Nie wiem, czym jest czas
Następstwa. Minuta za minutą, nie wiadomo odkąd, nie wiadomo dokąd... Czas mierzony w roztargnieniu, nie zawsze, może nawet nie za często, choć gdzieś indziej coś tam stale czuwa, by go odmierzać, o co niespecjalnie się troszczymy przecież... Śledzenie go na tarczy zegarka w dookolnym biegu sekundnika, czekając, aż poruszy wyraźnie tę minutową dłuży się ogromnie, a gdyby poczekać na ruch tej godzinowej - to przecież wieczność... W bezruchu może się dłużyć, w ostateczności jednak bezruch minimalizuje okamgnienie - ledwie się zaczęło i już cień zmierzchu? To już, ten cień, zawsze jednak taki nie w porę - a więc kończy się, ten czas, ale kto pamięta początek, kto dostrzegł pierwszy świt, ten najważniejszy, zaczynający bieg i następujące po sobie odmiany?... Im mniej przemian, tym krócej wszytko trwa, najkrócej, gdy tylko początek we mgle i koniec cieniem zapowiedziany, długie zaś nawet życie motyla, bo w tej jego chwilce wydarza się wszystko, co czyni życie pełnym... Każdy ma ...