Kiedy drzwi otworzyć
Tak nieznośnie jest, że się trzeba chować do nory... Zabójcza jest ta pogoda, z tym piecykiem nastawionym na full... A jeszcze w tym wszystkim kłopotów nie chce być mniej, tylko ich przybywa i przybywa... Ale jak to Schopenhauer powiadał, z czasem będzie tylko gorzej, aż - naturalnie - po pewny koniec, choć o niepewnych on jest widokach...
No, ale niektórzy mają jakieś co do tego przekonania... Trzymam za słowo, acz nie kurczowo... Niekiedy chciałoby się drzwi otworzyć... Chociaż ona, jak chce, sama przychodzi... Do mnie zajrzała kiedyś, ale jako jajcara, póki co - obmacała mnie i poszła sobie, kaszląc - choć to może akurat nie ona kaszlała, a jej ofiara jakaś, że tak się wyrażę... Skoro więc była w pobliżu, zajarzała, wiedząc o moich tęsknotach... Lecz niewiele się dowiedziałem... Nie była wcale kusicielką... Obiecała tylko, że nie zapomni, w stosownym czasie... I może mi się nawet zdawać, że sam ten czas wybiorę...
Póki co schładzam upał pustynną czernią i bielą, takie coś w sam raz na wprost, przed siebie, donikąd, ku wielkiemu zapomnieniu... Przypominając poetycko, że jedne są istotne drzwi...
Grzebię sobie od czasu do czasu w starociach, no i taki tekścik, od taty słynnego Josepha Conrada:
Apollo Nałęcz Korzeniowski
ROZMOWA - URYWEK
Głos za drzwiami:
- Odemknij!
Poeta:
- Kto tam?
Głos za drzwiami:
- Jestem Wiara święta.
Poeta:
- Czego chcesz?
Głos za drzwiami:
- Puść mię! Zdejmę zwątpień pęta!
Poeta:
- Nie chcę! Duch mój w rozpaczy nad bezdnią się chwieje!
Głos za drzwiami:
- Ja cię podźwignę!
Poeta:
- Któż ty?
Głos za drzwiami:
- Poznaj mię - Nadzieję!
Poeta:
- Czy możesz zdjąć przekleństwo - co grzmi nad moim czołem?
Głos za drzwiami:
Mogę! Ja - zapomnienie!
Poeta:
- O! Chodź!!
(odmyka drzwi)
Gość (podnosząc zasłonę)
- Ja - śmierci Aniołem!
1853. Nieruszek
***
Z tomu: Apolla Nałęcza Korzeniowskiego Komedja i Strofy oderwane, Nakład Maurycego Orgelbranda, Wilno 1856

Komentarze
Prześlij komentarz