Niezadługo, bo w lipcu, minie 130 rocznica śmierci księdza Józefa Stolarczyka, tej niezwykle barwnej, legendowej postaci zakopiańskiej. Można w pewnym sensie uznać, że Zakopane szczęście miało, że taki tam się uwodzicielski apostoł objawił: mądry, sprytny, robotny, postawny, co dobrze wiedział, że góralska dusza to nie byle patyk, co się na kolanie da złamać... Przybył kiedyś, w czterdziestych latach XIX wieku na kraniec świata, co się dość prędko przemienił w tegoż pępek... Jak pisze w posłowiu swej pracy o Stolarczyku Maciej Pinkwart: "Cokolwiek byśmy o nim powiedzieli, nowego czy starego, musimy być świadomi, że to właśnie ksiądz Józef spod Giewontu - jak lubił się podpisywać - pierwszy przetarł drogę, którą poszli potem Eljasz i Chałubiński, Witkiewicz i Zamoyski, Chramiec i Brzega, Zaruski i Chmielowski, a za nimi także my wszyscy, którzy nie wyobrażamy sobie choć raz w życiu nie spojrzeć Giewontowi prosto w twarz".... Na Tatry spoglądał jeszcze jako dzieciak ze swej r...