Posty

Taki dzień

Obraz
Jak każdy inny raz jeden w roku... Dzień Matki, co jutro nadejdzie, dziś mi przypomina - bo ja wiem - pośród niesmaku o jakiejś dawnej przynależności rodzinnej. Teraz to już martwa sprawa... Jacyś tam bliscy, jej krewni, sobie żyją, wyrastają nawet kolejne pokolenia, ale to już inny świat, który może mnie gdzieś na starych fotkach co najwyżej odnaleźć... Choć oczywiście nie żebym sam nic o nich nie wiedział... Cieszy mnie na przykład mój chrześniak, który właśnie startuje z karierą psychiatry... Sądzi, że jak się ruszamy, to się mniej boimy... Tak, no coś w tym jest... Ja w ruchach jestem dość pospieszny i wtedy jakiś taki nieustraszony ze mnie typ... Gorzej, gdy siądę... Wtedy zaczynam się bać... (Tak że ruch, ruch, w zdrowym ciele zdrowy duch, twardzi chłopcy, dziewuchy jak rzepy - no i do przodu, pełni krzepy, w tę stronę, gdzie nam Bóg dał oczy, mam nadzieję tylko, że nie na wojnę wyjdzie im kroczyć [choć wariaci porządek nam chcą burzyć, więc nie wiem czy nie płonne te nadzieje......

Stanisława Celińska (1947 - 2026)

Obraz
I taka to kolejna smutna wiadomość, z wczoraj, o odejściu Stanisławy Celińskiej. Smutno tak dowiadywać się o znikaniu tych, co kiedyś kształtowali nasz smak, dając nam piękno i coś do myślenia. Aktorka wszechstronna, pieśniarka nadto... Lista jej ról filmowych jest olbrzymia... Agnieszka z "Nocy i dni", Zosia z "Panien z Wilka" czy Lewicka z kultowego serialu "Alternatywy 4" albo piekarzowa z "Dwóch księżyców"... A jeszcze do tego cały szereg wyśmienitych ról teatralnych... Pewnie często tak jest, że jak słyszymy nazwisko jakiegoś aktora czy aktorki, to zawsze jest jakaś szczególna postać, dobrze wryta w pamięć, która zaraz wybiega w myślach przed szereg... Jeśli idzie o Stanisławę Celińską, to ja pierwszą przed oczami mam zawsze Wojnę Domową ze sztuki Montherlanta "Cezar i Pompejusz". Nikt by tej Wojny lepiej nie zagrał... No i pieśniarka, której przedstawiać nie trzeba. Mocny głos... Przywołam ją tu z innym, równie mocnym i wspaniałym...

Przyciąganie XVIII

Obraz
  Poranek, poranek, długi i senny. Pal śpi jak zabity. Jest niemal jak powalone drzewo, które upadło bezwładnie obok Tima i przygwoździło go do podłoża swymi konarami. Ciężkie od snu kościste ciało, twarde, sękate. - Jak to było - myśli któryś tam raz wybudzony z drzemki Timo. - Pan Cogito - szepcze i patrzy na wiszący nad wejściem do pokoju tani zegar na baterie. - Raptem minęło kolejnych dziesięć minut. Czas potrafi się przyjaźnie ślimaczyć... Ciągle jakieś jeszcze do... Choć mało w tym ekscytacji... Dawno temu taka okazja szarpałaby aorty... "Poeta w porze niejasnej między odchodzącym Erosem a Thanatosem który nie wstał jeszcze z kamienia". Dziwny ten czas środkowy, kiedy śmierć odstępuje. Żadnych zatraceń, namiętnych skoków w przepaść, o ile oczywiście nie chleje się na umór, tu jednak, przyznać trzeba, trudno o namiętność... - Głaszcze po głowie śpiącego Pala. Trochę swoim zachowaniem jest zdziwiony... - Każdy napotkany człowiek ma prawo plunąć mi w twarz i nazwać mnie z...

Lodowiec

Obraz
  A dziś o przyrodzie może... Równowagi coraz mniej... Już dawno temu Rolf Jacobsen niepokoił się naszym przyspieszeniem, technologicznym postępem niosącym ogromne zmiany, dla nas, dla całego świata. Podejrzewał, że sprawy mogą przybrać zły obrót, zwłaszcza wtedy, kiedy lekceważy się ostrzegawcze sygnały... Lodowiec , którego tu przywołuję, pochodzi z debiutanckiego zbioru norweskiego poety Jord og jern (Ziemia i żelazo) z 1933 roku. Prosto a treściwie napisał o równowadze w przyrodzie. I jakże w niej istotną rolę ma lodowcowa wieczna zima dla rozkwitu naszych lat. Lśni ten poetycki lodowiec niemal od wieku, coraz mniej lśnią nastomiast te lodowe obszary nie z poetyckich stronic... Nowy całkiem wymiar ma ten stary już trochę wiersz. Niezwykle jest aktualny teraz, kiedy lodowce, będące tym obrazem samonapędzającej się odnowy natury, nagle ulegają negatywnym skutkom naszych działań i po prostu znikają, przez co burzy się pewien porządek, dający nam do niedawna bardziej przewidywalną...

