Posty

Przyciąganie XXV

Obraz
Docierają do miasta. Gwaru trochę więcej, bo atmosfera jest już prawie urodzinowa. Uśmiechy, zakąski, muzyka. I niebo się przeciera, choć rześko jest, nawet bardzo. W miejskich ogrodach jakiś grubaskowaty piosenkarz poczynia swoje koncertowe próby, jest rumiany, najwyraźniej zahartowany, o nieokreślonej fryzurze, bo, podobnie jak Timo, ma włosy niechętnie poddające się grzebieniowi. Śpiewa, choć Tima razi nieco jego maniera, bowiem artysta - jak to określa - co chwilę wznosi się ku kotkowatym miaukom. - Dziś dużo miauczących mężczyzn - zauważa. - A do tego, do tych osobliwych odgłosów typowych dla marcowania, dochodzą jeszcze dziwaczne śpiewaczki o dziecinkowatym wokalu. Jakaś wszechobecna nastolatkowość, trudna do zniesienia. Jak na lalczynym balu.  Przyglądają się ażurowej wiktoriańskiej altance ogrodowej. - Może się tu kiedyś pobierzemy? - rzuca Pol. - W takim otoczeniu musiałbym chyba zadbać o strój kelnera i pomarańczową cerę. Nie licz na to, że dam się tak przebrać. - Bardzie...

Olaf Bull. Jesień

Obraz
  Jesień. Jesień za oknem, jesień bywa i w sercu... Przemija lato, przemijają uczucia, by się przemienić we wspomnienie... Po jesieni już skostniałość zimy... Jedne zimy mijają, szczególnie te atmosferyczne, inne już na stałe przychodzą, ocieplane jednak myślami, czasem pełnymi artyzmu... (choć z tym artyzmem to nie wiem czy mi się w tym wypadku uda, idąc koślawo tropem poety...)  Wiersz jesienny, na jesień, z jakąś tam nadzieją pośród spraw sercowo bolesnych a nieuniknionych... Z Norwegii. Spod pióra bardzo nastrojowego poety Olafa Bulla (1883 - 1933), któremu bliska była tematyka przemijania.  Nienaganny i melodyjny Olaf.  Olaf Bull Jesień Jesień w oczach twoich, w chłodzie jej już pierwsza szadź -  Lecą gwiazdy! Płatek śniegu, patrz ---  To się stało, co się miało stać!   Przeciw śmierci, kruszyno, wszystko staje, i wzrośnie jeszcze drugi raz. - I w pieśni mej całusy twe jak róże pąsowieć będą w zimy czas.  przełożył z norweskiego Kiljan Halldó...

W wirze zdarzeń

Obraz
  Jesiennieje, ma się schładzać, więc i też refleksyjnie się robi i śmiertelność się przypomina. Porządek nigdy nie robi się sam. A bajzel i owszem. Rodzimy się, bezczelnie nam mówią ci tak zwani najbliżsi, żeśmy przez nich obdarowani... O ten "dar" trzeba się troszczyć, żeby trwał w jako takim porządku, unikając w miarę możliwości chaotycznego bałaganu... Rodzimy się i momentalnie wpadamy w wir, wir zdarzeń, które tworzą lej wiodący ku śmierci, ku rozpadowi. I trzeba wysiłku, żeby jak najdłużej trzymać się z dala od jego centrum, dużego wysiłku, bo też i zasysające siły nie należą do słabych. Odpuszczasz, zaraz cię biorą... Nic nie wiemy o śmierci. A nieznane straszy i śle wyobrażenia całkiem ziemskie, prosto z ziemskich potworności, na działanie jeszcze zwane potęgowaniem, jakbyśmy usiłowali wyobrazić sobie jeszcze coś gorszego od tego świata, tedy lepiej już trzymać się mniejszego zła, nawet jeśli to najokropniejsza nędza... Mimo że Schopenhauer uważał - całkiem, sądzę, sł...

Przyciąganie XXIV

Obraz
Jadą sobie, ceremonialnie, z piosnką na ustach, a w każdym razie Timo wyżywa się wokalnie, klepiąc się do taktu po udzie, co ogromnie bawi Pola, który nawet próbuje wtórować kochankowi, tyle że nie bardzo mu to wychodzi, zalicza się bowiem do ludzi poszkodowanych przez depczącego po uszach słonia. Suną wyasfaltowanym dnem rynny otoczonej górami. Zza każdego łuku wyłaniają się kolejne skaliste wzniesienia podobne postaciom oczekującym gości, co kłaniają się uwodzicielsko, rozstępując się na boki, by torować przybyszom dalszą drogę w tę krainę widziadeł, coraz mroczniejszą, bo pogodne jeszcze przed chwilą niebo naraz zasnuło się grubą warstwą ciemnoszarych chmur... Wszystkiego można się tu spodziewać, zdają się te kamienne istoty komunikować. Także improwizującego Tima, co właśnie zaczął dla odmiany nucić "The Creek" Garbarka... - Będę musiał Eddę obsypać kwiatami - mówi Pol. - Należą jej się. - A oto i świat tutejszego wieszcza Jónasa, a tam, w głębi, jeszcze jezioro jest, w k...

