Posty

Pięćdziesiąt lat Station to Station

Obraz
Pięć lat temu wspominałem o tej płycie, gdy miała lat czterdzieści i pięć... A teraz się zaokrągliło do pięćdziesiątki. I oto człowiek dożywa co rusz do jakichś półwieczy czegoś, co powstało już za jego życia... I to będzie narastać. Nie ma co już dodawać do tego, co naklepałem pół dekady temu... (Jakże się z wiekiem szasta okresami... Cóż za nonszalancja długowieczności... Tak piszę - długowieczności, bo na ziemiach, na których się aktualnie znajduję, jeszcze nie tak dawno temu chłop żył średnio dwadzieścia siedem lat... Z naszego punktu widzenia to malutko, ale jak się tak teraz zastanawiam, to ja, mając lat dwadzieścia siedem, znałem już właściwie wszystkie smaki życia i jego atrakcje, po których mógłbym w zasadzie wznieść oczy do nieba z pełnym politowania wyrazem i zadać pytanie: Really? ... No, troszkę może przesadziłem, bo jednak nikt mnie nie łamał kołem ani nie wyrywał paznokci, ale i tak w rozdaniu nie najlepsze karty mi przypadły w udziale, szczęśliwie w czasach jednak nie n...

Something happened on the day he died

Obraz
Tak to dziesięć lat temu gruchnęła wieść o śmierci Davida, ledwie dwa dni po jego 69 urodzinach i po ukazaniu się płyty Blackstar ... Wszystkie te mroki, symbole, niepokojące obrazy z ostatnich wideoklipów oraz to, co wplótł w wyśpiewane słowa, miały - jak się okazało - związek z jego osobistą sytuacją. Był niesłychanie dzielny, całkiem oddany pracy, liczył, jak zawsze, na jej efekt, a ten był piorunujący i do dziś wali po łbie, i jeszcze będzie tak robił długo, długo, myślę... To było jego spotkanie z kresem, a także z siłą, dzięki której zawalczył o sztukę, oraz z bezsilnością wobec jednak bezlitosnego wyroku. Nie dało się zrobić nic, tylko żyć do końca, po swojemu, tak jak było zawsze... Kiedyś udawało mu się ratować niemal u krawędzi, tym razem natomiast już musiał poza nią wypaść - taki los śmiertelnika, który się musi kiedyś zdekomponować, po nawet najsprawniej skomponowanym istnieniu pozostawiającym trwałe ślady - acz zdołał na niej wykonać nie lada taniec, z przygrywką jak marz...

Z czasów ostatnich

Obraz
Tak to czernieje ta gwiazda od dziesięciu już lat. Aż tyle ich minęło od wydarzenia... Bo każda nowa płyta Bowiego była wydarzeniem, żadna nie mijała bez echa... A gdy upłynęły jeszcze dwa dni, wydarzenie nabrało nieprawdopodobnej wagi, a interpretacje całości stały się bardziej jednoznaczne... Wypadło z tego pożegnanie, zrobione w porę, ułożone na piątkę z plusem, bo na sam koniec David zdołał nagrać jedną z najlepszych płyt w swojej karierze... Śmierć zawsze kiedyś musi przyjść, zawsze nie w porę, bo zawsze też ktoś o ten jej czas będzie miał do losu pretensje, ale ten los sprzyjał o tyle, że artysta mógł także ze swojego odejścia, odejścia jednak na własnych warunkach, zrobić niezwykłe dzieło sztuki, wysmakowane, pełne poezji i oryginalnych brzmień... Ciągle potrafiący wynajdywać siebie na nowo... Tu i major Tom znalazł swój kres, a jednocześnie zjawiła się zagadkowa postać o oczach z guzików... Temu pomysłowi, tej wizji na koniec zapragnął jeszcze dać życie. Bowie często zaczynał j...

Przyciąganie XIII

Obraz
  Że gdy chcę okiem w przeszłość rzucić, Gdy myśl stęskniona się rozmarza, To nic już nie mam krom cmentarza, Dokąd mi wolno śmiało wrócić.* - Wcale celnie - mruczy Timo... - A więc bawisz się w wędrówkę wśród zapomnianych. Przywołujesz stare melodie z przeróżnych języków... (Musi je zawsze widzieć, nigdy nie może ich spamiętać...) Chciałeś, bym się natknął? A obok - jakże mu? - Corot... - Podchodzi i patrzy na podniszczoną reprodukcję malowidła. Nastrojowy na nim zmierzch pośród drzew wysokopiennych. Zmierzch również i za wielkim oknem z na długo pozostawioną poświatą i pofioletowiałymi jakoś dziwnie górami... Na obrazku raczej sielankowy klimat kończącego się dnia, może jeszcze resztka jakichś prac; obraz za oknem zaś gotów jest raczej na przyjęcie upiorów i na niepokój. Choć Timo nie czuje się nazbyt zaniepokojony. Wie, że na upiora natychmiast trzeba się rzucić. Nie obawia się, a jest może tylko lekko podekscytowany, jakby przeczuwając, że ktoś znów się pojawi. Jakiś dawno zmar...

