Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

Sigbjørn Obstfelder. Liv

Obraz
 Choć wieki płyną - dwudziesty pierwszy już po pierwszej ćwiartce, odurzony - ja gdzieś tam chętnie w dziewiętnastym się plączę... Liv. Życie. Z życiem śmierć. A śmierć woła do życia... Sigbjørn Obstfelder LIV W dużym mieście są ciemne zakątki, uliczki zaciszne o osobliwych nazwach, co budzą myśli o zmierzchu życia, gdzie dzieją się rzeczy, których próżno szukać w książkach. Obecnie mieszkam przy jednej z takich uliczek. Spokojnie tu bardzo. Niekiedy przejedzie tędy mleczarz albo wóz z węglem, a czasem zjawi się chodzący od domu do domu szlifierz, wszystko tylko po to, by zaraz wokół mogła zapanować jeszcze głębsza cisza. Żadnych bogatych ani tak zwanych wytwornych ludzi tu nie ma, nikogo z tych, co pojawiają się w gazetach czy w kalendarzach. A jednak ci, których spotykam, w oczach mają wiele szlachetności. Kto to wie, może tam, w swoich mieszkaniach skrywają jakieś tajemnice: jasny pokój narożny, kanarka, kota pośród kwiatów na oknie, odziedziczony po przodkach serwis do herbaty ...

Pięćdziesiąt lat Station to Station

Obraz
Pięć lat temu wspominałem o tej płycie, gdy miała lat czterdzieści i pięć... A teraz się zaokrągliło do pięćdziesiątki. I oto człowiek dożywa co rusz do jakichś półwieczy czegoś, co powstało już za jego życia... I to będzie narastać. Nie ma co już dodawać do tego, co naklepałem pół dekady temu... (Jakże się z wiekiem szasta okresami... Cóż za nonszalancja długowieczności... Tak piszę - długowieczności, bo na ziemiach, na których się aktualnie znajduję, jeszcze nie tak dawno temu chłop żył średnio dwadzieścia siedem lat... Z naszego punktu widzenia to malutko, ale jak się tak teraz zastanawiam, to ja, mając lat dwadzieścia siedem, znałem już właściwie wszystkie smaki życia i jego atrakcje, po których mógłbym w zasadzie wznieść oczy do nieba z pełnym politowania wyrazem i zadać pytanie: Really? ... No, troszkę może przesadziłem, bo jednak nikt mnie nie łamał kołem ani nie wyrywał paznokci, ale i tak w rozdaniu nie najlepsze karty mi przypadły w udziale, szczęśliwie w czasach jednak nie n...

Something happened on the day he died

Obraz
Tak to dziesięć lat temu gruchnęła wieść o śmierci Davida, ledwie dwa dni po jego 69 urodzinach i po ukazaniu się płyty Blackstar ... Wszystkie te mroki, symbole, niepokojące obrazy z ostatnich wideoklipów oraz to, co wplótł w wyśpiewane słowa, miały - jak się okazało - związek z jego osobistą sytuacją. Był niesłychanie dzielny, całkiem oddany pracy, liczył, jak zawsze, na jej efekt, a ten był piorunujący i do dziś wali po łbie, i jeszcze będzie tak robił długo, długo, myślę... To było jego spotkanie z kresem, a także z siłą, dzięki której zawalczył o sztukę, oraz z bezsilnością wobec jednak bezlitosnego wyroku. Nie dało się zrobić nic, tylko żyć do końca, po swojemu, tak jak było zawsze... Kiedyś udawało mu się ratować niemal u krawędzi, tym razem natomiast już musiał poza nią wypaść - taki los śmiertelnika, który się musi kiedyś zdekomponować, po nawet najsprawniej skomponowanym istnieniu pozostawiającym trwałe ślady - acz zdołał na niej wykonać nie lada taniec, z przygrywką jak marz...

Z czasów ostatnich

Obraz
Tak to czernieje ta gwiazda od dziesięciu już lat. Aż tyle ich minęło od wydarzenia... Bo każda nowa płyta Bowiego była wydarzeniem, żadna nie mijała bez echa... A gdy upłynęły jeszcze dwa dni, wydarzenie nabrało nieprawdopodobnej wagi, a interpretacje całości stały się bardziej jednoznaczne... Wypadło z tego pożegnanie, zrobione w porę, ułożone na piątkę z plusem, bo na sam koniec David zdołał nagrać jedną z najlepszych płyt w swojej karierze... Śmierć zawsze kiedyś musi przyjść, zawsze nie w porę, bo zawsze też ktoś o ten jej czas będzie miał do losu pretensje, ale ten los sprzyjał o tyle, że artysta mógł także ze swojego odejścia, odejścia jednak na własnych warunkach, zrobić niezwykłe dzieło sztuki, wysmakowane, pełne poezji i oryginalnych brzmień... Ciągle potrafiący wynajdywać siebie na nowo... Tu i major Tom znalazł swój kres, a jednocześnie zjawiła się zagadkowa postać o oczach z guzików... Temu pomysłowi, tej wizji na koniec zapragnął jeszcze dać życie. Bowie często zaczynał j...

Przyciąganie XIII

Obraz
  Że gdy chcę okiem w przeszłość rzucić, Gdy myśl stęskniona się rozmarza, To nic już nie mam krom cmentarza, Dokąd mi wolno śmiało wrócić.* - Wcale celnie - mruczy Timo... - A więc bawisz się w wędrówkę wśród zapomnianych. Przywołujesz stare melodie z przeróżnych języków... (Musi je zawsze widzieć, nigdy nie może ich spamiętać...) Chciałeś, bym się natknął? A obok - jakże mu? - Corot... - Podchodzi i patrzy na podniszczoną reprodukcję malowidła. Nastrojowy na nim zmierzch pośród drzew wysokopiennych. Zmierzch również i za wielkim oknem z na długo pozostawioną poświatą i pofioletowiałymi jakoś dziwnie górami... Na obrazku raczej sielankowy klimat kończącego się dnia, może jeszcze resztka jakichś prac; obraz za oknem zaś gotów jest raczej na przyjęcie upiorów i na niepokój. Choć Timo nie czuje się nazbyt zaniepokojony. Wie, że na upiora natychmiast trzeba się rzucić. Nie obawia się, a jest może tylko lekko podekscytowany, jakby przeczuwając, że ktoś znów się pojawi. Jakiś dawno zmar...