Słowacki wysp tropikalnych
Jak tak patrzę w zieloności, z Mostu Śląsko - Dąbrowskiego, dawnego Kierbedzia, w stronę dawnej Zygmuntowskiej i Parku Praskiego, to od razu w myśli woła coś: Choromański!... Niespodziewana Conradowska sceneria nad Wisłą, co się w "Sportowej" objawiła powieściowym bohaterom... Conrad - niechże będzie, jak chce czytelniczka z przedwojennego dworku, że to Słowacki wysp tropikalnych... Bardzo to był kiedyś pisarz popularny, o czym wspomniał Michał Choromański, też w tamtych poprzewrotowych czasach popularny, co z pewną tęsknotą zaznacza, każąc swemu narratorowi opisywać, jak to Wachicki, oczekując na znanego toksykologa, w pewnej dziwacznej, groźnej a nie cierpiącej zwłoki sprawie rzecz jasna, toksykologa, co lubił się plątać na teatralnych tyłach, obserwuje zza kulis trudzącą się na scenie Ruth Sorel, przyszłą żonę Choromańskiego, o którego "Zazdrości i medycynie" rozprawiali w owych latach trzydziestych wszyscy, albo niemal wszyscy... Bo potem to już było cicho. Cic...