Posty

Pusteøvelse

Obraz
Wszędzie podobieństwa... Gdy rozgrzebiesz nocą przygasłe ognisko, rozsypią się żarki pośród czerni i jako żywo migotliwie przypominać będą rozsypane nad nami gwiazdy... O ogromie przypominają nam liczby, bo, tak na pierwszy rzut oka, wszystko takie wydaje się na wyciągnięcie ręki, w pobliżu, łagodzące przyjaźnie nocne ciemności... Łatwo zapomnieć o wymiarach i mieć poczucie, że się jest wspaniałym stworzeniem mogącym docenić uroki świata... Każdy rzec może sobie, że jest w centrum wszystkiego i że wszystko dla niego... Wiedza jednak zniosła nas w jakiś zakątek - oto drugorzędna, trudna do odnalezienia, ledwie wzmianki godna gwiazda, wokół której, obok większych i mniejszych towarzyszy, igra nasza Ziemia i jej malutki Księżyc, a życie owej Ziemi przywiane zostało hen, gdzieś z gwiazd, by się tu pichcić w ewolucyjnym kociołku... Dla biednego Serenusa i jego humanistycznego homo Dei , tego ukoronowania życia, trudna do zaakceptowania jest myśl, że owo ukoronowanie, wraz ze swym obowiązkie...

Kiljan pisze

Obraz
I co tu powiedzieć... Losy się decydują na kolejne epizody w historii - pośród dezinformacji głęboko podzieleni w temacie Islandczycy rozstrzygają czy dalej negocjować z UE, czy może nie... A gdzieś indziej umiera król - przychodzi następny... Królowie i książęta - choć o wysokiej pozycji - ulotni są tak jak zwykli zjadacze chleba... Są - zaraz ich nie ma... Ulotni są ludzie, ulotne ich polityki i układy... Natomiast na trwalsze miejsce zawsze może liczyć dobry artysta... Oni, artyści, zostają, choć ciała ich prochem już i kamienie na nich coraz bardziej w mchach zielonych... Nie wszystkim dobrze wróżą na początku - niejednemu potem to i owo wypada odszczekać albo przynajmniej trzymać już później buzię w stosownym zamknięciu... Na niektórych wieszało się psy, potem zaś, gdy im medale dali, nosili ich na rękach i zapalali ognie tryumfalne... Podczytuję sobie "Dzwon Islandii" Halldóra Kiljana Laxnessa (1902 - 1998) w nowym tłumaczeniu. Na temat książki rozpisywać się tu nie będ...

Nie wiem, czym jest czas

Obraz
  Następstwa. Minuta za minutą, nie wiadomo odkąd, nie wiadomo dokąd... Czas mierzony w roztargnieniu, nie zawsze, może nawet nie za często, choć gdzieś indziej coś tam stale czuwa, by go odmierzać, o co niespecjalnie się troszczymy przecież... Śledzenie go na tarczy zegarka w dookolnym biegu sekundnika, czekając, aż poruszy wyraźnie tę minutową dłuży się ogromnie, a gdyby poczekać na ruch tej godzinowej - to przecież wieczność... W bezruchu może się dłużyć, w ostateczności jednak bezruch minimalizuje okamgnienie - ledwie się zaczęło i już cień zmierzchu?  To już, ten cień, zawsze jednak taki nie w porę - a więc kończy się, ten czas, ale kto pamięta początek, kto dostrzegł pierwszy świt, ten najważniejszy, zaczynający bieg i następujące po sobie odmiany?... Im mniej przemian, tym krócej wszytko trwa, najkrócej, gdy tylko początek we mgle i koniec cieniem zapowiedziany, długie zaś nawet życie motyla, bo w tej jego chwilce wydarza się wszystko, co czyni życie pełnym... Każdy ma ...

Przyciąganie XXII

Obraz
   - Znów chcesz mnie zjeść? - pyta Timo sekundę po tym, jak ochłonął po nagłym przebudzeniu, które sprowadziło przed jego oczy obraz wpatrującego się weń Pola. - Już dwa razy tej nocy zostałem pożarty. - I zwrócony na dalsze konsumpcje... - Tak też się czuję... - Nie zaznaczyłem w porę terenu. - Aż się lepię od substancji znaczącej... Że też musimy w namiocie znów. - Chciałbym, żebyś poczuł grunt... - Tak móc się eskapistycznie wyrzygać samym sobą... Że też nie mamy takiego mechanizmu, w jaki wyposażona jest porzucająca ratunkowo swe wnętrzności strzykwa. Zwalniasz blokadę, i wywala się wszystko na drugą stronę, pozostając kupą wnętrzności, dajmy na to taki dar życia dla kruków - mówi Timo i przeciąga się, ziewając. - Strzykwa wygląda jak kawałek gówna. - Nie mam zwierciadła, nie wiem więc, jak wyglądam teraz, ale czuję się w sam raz... - A zwierciadła mych ócz błękitnych? - Podstarzała w nich pożądliwość. - Zatem nie tak tragicznie. - Z biegiem czasu człowiek staje się coraz...

W mych rękach twa głowa. Z miłosnych poezji Steina Mehrena

Obraz
Gdyby ktoś daleko był, to taką kropkę by zobaczył. To my, wszyscy do kupy, co się tu kochamy i wściekle nienawidzimy, na małej kuli w otchłani.... Z takiej perspektywy dopiero dobrze widać, jak wszyscy jesteśmy blisko siebie... A poza tym dziw aż bierze, że w tym jest jakaś przytulność jednak, bo - choć tego nie widać - otacza i trzyma nas opiekuńcza dłoń międzyplanetarnej przestrzeni, umożliwiająca nam te ziemskie wszystkie życia i przeżycia, nawet to szaleństwo ludzkości - tej jedynej żywej formacji, po której - jeśli ta kiedyś zniknie - nikt nie będzie rozpaczał (bo byle komary, gdyby zniknęły, już by tym zniknięciem rozchwiały jakiś przyrodniczy układ, już by było dla niektórych istot nieszczęście)... Ta kropka z jeszcze mniejszą obok to jakiś niebywały zbieg okoliczności; nie będzie on trwał wiecznie, bo co się zbiegło, rozbiec się musi, ale póki co daje ten układ słoneczno - ziemsko - księżycowy (no i nie należy też zapominać o planetarnym strażniku Jupiterze!) stabilne warunki d...

