Á annan stað
By się tak znaleźć w innym miejscu... Czasem to by się przydało, choć prawdę mówiąc życie wszędzie jest nie na moje nerwy. Najdosłowniej. Żeby choć wytrwać jeszcze trochę w swej ekwilibrystyce w postaci stania na dwóch nogach... Życie ciekawsze jednak na scenie, a i ją lepiej mi oglądać niż brać udział... Najbardziej zawsze i wszędzie lubię pozycję widza, takiego spacerującego sobie pośród gnojowiska życia marabuta ze skrzydłami złożonymi na plecach: - No i co tam, co my tu mamy? - ot, można powiedzieć: rodzaj szkaradnego dostojeństwa... Spodobał mi się kiedyś ogromnie ten klip, z teatralną próbą. Lubię się takim rzeczom przypatrywać, takim lepiej od gołego życia rozpisanym scenariuszom... Wykuwanie się ku ostatecznej doskonałości, na oklaski. Taki przejaw życia najbardziej mi pasuje. Ładni i energiczni, artystyczna radość twórczej wspólnoty... Zawsze to miłe, przyjemne dla oka... I piosenka. "Á annan stað". Salka Sól. To z islandzkiej wersji sztuki "The Heart of Robin H...