Orkan
Burzliwie, burzliwie ze wszech miar. W ludziach dużo złej pogody, co widać i słychać, ciągle... Razem z Obstfelderem mógłbym powiedzieć, że się czuję rozbitkiem na niewłaściwym globie... Dużo zdarzeń skandalicznych wokół. A to się dymi; a to nagle jakieś paskudne, niewdzięczne gesty i wynikające z tego fochy, co się kolejnym fochem odbijają; do tego jeszcze codzienne dokuczliwości i kłopoty, jakie ma każdy, co dla innych jest dobrym zrządzeniem losu, wszystko jedno na jakim froncie życia... Paskudne jest życie, choć ktoś mógłby upominać się o jego uroki, powiadając na przykład, że zjadł właśnie dobrą wąparsję w sosie z onanizowanego nosorożca, podaną przez kelnera z widoczną erekcją, lecz to nie o to chodzi, o te cząstkowe zadowoleńka... Naturalnie ich jest mrowie, tyle że ostatecznie drogo to wszystko wychodzi, nawet jeśli jest na taką czy inną kieszeń... Obstfeldera raził ludzki świat, cywilizacja, miasto... Cywilizacyjna żywiołowość raczej go niepokoiła, chronił się więc czase...