Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2024

Sekretny przyjaciel

  Może jeszcze coś od Antona Helgego, ze wspomnianego w poprzednim wpisie tomu... Scenerią jest tam Reykjavik, rozmaite miejsca, czasem wymienione z nazwy, czasem nie... Ulica, centrum handlowe, biuro, męska toaleta, itd, itd... A w tym wszystkim ludzie, często samotni, nieśmiali, tęskniący za bliskością, którzy podejmują próby wydostania się ze swej osobności, mniej lub bardziej udane... Anton Helgi Jónsson  Sekretny przyjaciel Nigdy nie widuję tych,  co w tym biurowcu pracują za dnia. Sprzątam w nim wieczorami. A w domu piszę wiersze  i gram na gitarze. Na moim piętrze jeden się wyróżnia. Często grzebię w jego szpargałach. Lubi kreślić bazgroły w notatnikach. Zawsze dokładnie sprzątam wokół jego biurka. Wczoraj znalazłem pod nim książkę: Dwadzieścia wierszy o miłości. Położyłem ją obok telefonu. Nie spałem całą noc.  Dziś wieczorem postanowiłem zostawić mu  wiadomość przyklejoną do monitora: Niech się zbudzi drwal. Jutro stanę na zewnątrz, kiedy zaczną wy...

Przelotna znajomość w Muzeum Sztuki

 Rozbawił, ale i rozczulił, wzruszył mnie ten "muzealny" wiersz z Islandii: Anton Helgi Jónsson   Przelotna znajomość w Muzeum Sztuki   Przy pisuarze w Muzeum Sztuki w Reykjaviku  stał facet i zerkał  do mojego.  W jego misce wszystko brzmiało doskonale.  Kurwa, niezły masz strumień!  To myślałem powiedzieć.  Nabrałem chęci na pogawędkę: o zatrzymaniach moczu  albo że wacek brodawkę ma pośrodku. Tak wiele rzeczy przychodzi na myśl,  kiedy ktoś zagląda ci  w miskę pisuaru. Ale wtedy nagle skończył,  zapiął rozporek,  i odszedł.  A ja zostałem  sam  nad swoim pisuarem  nie mogąc opróżnić pęcherza.   przełożył z islandzkiego Kiljan Halldórsson  * Z tomu: Anton Helgi Jónsson, Tvífari gerir sig heimakominn, Reykjavík 2014

I Am a Laser (z prób i przedbiegów)

Obraz
Astronettes. Taki porzucony projekt Bowiego z wokalnym triem (Ava Cherry, Jason Guess, Geoffrey MacCormack)... Bo rozpędziła się sprawa z "Diamond Dogs", której to płycie stuka właśnie w tych dniach pięćdziesiątka, no i przyjaciele tak nieco na lodzie zostali wtedy. I ostała się pamiątka, która jakiś czas temu wyszła sobie na światło dzienne, materiał jakoś niespecjalnie przewidziany do uczestnictwa w życiu... No i właśnie Ava Cherry, przywołana tu już jakiś czas temu z tych muzycznych okolic przełomowego dla Davida czasu "Diamond Dogs"... Przykurzyło się trochę nagrań, próbnych odsłon piosenek rozmaitego autorstwa... Te "Astronetki" porzucone to jednak istotne rzeczy, takie zarodki czy nasionka, z których potem coś interesującego wyrosło... Bo tam już delikatnie naszkicowane zapowiedzi brzmień i rytmów z "Young Americans" i "Station to Station". No i znajoma melodia tam zabrzmiała, pamiętana ze "Scary Monsters", płyty jakby p...

