I tak brnę przez ten czas, w półuśpieniach, w zawirusowanym przestoju... Resztki normalności obserwuję jedynie w przyrodzie... Jerzyki doleciały, jest ich coraz więcej. Zawsze mnie cieszy ich piskliwa energia. Prawdziwe duchy powietrzne!! A na dole, pod jerzykowymi powrotami, nad Wisłą, nędza, degrengolada; w sumie całkiem spory kraj, którym nadal, mocą naszej obojętności, bawi się nowogrodzka ropucha, szulerski glut otoczony interesownym półświatkiem; wywalony na wierzch śmierdzący organ strachliwej, zakompleksionej pogardy, bezwstyd na imprezie, godnościowe wzdęcie, balonik wypełniony trupim jadem, pośmiewisko, policzek dla tych, którzy kiedyś gotowi byli zaryzykować wszystko, by było lepiej... I wszystko przy akompaniamencie kwiku żałosnej opozycji, z którą trzęsawisko gra w dupniaka. Oni listy piszą i wymachują karteczkami wydartymi ze swych drukarek... No tak, tak drukarkę trzeba od czasu do czasu przewietrzyć, co by się bidulka nie zastała... Przed nami straszne czasy. To się...