Stein Mehren. Przyjaźń
By nie przesadzać ze spacerami, zamknięto nekropolie... Dziwny czas. Tu zaraza, tu kopniak w kobietę, co gniew wreszcie wywołał. Osobliwe momenty, z wyzwalającym wulgaryzmem, co bardzo mi się podoba, bo sam kocham język, więc i wulgaryzmy są mi bliskie, a nawet pożądane. Sam trochę pochodziłem i pokrzyczałem, pokrzepiony tym, że już nikt wreszcie nie śpiewał "Imagine"... Ten stan mamy na własne życzenie, to wynik naszego niedbalstwa, lekkomyślnej obojętności... Czy się wreszcie przebrała miarka? Czy coś wreszcie w czaszkę zastukało? Czy może jest to, tym razem obfita wprawdzie, ale jednak tylko kolejna jałowa okresowa rzeka protestu, która rychło, przetoczywszy się przez ulice, wsiąknie w piach? Nie wiem... Nie jestem optymistą, ale się ucieszę, gdy pozytywnie zostanę rozczarowany... Ja w każdym razie o tyle mam czyste sumienie, że nigdy nie dałem się nabrać na "Genialnego Stratega - ale mnie dziś śmiech ogarnia, jak patrzę na tego oszołomionego, zapędzonego w kozi róg...