Posty

Przyciąganie XVII

Obraz
  Doturlał się obity przez żonę Árni na drugi brzeg z podręcznym bagażem. - Żeby wam tu nie śmierdzieć, wziąłem trochę odzieżowych podmianek. Na troszkę... - Już Edda stara uczy, by jęzorem mielić z umiarem, bo potem takie efekty - mówi zza swojego prywatnego baru Pol, przy którym siedli po przybyciu nieboraka i po powrocie z łowiska. Timo jakoś nie mógł ukryć śmiechu, bo zawsze obity ryj był dlań komiczny, o ile oczywiście był to ryj męski... Jest w nim coś z krwiożerczej kobiety powtarzającej, że blizny zdobią mężczyznę... Niech się tłuką - myśli, gotów świat cały uzbroić w proste siekiery i łagodny kodeks karny... Tu oczywiście sytuacja nie wynikła z chuligańskiej ustawki tylko z innego rodzaju chuligaństwa, jakim jest małżeństwo, które dość często jest idealnym środowiskiem do odtwarzania się obcości i samotności, i niesmaku... Zmieszana z błotem przez męża żona dała temuż w mordę... O, oboje teraz nie do poznania, na swój sposób. - Czy aby na pewno znalazłeś dobrą podstawę do ...

Przyciąganie XVI

Obraz
- Rzeczywiście? Po pijaku? - Árni wychyla się bardziej, by zobaczyć wyraźniej, co zamierzają Pol i Timo. Tamci istotnie gramolą się do samochodu. Potem ruszają, skokowo... Zza rogu budynku zaś wyłania się Pal. W ostatniej chwili udaje mu się uskoczyć przed wycofującym się samochodem. Wszyscy przystają. Trwa jakaś wymiana zdań. Pal ma chyba dar przekonywania, bo po chwili samochód wraca na niewielki parking przed restauracją. - Byliby go rozjechali - zauważa Árni, pokazując na okno. W palcach dymi mu się papieros, już któryś z kolei, bo w popielniczce prawie pełno. - Kogo? - pyta Fina, rzucająca na pościel laptop. - Zamierzasz tu coś robić?  - Kogo chcieli rozjechać? - Ci nowi, naszego Pala. - Naszego Pala. Tak... A dlaczego ty tu palisz? Co to ma znaczyć?  - A ty zamierzasz tu rozlać się swoją nieczystością? Árni ostentacyjnie puszcza kółka z dymu prosto na środek sypialni niczym jakaś nikotynowa Etna. - Każdy obiera sobie nowe zwyczaje. Zobaczymy, kto silniejszy. Przy czym za...

Teraz

Obraz
  Zawsze teraz, w naszym ciągłym ruchu, znacznym, nieznacznym... W każdym teraz jakiś punkt, z nich lwia część to jedynie szybko mijane rzeczy, często ledwie dostrzegane, rychło popadające w niepamięć, choć w każdym z nich coś się na przyszłość decyduje. A niekiedy teraz to jakieś większe postoje, na przyszłe przypominanie sobie, na jakieś kolejne teraz, z pustką do wypełnienia. Znów, teraz, przywołam norweskiego poetę: Rolf Jacobsen Teraz Teraz jest teraz, kiedy to czytasz, zanim znów zapomnisz. Teraz przepływa fragment wieczności, dziesięciotysięczna cząstka sekundy przez twoje ręce, na twoich oczach, jak płatek śniegu, tocząca się perła, strzała w powietrzu, zanim trafi. Grot włóczni tego, co było i tego, co jeszcze nigdy nie miało miejsca. Teraz od pierwszego wersu jesteś już odrobinę starszy. Teraz spada woda kaskadami, bije twoje serce. Teraz chmura przesłania słońce. Teraz odfrunęły ptaki. I teraz zapominasz o wszystkim. Przerzuć stronę, albo idź .    przełożył z n...

