30 kwietnia
Na Boga, dzisiaj jest podobno dzień... tam dzień... Dzień! Dzień Bez Kar Fizycznych...( Znaczy że jutro można dostać wpierdol??)... Jadąc taksówką dziś rano usłyszałem o tym... Aż zakląłem... Jestem strasznie wyczulony. Jestem już dziś dużym facetem, dość silnym, ale doszczętnie zjechanym przez tę świętą rodzinę... Tak się złożyło, że dom rodzinny pamiętam jako najgorsze miejsce w moim życiu... Jak słyszę te głupstwa o instynktach macierzyńskich... Żadne to instynkty, to po prostu paskudne popędy, za które, my, ofiary, często jesteśmy obwiniani... Bo to my się bezczelnie im rodzimy, a nie oni nas płodzą, rodzą... Te biedne kobiety, ofiary brutali... A tak naprawdę jesteście siebie warci... Paskudne kobiety i paskudni mężczyźni. Żeby było sprawiedliwie... Święta rodzina... To takie specyficzne środowisko. Tam zostałem zelżony, doszczętnie - odkąd pamiętam, moja matka opowiadała mi, jaki jestem beznadziejny: debil, matoł, ścierwo, syf, śmieć... Ale gdyby ktoś spojrzał z zewnątrz, ni...