Przyciąganie XXIV
Jadą sobie, ceremonialnie, z piosnką na ustach, a w każdym razie Timo wyżywa się wokalnie, klepiąc się do taktu po udzie, co ogromnie bawi Pola, który nawet próbuje wtórować kochankowi, tyle że nie bardzo mu to wychodzi, zalicza się bowiem do ludzi poszkodowanych przez depczącego po uszach słonia. Suną wyasfaltowanym dnem rynny otoczonej górami. Zza każdego łuku wyłaniają się kolejne skaliste wzniesienia podobne postaciom oczekującym gości, co kłaniają się uwodzicielsko, rozstępując się na boki, by torować przybyszom dalszą drogę w tę krainę widziadeł, coraz mroczniejszą, bo pogodne jeszcze przed chwilą niebo naraz zasnuło się grubą warstwą ciemnoszarych chmur... Wszystkiego można się tu spodziewać, zdają się te kamienne istoty komunikować. Także improwizującego Tima, co właśnie zaczął dla odmiany nucić "The Creek" Garbarka... - Będę musiał Eddę obsypać kwiatami - mówi Pol. - Należą jej się. - A oto i świat tutejszego wieszcza Jónasa, a tam, w głębi, jeszcze jezioro jest, w k...