Hans Børli. Moje serce

Obraz
Pogoda, póki co, nie odpuszcza, wypada więc spuścić na to jasne rolety i rzecz całą przeczekać... Las... Lasy niestety płoną w tym osuwającym się w chaos świecie... Smuci to... Niemniej uciekam w las, mniej jak szkodnik, poetycko zaś... Do drwala po raz już któryś tam idę... Børli - dla niego las był domem, schronieniem i miejscem pracy, karmił go las i był dlań inspiracją, kopalnią metafor... Lubię takich ludzi, trudniących się fizyczną robotą, twardych, gotujących z sykiem kawę rozżarzonym patykiem, golących się pod chmurką przy okrawku lustra opartym o jakiś leśny pieniek... Zdarzały mi się takie surowe przygody, takie szorstkie towarzystwo... Często tacy ludzie mają w sobie ciekawe światełko... A u Hansa Børli szczególnie mocno ono świeciło, przejawiając się we wrażliwości, ciekawości, w zmyśle obserwacji; jego samego nie oślepiało, tylko pozwalało odnajdywać ścieżki pośród życiowych tajemnic... Losy jednego człowieka i całego świata... On, jeden ludzki drobiazg w takim, nie innym ...

Przyciąganie XXI

Obraz
  - No i to te ściany zamykające dolinę miały być świadkami tego morderczego starcia człowieka z upiorem - mówi Pol... Dziwaczny trochę najmita, co świętować nie chciał, sympatyzujący z pogańskim światem, bo to w Szwecji chowany był typ, został niejako pokarany, a pogruchotane jego ciało stało się siedliskiem nowej, błąkającej się po okolicy złej siły... Można powiedzieć - z deszczu pod rynnę - bo nieszczęsne gospodarstwo z Cienistej Doliny okazało się tym bardziej nawiedzone. I wtedy ten uczynny, acz niefortunny Grettir zaoferował przerażonemu gospodarzowi, Þorkelowi, swoją pomoc. W opowieści sytuacje się powtarzają, trochę jak w sitcomie, tyle że tu grozą wieje... Sceneria zimowa, upiór czy inny przeciwnik z którym trzeba stoczyć walkę... A okres bożonarodzeniowy zdawał się mieć szczególne właściwości aktywizujące straszydła. Grettir, jak już wiemy, miał doświadczenie z żywymi trupami. Czekał więc nocą. Upiór nie zawiódł, zaczął hałasować, dosiadać chałupy... Doszło do potwornej ...

Przyciąganie XX

Obraz
  Gdzieś tam Timo i Pol pewnie się posilają i moszczą sobie chwilowe gniazdko na postój, nieustającą paplaninę, a potem na sen, w tym czasie zaś Árni, już bez fartuszka z Kaczorem Donaldem, posłuszny propozycji żony pakuje się do jej auta, by udać się na kolację... - Objadłem ich tutaj sromotnie, teraz objem ciebie. Ty płacisz. - Tak, zrobię to z przyjemnością. - A tam też tak... - nie kończy, tylko gryzie się w język. Spokojnie, myśli sobie, choć ma taką wielką ochotę wyłącznie szczypać i gryźć... - Mój Boże, naprawdę uszkodziłam ci uzębienie. - Do tego doszło - mówi, zapinając pasy bezpieczeństwa. Fina rusza z kopyta, jakby spieszyła komuś na ratunek. - Co za zryw. Jakieś jednak nerwy gniotą?  - Nasłuchuje. - Coś z wahaczem chyba... - Co? - No jakieś takie stukanie... Ale ja już się nie troszczę, wcale a wcale - dodaje, unosząc w górę ręce.  - Się obejdzie. - Dobrze, że tak mówisz. Migiem są na miejscu, czyli w restauracji Eddy. Nie ma tłoku. Usługuje dziś Pal. Zaskoczo...

Wytrwale waląc w kamień

Obraz
Trzeba mieć cierpliwość. Tak aż do skutku... Już w poprzedniej notce poeta doradza, by takim właśnie cierpliwym być... Też mi tego trzeba... Zwłaszcza gdy stale ładują się na mnie jeszcze kłopoty taty z kolejnymi odsłonami medycznego thrillera... Do ogólnej niesprawności, psychicznego wkurwu (Boże drogi, a co by było bez magicznych pastylek!), rurki w szyi doszła jeszcze - wzbogacając kolekcję -  operacja zaćmy. Niby nic wielkiego - nawet przy tym pacjencie podwyższonego ryzyka - ale dla mnie jednak więzienie, bo teraz przez miesiąc muszę pilnować zakrapiania oka, gdyż tata sobie tego sam nie zrobi. No i znowu znosić muszę te wszystkie humory, całe to chamstwo tak naprawdę obcego człowieka... Stale sobie uświadamiam, że nic - poza biologią, tymi całymi genami (choć ja się nieustannie upieram, że nie mam ani żadnych genów, ani nawet żadnej wątroby, dzięki czemu pewne coś nie ma mi gdzie siąść) - nic mnie z nim nie łączy... Nie mamy żadnych wspomnień, a w każdym razie nie ma w nich n...