Posty

Przyciąganie XXIII

Obraz
Snują się Timo i Pol porannie po miasteczku, które zdaje się tkwić w ciągłym przykucu, jak ktoś, kto spodziewa się najgorszego, aż człowiek ma wrażenie, że znają tu siły, wobec których lepiej nawet nie podnosić głowy, tylko trzymać się kurczowo parteru. Wszystkiego jest ledwie na kilka kroków. Chyba że obiera się sąsiedztwo dali - jej brzegi zawsze obliczone na wieczność... Tu na nieskończoność biegu podobnego do tego, na jaki skazane są zegarowe wskazówki... A w dali jest i wyspa, która miała na trzy lata owych słynnych dzikich lokatorów: banitę, co mocą klątwy bał się straszliwie ciemności; jego brata, co pomagał przetrwać czas mroku oraz ich sługę - niesumiennego, wiecznie narzekającego typa... Wypogodziło się pięknie, choć dość mocno dmucha wiatr... Pozwalają mu szumieć w uszach, obaj po porannej kąpieli... - Ten widok musiał być wtedy irytujący, gdy na wyspie przebywał Grettir i jego kompani, których obecność miała być lekiem na jego lęk przed zimową ciemnością... Cóż za podły los...

Pusteøvelse

Obraz
Wszędzie podobieństwa... Gdy rozgrzebiesz nocą przygasłe ognisko, rozsypią się żarki pośród czerni i jako żywo migotliwie przypominać będą rozsypane nad nami gwiazdy... O ogromie przypominają nam liczby, bo, tak na pierwszy rzut oka, wszystko takie wydaje się na wyciągnięcie ręki, w pobliżu, łagodzące przyjaźnie nocne ciemności... Łatwo zapomnieć o wymiarach i mieć poczucie, że się jest wspaniałym stworzeniem mogącym docenić uroki świata... Każdy rzec może sobie, że jest w centrum wszystkiego i że wszystko dla niego... Wiedza jednak zniosła nas w jakiś zakątek - oto drugorzędna, trudna do odnalezienia, ledwie wzmianki godna gwiazda, wokół której, obok większych i mniejszych towarzyszy, igra nasza Ziemia i jej malutki Księżyc, a życie owej Ziemi przywiane zostało hen, gdzieś z gwiazd, by się tu pichcić w ewolucyjnym kociołku... Dla biednego Serenusa i jego humanistycznego homo Dei , tego ukoronowania życia, trudna do zaakceptowania jest myśl, że owo ukoronowanie, wraz ze swym obowiązkie...

Kiljan pisze

Obraz
I co tu powiedzieć... Losy się decydują na kolejne epizody w historii - pośród dezinformacji głęboko podzieleni w temacie Islandczycy rozstrzygają czy dalej negocjować z UE, czy może nie... A gdzieś indziej umiera król - przychodzi następny... Królowie i książęta - choć o wysokiej pozycji - ulotni są tak jak zwykli zjadacze chleba... Są - zaraz ich nie ma... Ulotni są ludzie, ulotne ich polityki i układy... Natomiast na trwalsze miejsce zawsze może liczyć dobry artysta... Oni, artyści, zostają, choć ciała ich prochem już i kamienie na nich coraz bardziej w mchach zielonych... Nie wszystkim dobrze wróżą na początku - niejednemu potem to i owo wypada odszczekać albo przynajmniej trzymać już później buzię w stosownym zamknięciu... Na niektórych wieszało się psy, potem zaś, gdy im medale dali, nosili ich na rękach i zapalali ognie tryumfalne... Podczytuję sobie "Dzwon Islandii" Halldóra Kiljana Laxnessa (1902 - 1998) w nowym tłumaczeniu. Na temat książki rozpisywać się tu nie będ...

Nie wiem, czym jest czas

Obraz
  Następstwa. Minuta za minutą, nie wiadomo odkąd, nie wiadomo dokąd... Czas mierzony w roztargnieniu, nie zawsze, może nawet nie za często, choć gdzieś indziej coś tam stale czuwa, by go odmierzać, o co niespecjalnie się troszczymy przecież... Śledzenie go na tarczy zegarka w dookolnym biegu sekundnika, czekając, aż poruszy wyraźnie tę minutową dłuży się ogromnie, a gdyby poczekać na ruch tej godzinowej - to przecież wieczność... W bezruchu może się dłużyć, w ostateczności jednak bezruch minimalizuje okamgnienie - ledwie się zaczęło i już cień zmierzchu?  To już, ten cień, zawsze jednak taki nie w porę - a więc kończy się, ten czas, ale kto pamięta początek, kto dostrzegł pierwszy świt, ten najważniejszy, zaczynający bieg i następujące po sobie odmiany?... Im mniej przemian, tym krócej wszytko trwa, najkrócej, gdy tylko początek we mgle i koniec cieniem zapowiedziany, długie zaś nawet życie motyla, bo w tej jego chwilce wydarza się wszystko, co czyni życie pełnym... Każdy ma ...

