Przyciąganie XX
Gdzieś tam Timo i Pol pewnie się posilają i moszczą sobie chwilowe gniazdko na postój, nieustającą paplaninę, a potem na sen, w tym czasie zaś Árni, już bez fartuszka z Kaczorem Donaldem, posłuszny propozycji żony pakuje się do jej auta, by udać się na kolację... - Objadłem ich tutaj sromotnie, teraz objem ciebie. Ty płacisz. - Tak, zrobię to z przyjemnością. - A tam też tak... - nie kończy, tylko gryzie się w język. Spokojnie, myśli sobie, choć ma taką wielką ochotę wyłącznie szczypać i gryźć... - Mój Boże, naprawdę uszkodziłam ci uzębienie. - Do tego doszło - mówi, zapinając pasy bezpieczeństwa. Fina rusza z kopyta, jakby spieszyła komuś na ratunek. - Co za zryw. Jakieś jednak nerwy gniotą? - Nasłuchuje. - Coś z wahaczem chyba... - Co? - No jakieś takie stukanie... Ale ja już się nie troszczę, wcale a wcale - dodaje, unosząc w górę ręce. - Się obejdzie. - Dobrze, że tak mówisz. Migiem są na miejscu, czyli w restauracji Eddy. Nie ma tłoku. Usługuje dziś Pal. Zaskoczo...