31
grudnia... Dawniej może się z jakimś żalem podchodziło do tej daty... Chociaż można pójść śladem Vilborg Dagbjartsdóttir i cieszyć się z narastającej liczby dni, tygodni, miesięcy, lat - ile tego się już nazbierało! Jeszcze trochę, i będzie istne survivalowe mistrzostwo! Lecz tego roku wolałbym raczej nie pamiętać... Bo to taki pusty rok. Pustka i niepokój. Długie okresy monotonii. Trudno nawet było się na czymkolwiek skupić. Niby tyle się dzieje, a człowieka okoliczności spychają we własne kąty, z czasem już coraz bardziej obrzydłe. Z czasem skarlałym, bo bez podpory w wydarzeniach. A te nieliczne wydarzenia... popaprane jakieś i sprośne... Plamy na głupim, szarym tle. Nie dość że choróbsko się panoszy, to jeszcze burzycielsko trzęsie się ziemia, albo takoż upłynnia się i osuwa, jak to się stało pod Oslo... Właśnie paplaliśmy trochę o tym z kuzynem przez telefon... Planowaliśmy, że się noworocznie spotkamy, ale w dzisiejszych okolicznościach siedzimy na dupach każdy u siebie, stę...