Radość jak gość nieproszony

Obraz
...acz mile zawsze witany... Jak słusznie prawi Artur Schopenhauer - wchodzi ona bezceremonialnie, wślizguje się milczkiem, przy błahej, przelotnej okazji, w zwykłych okolicznościach, nigdy zaś podczas wspaniałych, rozgłośnych zdarzeń... I oby radość wpadała do nas jak najczęściej... Świat się zaczął psuć, na nowo, bo przecież psuł się od zawsze, taka to już jego specyfika... Chyba od tej pandemii jakoś tak wpadliśmy na niedobre tory, z jakimiś nagle wybuchłymi ciemnotami, z jakimś upiornym schodzeniem na psy (chociaż co te psy winne, one nie aż tak okropne, no ale jakoś tak weszły w powiedzenie określające stan upadłości)... Nagle nasza rzeczywistość ma kierowniczą gębę albo bandyty, albo troglodyty, tak w wymiarze lokalnym, jak i globalnym... Z tych ludzkich fermentów niezły fuzel się zrobił i pytanie tylko, na ile groźne są te wszystkie obyczajowe i polityczne toksyny... Niektórzy tacy podbici zza węgła, inni sami znajdują jakiś właz w dnie i go niefrasobliwie odmykają, i dają sobie...

Przyciąganie XII

Obraz
  W drodze powrotnej następuje zamiana miejsc: Pal siada za kierownicą, oznajmiając przy tej okazji budująco dla wszystkich pozostałych podróżnych, że nienawidzi samochodów; obok niego umieszcza się Pol, zaś Timo i Edda wygodnie rozsiadają się na tylnej kanapie, na której zaraz zaczynają się objadać czekoladkami... - Nic wam nie zostawimy - odgrażają się przy tym. - Zadowolę się, w przeciwieństwie do siedzącej za mną marcepanerii, słodyczą mego dzierżącego stery przyjaciela - oznajmia wesoło Pol, na co Pal reaguje stonowanym rumieńcem.  Edda i Timo śmieją się serdecznie. Szalenie sobie przypadli do gustu. Tima zachwyciła kucharka doskonale zorientowana w literaturze, której na dodatek nie musi posądzać o żadne fizyczne pociągi, co tylko nadaje uroku tej nowej znajomości... Jedzą marcepany w czekoladzie i piją sobie z dzióbków. Podziwiają krajobrazy i zerkają na zatokę, która zdaje się być wielkim jeziorem, bo też prawie nim jest, jako że wody jej wycisza pasmo wysp u jej począ...

Przytulnie pośród nieprzytulności

Obraz
I tak to rok zbliża się do końca, znów święta z tą swoją malowniczą tandetą i Kevinem, którego, nawiasem mówiąc, nigdy nie oglądałem... Siłą rzeczy nastrój się jakoś udziela, choć zima tradycyjnie już byle jaka... Byle jaki był też dla mnie ten rok, a nawet dość paskudny, bowiem to znów czas upływający pod znakiem choroby i tego mojego nieznośnego, dobrego serca wobec ludzi, którym nic winien nie jestem... Ale taki już ze mnie frajer pompka; znam zresztą kilku podobnych, więc tak się czasem wymieniamy myślami o tym, jakie z nas głuptasy o delikatnym sumieniu... Trochę się czuje tak, jakbym pchał przed sobą Giewont na taczkach. No i niech będzie. Przestałem już się gniewać na rzeczy, które ode mnie nie zależą, tak więc się przykładam do tej góry do przetaczania bez sensu, bo takie los podrzuca mi zabawki... Klnę jak szewc przy tym, ale to tak pro forma ... Bo gdyby tak człowiek bez przeklinania i narzekania żył, to byłby jakiś taki zbyt potulny... A tu człowiek niepewny, jakiś taki nie ...

