Navnløs
W styczniu gapiłem się trochę na zorzę polarną. Olśniewające zieloności pośród nazbyt długich nocy. Gdyby założyć w tym jakąś uwzględniającą nas celowość, można by pokusić się o stwierdzenie, że to tak na otarcie łez, żeby nie było, że tylko mrok, że jednak zimą też nie brak światła, choćby nawet nie było nazbyt ożywcze... Ale to tylko obojętne, chłodne natury prawa i widowisko, które o widza wcale nie dba, choć widz, bywało, na takie rzeczy spoglądał z lękliwą nieśmiałością... Tak czy owak, coś się nad naszymi głowami stale odbywa, czego możemy być mniej lub bardziej przypadkowymi, jednak zawsze przypadkowymi świadkami... Nauka swoje powiada o słonecznym wietrze, na zimno... Wierzenia bardziej może emocjom oddane, choć też i one jakby troszkę uspokajająco wyjaśniające, czyniące zjawiska mniej obcymi, ku którym słać na dodatek można pewne żądania i ku którym słane tęsknoty nie takie od rzeczy, nad głowami kazały widzieć czarowniejsze historie - a to nocą podświetlony Bifröst, a to tani...