Útmánuðir

Obraz
Útmánuðir. Czyli ostatnie miesiące zimy, przednówek. Swego czasu trudny moment w ciągu roku: zapasy wyjedzone; siano na ukończeniu, a trawy młodej jeszcze nie ma... I w samą porę jeszcze jedno znalezisko z poprzedniego bloga, poetyckie. Na marzec w sam raz, na jego koniec. Zanim wróci na dobre życie. Kiedyś życie na Islandii nie rozpieszczało za bardzo. Istniało się wśród większej niepewności. O trudnych latach w poezjach swych wspominał kiedyś Jón úr Vör (1917 - 2000), w tomie Þorpið (Wioska rybacka) z 1946 roku. W takiej wiosce się wychowywał, jako przybrane dziecko w ubogiej rybackiej rodzinie. Taki więc kawałek z dawnych lat, z Islandii... Wielkie szczęścia, proste szczęścia: Jón úr Vör Przednówek  Pamiętasz ten długi bezmleczny czas pośród zimy, rybę lichą w cebrzyku, ledwie małego suszonego dorsza, źródło  z prostą piosenką cieknącej wody, łodzie w szopach okryte jutowym płótnem, owce na plaży, przemarznięte stopy i wieczory długie jak wieczność, często pełne niecierpli...

O starym człowieku

Obraz
  Z biegiem lat, z biegiem dni tak się osypujemy... Jak ta subarktyczna skałka... Powiada Rolf Jacobsen, że przeznaczeniem wszystkiego jest piach... Każda góra się nań zetrze... Tak sobie dłubałem w leniwej chwili w starociach, jak to ja, tym razem, jakoś tak drogą przypadku, we własnych... Nie jestem przywiązany do swych słów i żartuję sobie, że usypuję mandale takie z literek, które można zdmuchnąć... Bloxa już dawno nie ma, sam go zresztą zdmuchnąłem z siebie, na jakiś miesiąc przed jego zniknięciem, ale internet jest pamiętliwy i w jego archiwach się wszystko czy prawie wszystko zachowało... Dziwne takie nagłe spotkanie z tamtymi notkami, chociaż to zdrobnienie nie bardzo pasuje, bo to wszystko dość - jak się okazuje - obszerne wpisy są... Ileż tam pogody nawet... Wkochiwania się nowego... Bardziej osobiście było. Naturalnie wszystko to pamiętam, ale takie dotknięcie tamtych zdań znienacka bardzo mnie wzruszyło... Człowiek jest ciekawski, nawet gdy idzie o jego własną przeszłoś...

Robota poety

Obraz
Gdzieś się natknąłem jakiś czas temu na refleksje jakiegoś człowieka, w bezsenności, w ciemnym, zimowym Reykjaviku. Jakaś tam popijana herbata i rozmyślania o poezji, Eiríka Örna, tego, o którego powieści tu przed chwilą gadałem nieco... Wspomnienia sprzed lat, kiedy to stał jeszcze berliński mur... Zaraz miał runąć. Pan był wtedy chłopakiem, co zamówił sobie u krawca pierwszy garnitur, najelegantszy w całym swym życiu, królewski iście. Szył mu go Polak, ktoś, kto wychynął zza żelaznej kurtyny, a Karol miał na imię... Tak przez poezję, wspominając wicher zmian, doszedł do swej pierwszej odzieżowej, kosztownej elegancji w życiu... I ja pozostanę na chwilę przy poecie... Czy powinien więcej? Myślę, że niekoniecznie... Dla mnie spoko... Tak że coś o robocie, i coś z cytatem z innego poety, Einara Mára Guðmundssona... Eiríkur Örn Norðdahl Robota poety* Prawdopodobnie ten wiersz mógłby  być lepszy.   A przynajmniej powinienem udawać, że tak by mogło być.   Tak to jest czasami,...

Eiríkur Örn Norðdahl. Głupota

Obraz
Teraz może niech taka sobie będzie powieść islandzka... Taka sobie, bo taka sobie... Wizja przyszłości z wizją znaną już w przeszłości, bo Áki i Leníta trochę są jak Axel i Berta ze sztuki "Koledzy" Augusta Strindberga, tyle że u Strindberga to jeszcze małżeństwo, a tu już w zasadzie nie, jednak i tu, i tu to parka kolegów po fachu w relacjach toksycznych, bo zaraz wpycha się we wszystko duch konkurencji, złodziejstwo i wszelkiego rodzaju nieufności na gruncie jakichś tam zastarzałych uczuć, niewygasłych... Tamci malują, ci z kolei piszą, w tych międzypłciowych zmaganiach. Dokuczliwi. Zazdrośni. No i jedno musi być górą, drugiemu zaś przychodzi łykać gorzką pigułkę porażki... U Islandczyka oboje piszą powieść, każde swoją, jednak, jak się okaże, obie pod tym samym tytułem, obie na czasie, swoim, z imigrantami i międzynarodowym terroryzmem. Islandia, ciągle na tym swoim uboczu, jest jednak już całkiem zakorzeniona w globalnej wiosce. Niestrudzony Jacek Godek w posłowiu do prze...

