Przyciąganie XVIII
Poranek, poranek, długi i senny. Pal śpi jak zabity. Jest niemal jak powalone drzewo, które upadło bezwładnie obok Tima i przygwoździło go do podłoża swymi konarami. Ciężkie od snu kościste ciało, twarde, sękate. - Jak to było - myśli któryś tam raz wybudzony z drzemki Timo. - Pan Cogito - szepcze i patrzy na wiszący nad wejściem do pokoju tani zegar na baterie. - Raptem minęło kolejnych dziesięć minut. Czas potrafi się przyjaźnie ślimaczyć... Ciągle jakieś jeszcze do... Choć mało w tym ekscytacji... Dawno temu taka okazja szarpałaby aorty... "Poeta w porze niejasnej między odchodzącym Erosem a Thanatosem który nie wstał jeszcze z kamienia". Dziwny ten czas środkowy, kiedy śmierć odstępuje. Żadnych zatraceń, namiętnych skoków w przepaść, o ile oczywiście nie chleje się na umór, tu jednak, przyznać trzeba, trudno o namiętność... - Głaszcze po głowie śpiącego Pala. Trochę swoim zachowaniem jest zdziwiony... - Każdy napotkany człowiek ma prawo plunąć mi w twarz i nazwać mnie z...