Od do, od do, tak sobie płynie czas. I jutro by skończył - ile to? - 77 lat, gdyby żył... David Bowie. Najfantastyczniejsza przygrywka do mojego skromnego życia. Z tej okazji obrazek i muzyka. Wybieram coś z "Earthling", płyty, którą bardzo, bardzo lubię. David, co na swoje pięćdziesiąte urodziny poszedł m. in. w klimaty techno, drum and bass... Mnie się to ogromnie spodobało, lubiłem wtedy takie brzmienia i stukoty, i zresztą dziś nimi nie gardzę. 1997. Ależ to był czas. Sprzed katastrof, sprzed otchłani, na młodą nutę, w romansie z panem w wieku mego taty mniej więcej, o grubo ponad dwadzieścia lat starszym. Norweski romans prowincjonalny. Ani wcześniej, ani potem nikt z aż takim uwielbieniem się do mnie nie odnosił, nigdy wcześniej i nigdy potem nie byłem niczyim ukochanym okruszkiem, w obopólnym obsypaniu najwulgarniejszymi ksywkami. Czasem się zastanawiam, co by się stało, gdyby zostały uczynione jakieś dalsze kroki i padły słowa, które gdzieś między nami wisiały, tam, n...