaczyna padać, gdy opuszczają przychodnię. Timo znów siada za kierownicą... Czuje się jak zabawka zawieszona na gumie. Wędruje jak jojo na krótkiej uwięzi. To w tę, to w tamtą stronę, i ściąga go na rdzawe złomowisko, gdzie ponoć kiedyś gospodarzył owczy król... A tam garść, której dał się złapać... Lecą...

Ciemność

Obraz
  A czerwiec to może na ciemno zacznę...  Wokół jasności i niejasności, taka to codzienność bytowania... Ale pod tym wszystkim ciemność. Z niej właściwie wszystko, z nienazwanej nocy... Mamy w zasadzie dużo do powiedzenia, uczymy się wiele i gęby nam się nie zamykają. Ale gdy przychodzi odpowiedzieć sobie na pytanie o to, kim jestem, język się jakoś zacina, gdy trzeba powiedzieć coś więcej ponad to, czego w mozołach życia wymaga się od śmiertelnika w jego życiorysowych oświadczeniach... Czym jednak jest samo życie? I to, co w naszej głowie; czy mieszcząca się w niej owsianka to tylko taka maszynka do przetwarzania danych, czy w tym nieapetycznym tworze chodzi o coś więcej?... Ta nieklarowność wydaje się być czymś cennym, ale to tylko ze strachu, osobniczego... Dobrze tam przeczuwamy, że życie jest bardzo tanim towarem, nawet jeśli nie chcemy tego głośno przyznawać, a szczególnie życie tych wszystkich honorowych mężczyzn nic prawie nie jest warte, o czym opowiadają nam różne kr...