Posty

Kiljan pisze

Obraz
I co tu powiedzieć... Losy się decydują na kolejne epizody w historii - pośród dezinformacji głęboko podzieleni w temacie Islandczycy decydują czy dalej negocjować z UE, czy może nie... A gdzieś indziej umiera król - przychodzi następny... Królowie i książęta - choć o wysokiej pozycji - ulotni są tak jak zwykli zjadacze chleba... Są - zaraz ich nie ma... Ulotni są ludzie, ulotne ich polityki i układy... Natomiast na trwalsze miejsce zawsze może liczyć dobry artysta... Oni, artyści, zostają, choć ciała ich prochem już i kamienie na nich coraz bardziej w mchach zielonych... Nie wszystkim dobrze wróżą na początku - niejednemu potem to i owo wypada odszczekać albo przynajmniej trzymać już później buzię w stosownym zamknięciu... Na niektórych wieszało się psy, potem zaś, gdy im medale dali, nosili ich na rękach i zapalali ognie tryumfalne... Podczytuję sobie "Dzwon Islandii" Halldóra Kiljana Laxnessa (1902 - 1998) w nowym tłumaczeniu. Na temat książki rozpisywać się tu nie będę, b...

Nie wiem, czym jest czas

Obraz
  Następstwa. Minuta za minutą, nie wiadomo odkąd, nie wiadomo dokąd... Czas mierzony w roztargnieniu, nie zawsze, może nawet nie za często, choć gdzieś indziej coś tam stale czuwa, by go odmierzać, o co niespecjalnie się troszczymy przecież... Śledzenie go na tarczy zegarka w dookolnym biegu sekundnika, czekając, aż poruszy wyraźnie tę minutową dłuży się ogromnie, a gdyby poczekać na ruch tej godzinowej - to przecież wieczność... W bezruchu może się dłużyć, w ostateczności jednak bezruch minimalizuje okamgnienie - ledwie się zaczęło i już cień zmierzchu?  To już, ten cień, zawsze jednak taki nie w porę - a więc kończy się, ten czas, ale kto pamięta początek, kto dostrzegł pierwszy świt, ten najważniejszy, zaczynający bieg i następujące po sobie odmiany?... Im mniej przemian, tym krócej wszytko trwa, najkrócej, gdy tylko początek we mgle i koniec cieniem zapowiedziany, długie zaś nawet życie motyla, bo w tej jego chwilce wydarza się wszystko, co czyni życie pełnym... Każdy ma ...

Przyciąganie XXII

Obraz
   - Znów chcesz mnie zjeść? - pyta Timo sekundę po tym, jak ochłonął po nagłym przebudzeniu, które sprowadziło przed jego oczy obraz wpatrującego się weń Pola. - Już dwa razy tej nocy zostałem pożarty. - I zwrócony na dalsze konsumpcje... - Tak też się czuję... - Nie zaznaczyłem w porę terenu. - Aż się lepię od substancji znaczącej... Że też musimy w namiocie znów. - Chciałbym, żebyś poczuł grunt... - Tak móc się eskapistycznie wyrzygać samym sobą... Że też nie mamy takiego mechanizmu, w jaki wyposażona jest porzucająca ratunkowo swe wnętrzności strzykwa. Zwalniasz blokadę, i wywala się wszystko na drugą stronę, pozostając kupą wnętrzności, dajmy na to taki dar życia dla kruków - mówi Timo i przeciąga się, ziewając. - Strzykwa wygląda jak kawałek gówna. - Nie mam zwierciadła, nie wiem więc, jak wyglądam teraz, ale czuję się w sam raz... - A zwierciadła mych ócz błękitnych? - Podstarzała w nich pożądliwość. - Zatem nie tak tragicznie. - Z biegiem czasu człowiek staje się coraz...