Przyciąganie XV

Obraz
- Ale dziś wieje - mówi Pol, wchodząc do salonu. - I co tam? - Złe wieści. Żyję! - odpowiada Timo. - Myślę, że da się coś z tym zrobić - pociesza Pol i rzuca na flaminga swoją kurtkę. - A to do ciebie, z banku, karta zapewne - dodaje i wręcza Timowi przesyłkę. - Ach, mógłbym się odwołać do kwestii Charouska z "Golema" i rzec: Czy to nie jest uczucie wzniosłe widzieć w gospodarstwie natury ekonomiczny palec Mateczki Opatrzności, zarządzający mądrze i przezornie? - Gdybyż to jeszcze była sakiewka, którą można by było potrząsnąć. Przygotowałeś się na ten moment... I coś nadto porabiał? - Patrzę, jak marszczy się woda... - Dmucha bardzo... Moja ty nieuczesana przybłędo. - Staram się być uprzejmy. - W każdym razie przyjaciółka z Borgarnes się nie popisała. - Dość osobliwie powygryzała mi włosy. Ale jeszcze trochę tak pochodzę, żeby nie sprawiać przykrości Eddzie. - Godne to pochwały...  - W złoczyńcach bywa tak wiele szlachetności. No i wprawiam się w nabożnych poezjach. Og keyptu...

Elísabet Kristín Jökulsdóttir. Chłód kwietniowego słońca

Obraz
  Troszkę nawiązałem wcześniej, teraz jeszcze trochę...  Védís, a pod nią kryjąca się Elísabet... O niej to taka dość koślawa opowieść, krótka... Coś mi ona przypomina, więc jakoś tam do mnie przemawia, choć niekoniecznie muszę obcować z czymś, co mi gdzieś tam przewierca dziury do mojego dawnego, lunatycznego życia... Osoba dość poetycka, średnio sobie z życiem radząca, taka jakby niezbyt zadomowiona - ot choćby w przeciwieństwie do jednego z chłopaków, który jak nie był w maszynowni na kutrze, to zastygał na kanapie przy stole pełnym lepkich szklanek (a jak takie szklanki, to też rojowisko lepkich kółek na blacie), butelek i kiepałek, z których przesypywały się pety... Można sobie nalać, i pożyć, w spokoju świętym. No, Védís musiała się podlać, żeby w ogóle był jakiś ruch - więc jakby wszystko na opak... Z zacnej rodziny, a jednak jakoś tak niezbyt zacnie wprowadzona w istnienie na Ziemi. Zawsze tłumiąca emocje, nie skarżąca się także wtedy, gdy ją prześladowali i wykluczali...

To może jeszcze o trawie, z islandzkiej poezji. Jóhannes úr Kötlum

Obraz
Ma się ku wiośnie, trawka więc urośnie...  I tak sobie zawędrowałem razem z pisarką reykjavicką ulicą do poety. Tak wyszło. Tuż po tym, jak mieliśmy tu okazję powędrować mniej lub bardziej krętymi drogami do reykjavickiego portu z poetą Antonem... Tak sobie czytam właśnie "Chłód kwietniowego słońca" Elísabet Jökulsdóttir, taką sobie książeczkę, trochę chaotyczną, trochę ironiczną, spod pióra potomkini sław lokalnych, i taki mi się fragment spodobał, o poszukiwaniu drogi pośród znaków dawanych przez los, na ulicach Reykjaviku. Plan miasta, układ ulic w takiej metaforycznej odsłonie, ulic, których nazwy rzeczywiście mogą stanowić jakąś podpowiedź, wróżbę w tożsamościowych poszukiwaniach... Można wystartować z Vonarstræti - z ulicy Nadziei (już ta ulica tu się poetycko nawet pojawiła, w wierszu o Vilborg od wspomnianego Antona...), znad stawu miejskiego, otoczonego całą tą reykjavicką reykjavickością, z tymi wszystkimi domeczkami, które czasem nawet mają jakieś pałacykowe preten...