Granie sobie

Obraz
Maj, to ja tak może z tego tytułu z kwiatuszkiem i z odrobiną zieleni pośród rozpędzającej się wiosny... Ach, któraż to, która, wiosna, a z nią młodość, nieustająco powracająca, co tchu pędzi znów... Żyjemy sobie, gramy, na nerwach często... Człowiek jako instrument, i tylko zależy czy dobrze przeczuwamy w kimś innym wirtuoza... No bo jeśli szarpidrut... Brzmimy rozmaicie, a czasem zaskakujemy samych siebie, odnajdując się w jakichś niecodziennych rejestrach... Niejeden raz zdarza się pierwszy raz... Początków w życiu sam trochę już zaznałem... Melodyjne drgawki mijają... Czasem ktoś zabrzdąkał - wagi pozbawiona rzecz. Czasem improwizacja - w pamięci nie za bardzo do odtworzenia. A trafił się i dobrze ułożony koncert, ku pamięci... Nawet jeśli już nie brzmi, pozostałem odpowiednio nastrojony... Struny milkną i zdają się trwać niby nietknięte. Milczą w oczekiwaniu, mając kogoś konkretnego na myśli, tylko podnieść do siebie złożoną do stóp muzykalność, spróbować... Jak najspieszniej, zan...

Halldór Laxness. Zuchwaliada

Obraz
  Haakon jarl Norwegii Eiríksson miał chrześcijańskich rodziców i został ochrzczony w niemowlęctwie; oszczędziło mu to cierpień, jakich doświadczają niektórzy spośród tych, co to w dorosłości przyjmują wiarę i przytłoczeni poczuciem winy za swoje niegdysiejsze występki wobec prawdziwego boga, tak gorliwie dręczą innych swoją pobożnością, że lepiej byłoby, gdyby nigdy nie okazali skruchy... Przyznać muszę, że czytając to zdanie, od razu pomyślałem sobie o naszych celebryckich alkoholikach: te wszystkie Miśki, Muńki, Kaziki, co to gdy już wychlali co mieli wychlać, kiedy już nadokuczali wszystkim bliskim do wiwatu, gdy im zaczęło siadać zdrowie, wtedy nagle odkryli religię, stali się jakimiś rycerzami Jezusonajświętszopanienkowymi i zaczęli męczyć otoczenie swoją dewocją, bo to w takiej postaci zaczęła się u nich ta religijność po życiowej imprezie. W sumie nie zastanawiałem się nad tym, ale jeden artykuł w Krytyce Politycznej zwrócił mi na to uwagę... Tak to rzeczywiście wygląda, a ...

Przyciąganie XVII

Obraz
  Doturlał się obity przez żonę Árni na drugi brzeg z podręcznym bagażem. - Żeby wam tu nie śmierdzieć, wziąłem trochę odzieżowych podmianek. Na troszkę... - Już Edda stara uczy, by jęzorem mielić z umiarem, bo potem takie efekty - mówi zza swojego prywatnego baru Pol, przy którym siedli po przybyciu nieboraka i po powrocie z łowiska. Timo jakoś nie może ukryć śmiechu, bo zawsze obity ryj był dlań komiczny, o ile oczywiście to ryj męski... Jest w nim coś z krwiożerczej kobiety powtarzającej, że blizny zdobią mężczyznę... Niech się tłuką - myśli, gotów świat cały uzbroić w proste siekiery i łagodny kodeks karny... Tu oczywiście sytuacja nie wynikła z chuligańskiej ustawki tylko z innego rodzaju chuligaństwa, jakim jest małżeństwo, które dość często jest idealnym środowiskiem do odtwarzania się obcości i samotności, i niesmaku... Zmieszana z błotem przez męża żona dała temuż w mordę... O, oboje teraz nie do poznania, na swój sposób. - Czy aby na pewno znalazłeś dobrą podstawę do tych...

Przyciąganie XVI

Obraz
- Rzeczywiście? Po pijaku? - Árni wychyla się bardziej, by zobaczyć wyraźniej, co zamierzają Pol i Timo. Tamci istotnie gramolą się do samochodu. Potem ruszają, skokowo... Zza rogu budynku zaś wyłania się Pal. W ostatniej chwili udaje mu się uskoczyć przed wycofującym się samochodem. Wszyscy przystają. Trwa jakaś wymiana zdań. Pal ma chyba dar przekonywania, bo po chwili samochód wraca na niewielki parking przed restauracją. - Byliby go rozjechali - zauważa Árni, pokazując na okno. W palcach dymi mu się papieros, już któryś z kolei, bo w popielniczce prawie pełno. - Kogo? - pyta Fina, rzucająca na pościel laptop. - Zamierzasz tu coś robić?  - Kogo chcieli rozjechać? - Ci nowi, naszego Pala. - Naszego Pala. Tak... A dlaczego ty tu palisz? Co to ma znaczyć?  - A ty zamierzasz tu rozlać się swoją nieczystością? Árni ostentacyjnie puszcza kółka z dymu prosto na środek sypialni niczym jakaś nikotynowa Etna. - Każdy obiera sobie nowe zwyczaje. Zobaczymy, kto silniejszy. Przy czym za...