W mych rękach twa głowa. Z miłosnych poezji Steina Mehrena

Obraz
Gdyby ktoś daleko był, to taką kropkę by zobaczył. To my, wszyscy do kupy, co się tu kochamy i wściekle nienawidzimy, na małej kuli w otchłani.... Z takiej perspektywy dopiero dobrze widać, jak wszyscy jesteśmy blisko siebie... A poza tym dziw aż bierze, że w tym jest jakaś przytulność jednak, bo - choć tego nie widać - otacza i trzyma nas opiekuńcza dłoń międzyplanetarnej przestrzeni, umożliwiająca nam te ziemskie wszystkie życia i przeżycia, nawet to szaleństwo ludzkości - tej jedynej żywej formacji, po której - jeśli ta kiedyś zniknie - nikt nie będzie rozpaczał (bo byle komary, gdyby zniknęły, już by tym zniknięciem rozchwiały jakiś przyrodniczy układ, już by było dla niektórych istot nieszczęście)... Ta kropka z jeszcze mniejszą obok to jakiś niebywały zbieg okoliczności; nie będzie on trwał wiecznie, bo co się zbiegło, rozbiec się musi, ale póki co daje ten układ słoneczno - ziemsko - księżycowy (no i nie należy też zapominać o planetarnym strażniku Jupiterze!) stabilne warunki d...

Hans Børli. Moje serce

Obraz
Pogoda, póki co, nie odpuszcza, wypada więc spuścić na to jasne rolety i rzecz całą przeczekać... Las... Lasy niestety płoną w tym osuwającym się w chaos świecie... Smuci to... Niemniej uciekam w las, mniej jak szkodnik, poetycko zaś... Do drwala po raz już któryś tam idę... Børli - dla niego las był domem, schronieniem i miejscem pracy, karmił go las i był dlań inspiracją, kopalnią metafor... Lubię takich ludzi, trudniących się fizyczną robotą, twardych, gotujących z sykiem kawę rozżarzonym patykiem, golących się pod chmurką przy okrawku lustra opartym o jakiś leśny pieniek... Zdarzały mi się takie surowe przygody, takie szorstkie towarzystwo... Często tacy ludzie mają w sobie ciekawe światełko... A u Hansa Børli szczególnie mocno ono świeciło, przejawiając się we wrażliwości, ciekawości, w zmyśle obserwacji; jego samego nie oślepiało, tylko pozwalało odnajdywać ścieżki pośród życiowych tajemnic... Losy jednego człowieka i całego świata... On, jeden ludzki drobiazg w takim, nie innym ...

Przyciąganie XXI

Obraz
  - No i to te ściany zamykające dolinę miały być świadkami tego morderczego starcia człowieka z upiorem - mówi Pol... Dziwaczny trochę najmita, co świętować nie chciał, sympatyzujący z pogańskim światem, bo to w Szwecji chowany był typ, został niejako pokarany, a pogruchotane jego ciało stało się siedliskiem nowej, błąkającej się po okolicy złej siły... Można powiedzieć - z deszczu pod rynnę - bo nieszczęsne gospodarstwo z Cienistej Doliny okazało się tym bardziej nawiedzone. I wtedy ten uczynny, acz niefortunny Grettir zaoferował przerażonemu gospodarzowi, Þorkelowi, swoją pomoc. W opowieści sytuacje się powtarzają, trochę jak w sitcomie, tyle że tu grozą wieje... Sceneria zimowa, upiór czy inny przeciwnik z którym trzeba stoczyć walkę... A okres bożonarodzeniowy zdawał się mieć szczególne właściwości aktywizujące straszydła. Grettir, jak już wiemy, miał doświadczenie z żywymi trupami. Czekał więc nocą. Upiór nie zawiódł, zaczął hałasować, dosiadać chałupy... Doszło do potwornej ...

Przyciąganie XX

Obraz
  Gdzieś tam Timo i Pol pewnie się posilają i moszczą sobie chwilowe gniazdko na postój, nieustającą paplaninę, a potem na sen, w tym czasie zaś Árni, już bez fartuszka z Kaczorem Donaldem, posłuszny propozycji żony pakuje się do jej auta, by udać się na kolację... - Objadłem ich tutaj sromotnie, teraz objem ciebie. Ty płacisz. - Tak, zrobię to z przyjemnością. - A tam też tak... - nie kończy, tylko gryzie się w język. Spokojnie, myśli sobie, choć ma taką wielką ochotę wyłącznie szczypać i gryźć... - Mój Boże, naprawdę uszkodziłam ci uzębienie. - Do tego doszło - mówi, zapinając pasy bezpieczeństwa. Fina rusza z kopyta, jakby spieszyła komuś na ratunek. - Co za zryw. Jakieś jednak nerwy gniotą?  - Nasłuchuje. - Coś z wahaczem chyba... - Co? - No jakieś takie stukanie... Ale ja już się nie troszczę, wcale a wcale - dodaje, unosząc w górę ręce.  - Się obejdzie. - Dobrze, że tak mówisz. Migiem są na miejscu, czyli w restauracji Eddy. Nie ma tłoku. Usługuje dziś Pal. Zaskoczo...

