Hans Børli. Moje serce
Pogoda, póki co, nie odpuszcza, wypada więc spuścić na to jasne rolety i rzecz całą przeczekać... Las... Lasy niestety płoną w tym osuwającym się w chaos świecie... Smuci to... Niemniej uciekam w las, mniej jak szkodnik, poetycko zaś... Do drwala po raz już któryś tam idę... Børli - dla niego las był domem, schronieniem i miejscem pracy, karmił go las i był dlań inspiracją, kopalnią metafor... Lubię takich ludzi, trudniących się fizyczną robotą, twardych, gotujących z sykiem kawę rozżarzonym patykiem, golących się pod chmurką przy okrawku lustra opartym o jakiś leśny pieniek... Zdarzały mi się takie surowe przygody, takie szorstkie towarzystwo... Często tacy ludzie mają w sobie ciekawe światełko... A u Hansa Børli szczególnie mocno ono świeciło, przejawiając się we wrażliwości, ciekawości, w zmyśle obserwacji; jego samego nie oślepiało, tylko pozwalało odnajdywać ścieżki pośród życiowych tajemnic... Losy jednego człowieka i całego świata... On, jeden ludzki drobiazg w takim, nie innym ...