Przy Święcie Óðinn...
...i ten nieśmiertelny utwór "Ég er komin heim". Rok temu, przy tej samej okazji już była ta piosenka. Wkleiłem ją wówczas na bloga i nieco opowiedziałem o jej historii, więc można sobie zerknąć do tamtej notki - wystarczy kliknąć tutaj ... To taki nieoficjalny hymn, którego refren można usłyszeć na stadionach, tam gdzie islandzcy kibice dopingują swoją drużynę... Piękna, pogodna piosenka, jasna, z nadziejami... Może nawet szkoda, że to nie hymn oficjalny... Kiedyś myślano, by uczynić nim radosny "Toast za Islandię" Jónasa Hallgrímssona, zwyciężył jednak poważniejszy, bardziej podniosły utwór Matthíasa Jochumssona... Kiedyś Wrzeszczący Faceci z Finlandii, słynni z tego, że robią sobie hece z wszelkich narodowych napuszeń i patriotycznych wzdęć, chcieli i na Islandii wywrzeszczeć miejscowy hymn, lecz tamtejsze przepisy okazały się nieprzejednane - nie wolno tykać pieśni! Tak że żeby ich nie pozamykali, podczas swojego występu w Reykjaviku wywrzeszczeli tekst absurdal...