Nic takiego, Timo (5)

Obraz
   W termosie była jeszcze kawa, letnia, o posmaku gumy. Popijał ją z białego kubka, gorzką, drobnymi łykami, znów zadziwiony spokojem i ciszą. Lokatorzy tego domu zdawali się zjawiać w jego pomieszczeniach po to tylko, by za chwilę gdzieś zniknąć. Zupełnie jakby wnikali w deski sękatych ścian lub podłóg albo kryli się we wnętrzach schowanych gdzieś magicznych butelek. Nie chciał jednak przekonywać się doświadczalnie, czy w swych przypuszczeniach dotyczących istot tu egzystujących bliski jest rzeczywistości - ot, tylko założył, że skoro spod łóżka mogą wydostawać się jakieś człekopodobne czarne gryzmoły rodem z rysunku psychicznie katowanego dziecka zachęconego przez terapeutę do twórczej aktywności, to również mieszkańcy przybierający bardziej akceptowalną postać zdolni są do podobnych praktyk. Nie przyzywał więc nikogo - całkiem teraz bez potrzeby by to zresztą było - żeby stać się świadkiem materializacji zjaw, jak w trakcie seansu spirytystycznego. Niech te zjawy - pomyśla...

Nic takiego, Timo (4)

Obraz
     Spojrzenia Irakijczyka cechowały się wyjątkową niezwykłością, jakby ich właściciel wzrokiem swym omiótł był wszystko wokół w trakcie najtęższych i najdzikszych życiowych wtajemniczeń, jednak poprzez miejsce, w jakim obserwator je napotykał, gubiły swoją uwodzicielską moc i nie dawały nadziei na jakiekolwiek objaśnienia, które mogłyby choćby sugerować najdelikatniej, że w życiu o coś ciekawszego chodzi, poza samym gołym przetrwaniem przez jakiś czas pewnego zlepka atomów, licho wie, czemu takiego a nie innego, przetrwaniem pośród pytań, na które nie ma żadnych odpowiedzi poza nędznym, mimo swego przepychu, bałamutnym pustosłowiem. No bo gdyby coś... to przecież nie byłoby tego geszefciku w kraju dalekim a obcym, by przynajmniej w spokoju dotrwać pisanego kresu, a jakaś radosna, dająca pewność przepaść... Tak, tak, bo Timo umyślił sobie, że wyjaśnienie kryć się musi w jakiejś przepaści, która ostatecznie da potwierdzenie, że nie ma nigdzie zagadki do rozwiązania, nie m...

That cute little drummer...

Obraz
Tak wstępując przy okazji, skoro już uruchomiłem kompa... Z bezsennej nocy. Czasem mnie dopada bezsenność, więc wtedy słuchawki na uszy, co by ciszy nocnej nikomu nie burzyć, i tak sobie wędruję do czasów minionych... Jakież to już pokłady artystyczne narosły... Tak, cofam się do leniwych leżeń na parkiecie u przyjaciela, w zamierzchłych czasach, w zadymionych przytulnościach pośród zadymek. Przy tej okazji nie może braknąć Zappy... Zappa tak do mnie wraca, falami, przyczepia się, i zachwyca mnie ta złożona muzyka, co czasem jest jak takie smaczne ciasto pełne bakalii... I zachwyca mnie ta perfekcyjność, w tym całym wariactwie niebywała staranność... Wybieram to na dziś. Zawsze to budziło moją radość, jak się Terry zakochuje w wizerunku gitarzysty Punky Meadowsa... Uroczo, komediowo, chwilami troszkę świńsko...  Wspaniały moment, gdy na scenie byli razem Frank Zappa, Terry Bozzio, Adrian Belew (tego ostatniego wkrótce podkradł Zappie David Bowie)... Fajne czasy... Młody Terry Bozzi...

Nic takiego, Timo (3)