You've Been Around

Obraz
 Dawno nie dawałem muzyki... Specjalnie się nie ruszałem, bo wyborczo dziś, więc wziąłem udział w tym nadliczbowym głosowaniu... Mimo wszystko chodzę, mimo mego dalece zachwianego zaufania, zwłaszcza po poprzednich wyborach, bo odnoszę wrażenie, że dziś mamy sytuację, która wynikła z takiego uznania na oko, więc dla lokatora Pałacu zachowuję wprawdzie tytuł, ale nie jako nazwę funkcji, tylko jako ksywę, a wiec lokuję ją nie przed imieniem, tylko między nim a nazwiskiem - w tej sytuacji niejasnej wydaje się to najwłaściwsze. Liczę, że tym razem, przy dość jednak nieskomplikowanej procedurze, obejdzie się bez obliczeniowych kłopotów... Już nawet nie na półmetku jest to z pewnością sprawdzian dla obecnej władzy szczebla centralnego... Ja czekam ze spokojem - zaakceptuję każdy wynik, byle by był po rzetelnej pracy z uczciwością podany. A potem się będzie analizować rzecz całą... Tak sobie ostatnio Reevesa Gabrelsa słuchałem i to mi przypasowało na teraz. Piosenka jeszcze z początków Ti...

Gdy przez twój sen góra lodowa dryfuje

Obraz
Większości niepamięć sądzona. Nie skorzysta z przeżytego przez nich życia wieczność, by przechwycić jakieś pozostałe blaski godne umieszczenia pośród gwiazd. Po zwyczajnym życiu zwyczajna śmierć... Płynie lodowa góra przez sen... Jak lód, to Niflheim do głowy przychodzi, kraina zimna i ciemności, tam królestwo swoje Lokego ma córka, Hel o wyglądzie straszliwym - w połowie żywa istota, w połowie siny to trup - do której wędrują wszystkie te szaraki, co ich z życia wypędziły starość albo choroba, zwyczajna nędzna łóżkowa śmierć, no i tchórze mają tam u niej swój kącik mroczny... Lodowaty kraj ciemności... Ale lód tak pięknie potrafi błękitnieć, niebiańsko, że aż nie chce się wierzyć w ciemność, a tylko w wymknięcie się ciche do łagodnych jasności... Zaczarowane światło... Hans Børli Gdy przez twój sen góra lodowa dryfuje Szkoda, że zejść trzeba z tej ziemskiej karuzeli, szkoda  tak iść w ciemność bez dna, nie przeżywszy tych kilku chociaż dni, dwóch - trzech, czterech - pięciu dni ta...

Zabicie ciotki

Obraz
  Czasem tak Bursa powraca. Na zawsze młody, zbuntowany, z tą całą życia szpetotą, antyestetyką, z tęsknotą za autentyczną bliskością, za niewinnością... Wszystko tam młodzieńcze, i życie otarte to ledwie o zepsucie dorosłego świata... Wokół propaganda i to, co przed oczami, co się do propagandy nijak miało... Nie do odłączenia od Czycza, a Czycz nawet bliższy mi, bliższy poprzez tę jego bolesną stratę szczególnie ważnego przyjaciela, owego Anda, Bursę... Czycz się zaczął literacko od skandalu, bo pokazał znalezione wiersze Miłosza jako swoje... Ale And wiedział, że go nie należy przekreślać (uznał rzecz całą za niezłą prowokację, wiedząc jaki stosunek do Czesława Miłosza miała ówczesna władza ludowa) i wprowadził Czycza w świat literacki, otwierając mu bramę do druku w prasie i stając się jego bratnią duszą, takim artystycznym partnerem, kimś tworzącym w jego życiu istotny przełom. Lecz sielanka nie potrwała długo. W 57 byli na Festiwalu Młodej Poezji w Poznaniu. Bezlik papierosów...

Przyciąganie XXIII

Obraz
Snują się Timo i Pol porannie po miasteczku, które zdaje się tkwić w ciągłym przykucu, jak ktoś, kto spodziewa się najgorszego, aż człowiek ma wrażenie, że znają tu siły, wobec których lepiej nawet nie podnosić głowy, tylko trzymać się kurczowo parteru. Wszystkiego jest ledwie na kilka kroków. Chyba że obiera się sąsiedztwo dali - jej brzegi zawsze obliczone na wieczność... Tu na nieskończoność biegu podobnego do tego, na jaki skazane są zegarowe wskazówki... A w dali jest i wyspa, która miała na trzy lata owych słynnych dzikich lokatorów: banitę, co mocą klątwy bał się straszliwie ciemności; jego brata, co pomagał przetrwać czas mroku oraz ich sługę - niesumiennego, wiecznie narzekającego typa... Wypogodziło się pięknie, choć dość mocno dmucha wiatr... Pozwalają mu szumieć w uszach, obaj po porannej kąpieli... - Ten widok musiał być wtedy irytujący, gdy na wyspie przebywał Grettir i jego kompani, których obecność miała być lekiem na jego lęk przed zimową ciemnością... Cóż za podły los...

Pusteøvelse

Obraz
Wszędzie podobieństwa... Gdy rozgrzebiesz nocą przygasłe ognisko, rozsypią się żarki pośród czerni i jako żywo migotliwie przypominać będą rozsypane nad nami gwiazdy... O ogromie przypominają nam liczby, bo, tak na pierwszy rzut oka, wszystko takie wydaje się na wyciągnięcie ręki, w pobliżu, łagodzące przyjaźnie nocne ciemności... Łatwo zapomnieć o wymiarach i mieć poczucie, że się jest wspaniałym stworzeniem mogącym docenić uroki świata... Każdy rzec może sobie, że jest w centrum wszystkiego i że wszystko dla niego... Wiedza jednak zniosła nas w jakiś zakątek - oto drugorzędna, trudna do odnalezienia, ledwie wzmianki godna gwiazda, wokół której, obok większych i mniejszych towarzyszy, igra nasza Ziemia i jej malutki Księżyc, a życie owej Ziemi przywiane zostało hen, gdzieś z gwiazd, by się tu pichcić w ewolucyjnym kociołku... Dla biednego Serenusa i jego humanistycznego homo Dei , tego ukoronowania życia, trudna do zaakceptowania jest myśl, że owo ukoronowanie, wraz ze swym obowiązkie...