Wytrwale waląc w kamień

Obraz
Trzeba mieć cierpliwość. Tak aż do skutku... Już w poprzedniej notce poeta doradza, by takim właśnie cierpliwym być... Też mi tego trzeba... Zwłaszcza gdy stale ładują się na mnie jeszcze kłopoty taty z kolejnymi odsłonami medycznego thrillera... Do ogólnej niesprawności, psychicznego wkurwu (Boże drogi, a co by było bez magicznych pastylek!), rurki w szyi doszła jeszcze - wzbogacając kolekcję -  operacja zaćmy. Niby nic wielkiego - nawet przy tym pacjencie podwyższonego ryzyka - ale dla mnie jednak więzienie, bo teraz przez miesiąc muszę pilnować zakrapiania oka, gdyż tata sobie tego sam nie zrobi. No i znowu znosić muszę te wszystkie humory, całe to chamstwo tak naprawdę obcego człowieka... Stale sobie uświadamiam, że nic - poza biologią, tymi całymi genami (choć ja się nieustannie upieram, że nie mam ani żadnych genów, ani nawet żadnej wątroby, dzięki czemu pewne coś nie ma mi gdzie siąść) - nic mnie z nim nie łączy... Nie mamy żadnych wspomnień, a w każdym razie nie ma w nich n...

Loty, wysokości

Obraz
 Świat i zaświaty... Rozmarzone życie, przepastne śmierci, pragnienia i strachy, i zachwyty... Poniżej jedno z ulubionych miejsc Augusta Strindberga, widok z wysokości, niebo już prawie spokojne ponad widocznym w oddali Jeziorem Genewskim, z Dents du Midi, ku którym biegły myśli i tęsknoty rozpalonego Szweda, o czym wspomina w "Legendach"; pożywka dla jego ducha w tym przyziemnym ciele; mistyka liczb, siedem tam szczytów bowiem rządkiem zębatym, siedem grzechów, siedem pieczęci... Jak świątynia potężna, samą boską dłonią poczyniona, pełna grozy droga do niej wiedzie, ku tej majestatycznej wyniosłości... Myśl leci, hen, w wysokości, ku bóstwom, ponad życie, w nieba, w gwiazdy... O coś w tym wszystkim musi chodzić...   I wsuwa mi się pod to wiersz leśnego poety. Z nie mniej majestatycznej Norwegii...  Hans Børli Słowa do samego siebie 1  Podziękuj swej ociężałej niezdarności, że mimo wszystko lot i wysokości zawitały w twym kalekim i przyziemnym życiu. Jeleń pełen jest...

Fuksja

Obraz
A zatem lipiec. Lato się rozpędza, kwitnie... Więc może miesiąc ten zacznę norweską poezją i fuksją... Barwna intensywnie fuksja, krwiście owocująca, zdaje się być delikatna, ale stać ją na długotrwałe odporności i potrafi jednocześnie kwitnąć oraz wydawać owoce... Zatem delikatność i siła, moc niezbędna, co wytworzyła się kiedyś tam w wymagającej Patagonii... Ludowe sny kazały jej nawet wyrosnąć na Golgocie po wiadomych wypadkach, nabrała więc szczególnej symboliki... O jej owocach powiada się, że są kroplami Chrystusowej krwi, więc przez to też symbolizuje szczególny rodzaj miłości, której radość i wzniosłość miesza się z bólem i męką... Wplótł fuksję w swój wiersz z 1890 roku, zawarty potem w debiutanckim tomie Digte (1893), poeta i niespełniony kompozytor Sigbjørn Obstfelder... SIGBJØRN OBSTFELDER Wzdycha wszelkie stworzenie Wzdycha wszelkie stworzenie.   Drżąc pytania zadaje. Rozchwiane szepcze cicho.   Ptaki zbierają się w stada, czytają nawzajem w swych oczach.   ...