Fríða Ísberg. Świerzb

Taki sobie ironiczny zbiorek opowiadań. Trochę humoru, trochę szczegółów z życia bohaterów, częściej bohaterek. Współczesna Islandia. Życie jak i w innych zakątkach sytego bąbla. Nosy w telefonach, presja, by się wybić, bo są możliwości wybicia, podróże licho wie po co... I właściwie wszystko cholera wie na co... Młodość. A to z wiarą, która rychło usycha. Z lękami. Zabiegania, aspiracje, nerwy... Nerwy, nerwy, nerwy... Wszystko na podglądzie. Dawna koleżana udaje, że nie poznaje... Ale i tak można podpatrzeć, bo się wszyscy gdzieś po sieci prezentują... A i miasto małe, bo to Reykjavik. Jak masz dużo gości w sypialni, to nie tacy oni przelotni, bo ciągle się będziesz gdzieś na nich natykać... A jak nie z wyra, to z jacuzzi przybasenowego wspomnienie... Niemal sami swoi... Perspektywa kobieca... Ja to mało znam się na kobietach... Niewiele ich czytam, a jak już się natykam na opowieści, to jakoś tak zawsze zbyt dużo jest fizjologii... Może ona bardziej absorbująca. (Ciężko chyba tak ca...