Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2024

Nic takiego, Timo (19)

Obraz
  - Przyroda się zreflektowała. To za tę nieznośną, obelżywą mewę - powiedział Vernick widząc, jak duży rudy kot owija się wokół łydek Tima. Ledwie doszli do domu, a u wejścia z miaukiem powitało ich to lubiące pieszczotę stworzenie. I zaraz znalazł się na celowniku kota, który z radosnym pomrukiem przywarł do jego nóg. Timo kucnął, żeby przywitać się z czworonożnym przybyszem. - Aż grzech, bo zupełnie o nim nie pomyślałem w tym dziwnym czasie. - To domownik? - W pewnym sensie. Umiarkowany pieszczoch. Jest jak zjawa. Ale że go widzę, nie ma zbyt wiele wspólnego z tymi istotami, które tobie rzucają się w oczy, wgrane tu w przedziwny sposób w przedmioty i w przestrzeń, jak mi to próbowałeś objaśniać po drodze. To wzruszające, że właśnie ciebie wybrał, dopiero co przybyłego. - Dlaczego? - spytał Timo. - W zasadzie to najchętniej dawał się głaskać twojemu ojcu. On o wiele więcej miał do pogadania ze zwierzętami niż z ludźmi. No, może ja byłem wyjątkiem, bo w ogóle jestem dość powściągl...

Freddie

Obraz
 I tak to leci. Chwilę temu minęły 33 lata od śmieci Freddiego... Szczęśliwie żyje zarejestrowany głos. Jeszcze i jeszcze, i jeszcze powtarzany... Na dalsze odmierzanie czasu, ile tam go jeszcze nam zostało... Wspomnienia...

Nic takiego, Timo (18)

Obraz
Kolejny dzień przyniósł słoneczną spokojność. Vernick i Timo opychali się z rana pajdami chleba z masłem zapijanymi zimnym mlekiem. U dziadków też tak się jadało. Mleko tam dominowało, choć Timo starszy - jak pamiętał ten młodszy - nie był miłośnikiem takich akurat pokarmów. Przypomniał teraz o tym, opowiadając, jak to wyznał kiedyś jego tato, iż skłonny jest on do nawet stałego spożywania mleka, pod warunkiem jednak, że będzie to robił nie wstając z sedesu... - Słońce nad nami zawisło ładne, więc pora przejść się nad morze po tym śniadanku wieśniaczym jak na nieuleczalnie wieśniaczy kraj przystało - powiedział Vernick.   - Może ja też powinienem, póki tu jestem? Bo potem... - Idealny czas. - Inger się nie wybierze? - Siedzi nad robotą w bibliotece. Szykuje jakiś obszerniejszy wykład. Niech nieboszczykowa pracuje. To jej dobrze zrobi. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy dobrze uczyniłem, ściągając ją tutaj. To znaczy nie, miejsce jest dobre, naturalnie, ot - żeby coś popisać. Ale co ...

Dear God...

Obraz
No to może jeszcze tak z przedsennych słuchawek... (Dziwne, że tak mało śpię. Nigdy tego specjalnie nie lubiłem, ale były czasy, że sypiałem więcej. Lecz widocznie mało tego potrzebuję, bo jakoś zmęczony, tak fizycznie zmęczony się nie czuję, będąc jakoś tam z powrotem na prostej. Może tylko na duszy ciężej, jak się tak człowiek wokół rozgląda i dowiaduje o tym, co tam w świecie się dzieje...) I ten Morrissey się tak przyplątuje do mnie. Coś mi tam wpada w ucho, coś mi się przypomina... To będzie z 2006 roku. Dla mnie to wyjątkowo paskudny był czas. No, ale jakoś to można z biegiem lat, z biegiem dni delikatnie omijać już bez większych oskarżeń samego siebie o nieczułość... Z płyty "Ringleader of the  Tormentors" kawałek "Dear God, Please Help Me". Producentem płyty jest Tony Visconti, który ten numer zaliczył do swych ulubionych. Też to kiedyś polubiłem... Więc bez rozjeżdżania się wyrzutami. By życia nadmiernie nie gmatwać... Muzyka i nieco obrazków dobrze dobrany...

Listopad

Obraz
    Trwa sobie, taki sobie... Tu i ówdzie bywały bardziej typowe. I bardziej typowe potem zimy przychodziły, kontrastowo lśniące, ze świeżością puchu i zapowiedzią nowego... Tak czy owak dużo ciemności i grobowcowych klimatów... Listopad... Przywołam tutaj też to jesienne zakończenie, przywołam z liryki skandynawskiej, z Norwegii, od poetki lubianej, od Inger Hagerup (1905 - 1985). "Listopad" z 1939 roku, z tomu "Zgubiłam się w lesie":... Inger Hagerup LISTOPAD Listopad to stara kobieta, co już nie żywi nadziei. Gdy porzuciło ją słońce, ten wielki kochanek, na chude ramiona szarą wciągnęła sukienkę, a samotność w surowość oblekła jej twarz.   Listopad to stara kobieta w żałobie. Zawodząc rwie z włosów ostatnie kwiaty jesieni i zgina swe wiotkie kolana, gdy sztormu rozbrzmiewa psalm.   Listopad to stara kobieta, z którą nikt już nie chce zamieszkać. Na lodowy klucz jesień zamknęła przed nią drzwi  i teraz puka drżącymi palcami do zimy zatrzaśniętych bram.   ...