Obraz
  - A to dopiero najście! - zawołał roześmiany mężczyzna tuż po tym, jak kosturem odchylił połę namiotu, za którą ujrzał Tima spiesznie usiłującego ukryć sterczącego fallusa. - Najmocniej przepraszam, ale nie zapiął pan zamka, co potraktowałem jako zachętę. Istotnie, jakbym zajrzał w rozporek, zakłócając przy okazji tę samotniczą igraszkę... - To ja przepraszam - rzucił Timo, naciągając z zakłopotaniem spodnie. - Nie, nie, nie, to moje nieznośne wścibstwo, a raczej jego resztki, bo żyję już od jakiegoś czasu na odludziu, więc i okazje nie czekają w każdym zakamarku... Piękny wzwód, swoją drogą. Nie mógłby się ojciec ciebie wyprzeć.  To był on, Paul Vernick. Dogasający literat, jak o nim mówiło się już od pewnego czasu. Zatem trafił właściwie. - Nawet nie musimy się sobie przedstawiać, choć z mojej strony to już naturalnie zakrawa na zarozumialstwo - oznajmił Vernick, ściskając z uśmiechem dłoń stojącego już tuż przed nim Tima. - Inger istotnie miała rację, twierdząc, że oto ma...

Zielono mi...

Obraz
choć i trochę czarno też, bo wczoraj odszedł w wieku 88 lat Jan Ptaszyn Wróblewski. Jazzman - legenda, muzyk, którego przedstawiać nie trzeba. Kawał historii. Saksofonista, kompozytor, aranżer. Podarował swój niezwykły talent i piosenkom, bez których nie sposób wyobrazić sobie naszą estradę. Były czasy, że pisało się kawałki. Wśród mistrzów Agnieszka Osiecka, do której tekstów i Ptaszyn tworzył genialną muzykę... Muzyka trwa, nie do zapomnienia, więc i zielono mi z nią, także mimo złych wieści... Andrzej Dąbrowski:

Knut Hamsun. Włóczęgi

Obraz
  Szczęśliwi ludzie! Są przecie czymś, choćby byli prawie niczym.   Miłe to bardzo zdarzenie, że jakiś czas temu na rynek powrócił Hamsun i z "Włóczęgami". Zrazu myślałem, że to może nowa odsłona, ale to ten sam stary przekład, przedwojenny jeszcze, Czesława Kędzierskiego. "Włóczęgów", a także dalsze części: "Augusta Powsinogę" i "A życie toczy się dalej" znamy od dawna, kiedy to posypały się przekłady i kiedy odnowiło się zainteresowanie Hamsunem, po tym, jak dostał Nobla... Hamsun na salony nie wrócił, ale jest jednak obecny, także u nas, coraz mocniej chyba. Taka kłopotliwa trochę wielkość, która w starczych latach zapaprała sobie życiorys... Trochę ciężka może być dziś ta książka w odbiorze, bo ten przekład bardzo się już zestarzał, jego język zawiera mnóstwo wyrażeń, których dziś się już nie używa. Ale pewnie dla niektórych, tak jak dla mnie, jest to urokliwa archaiczność, spotkanie z czymś lekko egzotycznym, dającym też wgląd w to, jak dale...

Nic takiego, Timo (2)

Obraz
  Chyba niepotrzebnie pił to piwo, bo raptem poczuł się lekko zamulony. Trochę za ciepło. Cień zachęcał do tego, by się położyć i zdrzemnąć. Ale na to przyjdzie czas. Nie poddawał się nagłemu rozleniwieniu. Poza tym, jeśli znajdzie to, o czym od dawna myślał, byłoby dobrze nie pojawiać się na miejscu ze ściółką leśną we włosach i na ubraniu. Las nie ciągnął się zbyt długo - zaraz dotarł na przeciwległy jego skraj, natykając się przy okazji na całkiem pokaźne mrowisko. Piękna, regularna budowla wzniesiona przez skorą do współdziałania społeczność. Pracowitość i zgoda. Porządek. A ludzka natura, napotykając porządek, często ma ochotę w nim co nieco pogmerać. Korci nas spokój. Lubimy dokuczyć śpiącemu psu, spłoszyć stado ptaków, wbić kij w mrowisko. W naszym pojęciu ład domaga się wręcz naruszeń. A pokój to coś, o co zawsze warto się pobić, niszcząc wszystko wokół. Timo wziął kij, ale zaraz go odrzucił. Nie miał w końcu zamiaru gmerać w tej kupie igliwia. Ktoś już to bowiem zrobił. Kt...