Poza czasem

Obraz
  Gdzieś tam z tyłu to, co było kiedyś straszącą przyszłością. Minęło, nie ma. Chociaż to, co minęło, nie zawsze pozbywa się swego ciężaru - bywa dokuczliwym wspomnieniem i psuć potrafi to, co teraz. A do tego teraz dochodzą jeszcze nowe strachy z nieistniejącej jeszcze przyszłości. Bywa, że zanadto poddajemy się tym nicościom i ginie nam w nich to, co jest tu, co tkwi w tym nurcie życia. Płynąca rzeka czasu, a my trwamy w niej, dotykając - jak to mówił wielki Leonardo - ostatków tego, co przeszło i początków tego, co nadejdzie... Niezbyt często chyba pozwalamy sobie na odczuwanie przyjemności, jakim może być to przepływanie obok nas, poprzez nas. Nie płynę jeszcze, tylko trwam, mając łaskotki przyjemne, które pobudza przepływanie tego, co jeszcze chwilę temu było niczym i co teraz niczym się staje. Dla niejednego oka też już mogę być nicością. Dla tego i owego ja to przeszłość. Ważne jednak, że sam siebie widzę, trwającego pośród ulotnych radości i niedogodności, w świecie złym, w...

Przyciaganie XI

Obraz
Dolina otwiera się ku morzu niczym ogromna paszcza, tworząc u jego brzegów szeroką równinę skrzętnie przez ludzi zagospodarowaną, choć i tam nie brak opuszczeń... Edda pokazuje na oddalony punkt, pod przeciwległym górzystym pasmem, gdzie trwa sobie właśnie takie opuszczenie i powiada, że bytował tam w odległych, bo średniowiecznych czasach wielki Sturla, bratanek i uczeń większego jeszcze Snorrego, Pal zaś uzupełnia informację o jeszcze jednego gościa wywodzącego się stąd, z późniejszych czasów, kiedy to pewna część ludzkości została ogarnięta histerią, każącą na każdym kroku tropić czarownice i palić je na stosie... - Jakże mu było... Magnús chyba, krezus, w każdym razie to on się przyczynił do zorganizowania pierwszego ogniska z pieczonym w nim na węgiel człowiekiem... - Tu, ciekawostka, palono jednak niemal wyłącznie mężczyzn - dodaje Edda.  - Tak nie doceniano kobiet? - dziwi się Timo. - Sagi dokonały znacznie bogatszych rozpoznań. Niektóre to istne luśnie w wozach okrucieństwa...

Magda Umer (1949 - 2025)

Obraz
Smutna wiadomość sprzed dwóch dni, o śmierci Magdy Umer. Liryczna, aksamitna, smutna często... Smutku było sporo w jej życiu, od początku właściwie, z czym jakoś sobie jednak radziła i odeszła odrobiwszy wszystkie swoje lekcje... Ładnie gdzieś powiedziała, że jej elektoratem są ci wszyscy smutni, którym ciągle ktoś każe się wziąć w garść... Tyle że jakże często właśnie im tej garści brakuje... Ze smutku płynie wrażliwość, a właściwie nadwrażliwość. A w tym też i niezbyt pomyślne wizje na przyszłość świata, bo nadwrażliwość zła nie umie pominąć, nie umie udawać, że wszystko w porządku... Jej życie było ciągłym zmaganiem się z depresją, która powraca i powraca, od czasu do czasu odbierając człowiekowi siły... Sam często z trudem otwieram rano powieki, choć muszę się brać w tę nieszczęsną garść, ale bardziej ze względu na innych niż na siebie... Niesprawiedliwe jest życie. Jedni gnają w łatwością naprzód, inni zaś garści ciągle potrzebują, napominani bezlitośnie, bezrozumnie... A ta garść...

Przyciąganie X

Obraz
  Pol i Timo wybiegają z domu, bo Edda niecierpliwie trąbi na spóźnialskich. Jadą wystrojeni na pogrzeb i są w radosnych nastrojach. Będzie urocza wycieczka, bo pogoda nawet dopisuje. Piękne plamy słonecznego światła rozlewają się po soczyście zielonych łąkach i górskich zboczach. Śliczna mozaika świateł i cieni. Timo lokuje się na przednim siedzeniu, obok Eddy. Z tyłu zaś siada obok Pala Pol. - Więc interes dziś na pół gwizdka? - pyta Eddy Timo. - Niech się nędzna konkurencja cieszy. A przed nami przyjemna droga. Będzie trochę milutko dziurawych szutrów, co przypominają stare, dobre, ciężkie, wyboiste czasy. Auto rusza, tą samą drogą, którą dreptał tu Timo chwilę temu. Chwilę, a wydaje się, jakby już nie wiadomo ile czasu upłynęło od jego przybycia.  Tima ciekawi, czemu Edda specjalizuje się w pogrzebach. Odpowiada, że po pierwsze nie jest jakąś profesjonalistką, a poza tym lubi osładzać ludziom smutne chwile. Jej siostra - można rzec - pociesza zawodowo, z teologicznym znaws...