Przyciąganie XXVI
Jedni się rozleniwiają, inni - przeciwnie - szykują się do nowych wyzwań i przygód. Wieczór Fina spędza na pakowaniu rzeczy, Árni zaś z pogodą się wyzłośliwia na swoją latawicę ze świądem starczym. - O, jeszczem nie taka stara - odgraża się. - Żeby cię tam, dzierlatko, nie zbrzuchacili na tych wysepkach baranich... - Zawieziesz mnie juro na lotnisko? - Naturalnie, moja droga. Z ochotą i z ulgą. Fina przymierza jakąś groszkową kieckę do swych babich krągłości. - I jak? Byłoby? - Cokolwiek założysz, będzie. - No pewnie. Czego ja bym się mogła spodziewać. - Nie konsultuj się ze mną w tak doniosłych sprawach. Uważaj tylko, żebyś się nie uzieleniła. - Dobra, dobra... A ty w końcu kiedy masz tego dentystę?... Będziesz straszył dzieci szczerbą? - W przyszłym tygodniu... Ja się chyba tu prześpię, na dole... Już bym tu wszystko powyrzucał. Ależ się szpetnie zrobiło na ulicy przez to pogorzelisko - mówi Árni, wyglądając za okno salonu. - W przyszłym tygodniu zanosi się i na porządki przy na...