Przyciąganie XXII

Obraz
   - Znów chcesz mnie zjeść? - pyta Timo sekundę po tym, jak ochłonął po nagłym przebudzeniu, które sprowadziło przed jego oczy obraz wpatrującego się weń Pola. - Już dwa razy tej nocy zostałem pożarty. - I zwrócony na dalsze konsumpcje... - Tak też się czuję... - Nie zaznaczyłem w porę terenu. - Aż się lepię od substancji znaczącej... Że też musimy w namiocie znów. - Chciałbym, żebyś poczuł grunt... - Tak móc się eskapistycznie wyrzygać samym sobą... Że też nie mamy takiego mechanizmu, w jaki wyposażona jest porzucająca ratunkowo swe wnętrzności strzykwa. Zwalniasz blokadę, i wywala się wszystko na drugą stronę, pozostając kupą wnętrzności, dajmy na to taki dar życia dla kruków - mówi Timo i przeciąga się, ziewając. - Strzykwa wygląda jak kawałek gówna. - Nie mam zwierciadła, nie wiem więc, jak wyglądam teraz, ale czuję się w sam raz... - A zwierciadła mych ócz błękitnych? - Podstarzała w nich pożądliwość. - Zatem nie tak tragicznie. - Z biegiem czasu człowiek staje się coraz...

W mych rękach twa głowa. Z miłosnych poezji Steina Mehrena

Obraz
Gdyby ktoś daleko był, to taką kropkę by zobaczył. To my, wszyscy do kupy, co się tu kochamy i wściekle nienawidzimy, na małej kuli w otchłani.... Z takiej perspektywy dopiero dobrze widać, jak wszyscy jesteśmy blisko siebie... A poza tym dziw aż bierze, że w tym jest jakaś przytulność jednak, bo - choć tego nie widać - otacza i trzyma nas opiekuńcza dłoń międzyplanetarnej przestrzeni, umożliwiająca nam te ziemskie wszystkie życia i przeżycia, nawet to szaleństwo ludzkości - tej jedynej żywej formacji, po której - jeśli ta kiedyś zniknie - nikt nie będzie rozpaczał (bo byle komary, gdyby zniknęły, już by tym zniknięciem rozchwiały jakiś przyrodniczy układ, już by było dla niektórych istot nieszczęście)... Ta kropka z jeszcze mniejszą obok to jakiś niebywały zbieg okoliczności; nie będzie on trwał wiecznie, bo co się zbiegło, rozbiec się musi, ale póki co daje ten układ słoneczno - ziemsko - księżycowy (no i nie należy też zapominać o planetarnym strażniku Jupiterze!) stabilne warunki d...

Hans Børli. Moje serce

Obraz
Pogoda, póki co, nie odpuszcza, wypada więc spuścić na to jasne rolety i rzecz całą przeczekać... Las... Lasy niestety płoną w tym osuwającym się w chaos świecie... Smuci to... Niemniej uciekam w las, mniej jak szkodnik, poetycko zaś... Do drwala po raz już któryś tam idę... Børli - dla niego las był domem, schronieniem i miejscem pracy, karmił go las i był dlań inspiracją, kopalnią metafor... Lubię takich ludzi, trudniących się fizyczną robotą, twardych, gotujących z sykiem kawę rozżarzonym patykiem, golących się pod chmurką przy okrawku lustra opartym o jakiś leśny pieniek... Zdarzały mi się takie surowe przygody, takie szorstkie towarzystwo... Często tacy ludzie mają w sobie ciekawe światełko... A u Hansa Børli szczególnie mocno ono świeciło, przejawiając się we wrażliwości, ciekawości, w zmyśle obserwacji; jego samego nie oślepiało, tylko pozwalało odnajdywać ścieżki pośród życiowych tajemnic... Losy jednego człowieka i całego świata... On, jeden ludzki drobiazg w takim, nie innym ...

Przyciąganie XXI

Obraz
  - No i to te ściany zamykające dolinę miały być świadkami tego morderczego starcia człowieka z upiorem - mówi Pol... Dziwaczny trochę najmita, co świętować nie chciał, sympatyzujący z pogańskim światem, bo to w Szwecji chowany był typ, został niejako pokarany, a pogruchotane jego ciało stało się siedliskiem nowej, błąkającej się po okolicy złej siły... Można powiedzieć - z deszczu pod rynnę - bo nieszczęsne gospodarstwo z Cienistej Doliny okazało się tym bardziej nawiedzone. I wtedy ten uczynny, acz niefortunny Grettir zaoferował przerażonemu gospodarzowi, Þorkelowi, swoją pomoc. W opowieści sytuacje się powtarzają, trochę jak w sitcomie, tyle że tu grozą wieje... Sceneria zimowa, upiór czy inny przeciwnik z którym trzeba stoczyć walkę... A okres bożonarodzeniowy zdawał się mieć szczególne właściwości aktywizujące straszydła. Grettir, jak już wiemy, miał doświadczenie z żywymi trupami. Czekał więc nocą. Upiór nie zawiódł, zaczął hałasować, dosiadać chałupy... Doszło do potwornej ...