W wirze zdarzeń
Jesiennieje, ma się schładzać, więc i też refleksyjnie się robi i śmiertelność się przypomina. Porządek nigdy nie robi się sam. A bajzel i owszem. Rodzimy się, bezczelnie nam mówią ci tak zwani najbliżsi, żeśmy przez nich obdarowani... O ten "dar" trzeba się troszczyć, żeby trwał w jako takim porządku, unikając w miarę możliwości chaotycznego bałaganu... Rodzimy się i momentalnie wpadamy w wir, wir zdarzeń, które tworzą lej wiodący ku śmierci, ku rozpadowi. I trzeba wysiłku, żeby jak najdłużej trzymać się z dala jego centrum, dużego wysiłku, bo też i zasysające siły nie należą do słabych. Odpuszczasz, zaraz cię biorą... Nic nie wiemy o śmierci. A nieznane straszy i śle wyobrażenia całkiem ziemskie, prosto z ziemskich potworności, na działanie jeszcze zwane potęgowaniem, jakbyśmy usiłowali wyobrazić sobie jeszcze coś gorszego od tego świata, tedy lepiej już trzymać się mniejszego zła, nawet jeśli to najokropniejsza nędza... Mimo że Schopenhauer uważał - całkiem, sądzę, słusz...