Nic takiego, Timo (17)

Obraz
  Chyba przyjechała Inger. Tak, to ona. Przywiozła ją taksówka, do luksusowej pustelni, w której nie ma co jeść. Ale zaraz pewnie dojedzie prowiant. No i też pojawią się w łazience dodatkowe kosmetyki i mazidła, których brak tak wcześniej rozczarował Tima, co chciał się jakoś ozdobić po tym, jak ogolił sobie głowę... Dawno tego nie robił... W sumie ostatnio, gdy mieszkał jeszcze z matką. Bardzo ją to gniewało. Miała doskonałą pamięć, wiedziała dokładnie, gdzie jaką rzecz położyła, zostawiła, tak że szybko się orientowała, kiedy Timo naruszył jej garderobę, grzebał w szafce z butami i gdy używał jej kosmetyków oraz kradł z kupki pieniądze... Patrzyła wtedy na niego jak pies, co gotów jest rzucić się do gardła. Przystawała i patrzyła. Ciężkie było to spojrzenie... Mogło to wydawać jej się jakąś plagą, bo jeśli ten jest taki sam, jak starszy Timo? Timo junior lubił mierzyć jej szpilki, przechadzać się w nich, stukać, tupać, hałasować... Pewnie wtedy nie zastanawiał się, dlaczego go to...

Twój skyr, tato, czyli druga połowa meczu

Obraz
  To może znów zajrzymy do Reykjaviku. W zwykłe ludzkie sprawy, w ludzkie intymności, o których pisze poeta, co zagląda do okien, albo zerka w pisuar, co wie coś o malowniczych przywidzeniach, widzi mniej lub bardziej sekretnych kochanków, albo tych, co w objęciach są samotności i tęsknoty. Młodzi, starzy... Czas niesie zmiany. Jak w meczu, kiedy zawodnicy zamieniają się stronami boiska... Kiedyś byliśmy dziećmi, o które ktoś się troszczył, mniej lub bardziej udatnie (o mnie na przykład troszczono się z  - powiedzmy eufemistycznie - pewnym roztargnieniem), a potem rodzice stają się, bywa, takimi "dziećmi" wymagającymi troski... Teraz to ja chodzę z tatą osuwającym się powoli w bezradność do lekarza, teraz to ja dbam, by niczego niezbędnego do życia mu nie brakowało... Nie odwdzięczam się, bo nie mam za bardzo za co, ale mimo złego, kulawego wychowania wiem, co to elementarna przyzwoitość... I o takiej zmianie właśnie wiersz, z Islandii, od poety, który serce mi skradł; z obra...

November Spawned a Monster

Obraz
Dzieci są różne. Jedne są rodzone. To te cudne, kochane, traktowane nie tak bardzo nerwowo. Drugie natomiast się rodzą, same... Ja jestem z tej drugiej kategorii, bo jestem z gatunku tych kłopotliwych, przeszkadzających, wstrętnych istot, choć nie żeby mnie tam jakoś szczególne trzeba było traktować, bo na pierwszy rzut oka przynajmniej istota ze mnie sprawna, no bo może w tej sprawności fizycznej jest i zawsze była pewna doza nieopanowania, ale z czym jednak da się żyć, nawet dość wesoło... Dziś patrzę na to już bardziej z humorem, lecz jest to pewne obciążenie, gdy z własnego domu wyniosło się cenzurkę, w której wyszczególnić można takie przyjemnostki jak: matoł, debil, podlec, śmieć, czy pedał miękkim chujem robiony - ta ostatnia uwaga pochodzi od mojego taty; padła kiedyś tam, a ja się wtedy odszczeknąłem, czy tato przypadkiem w swej obelżywości się nie zagalopował, bo w zasadzie uwaga jego spłynęła po mnie jak po kaczce, tyle że w zniewadze pojawił się też niezbyt utwardzony organ...

Nic takiego, Timo (16)

Obraz
    Istotnie, trochę głupio, że Timo zapomniał o podarunku,  który zresztą sam wskazał. Bo Jan, nabrawszy pewnej sympatii do Tima, po tym jak ten wyznał, że w zasadzie najbardziej w życiu interesuje go zużycie i wszystko, co stało się już tylko szmelcem, zdecydował się podarować mu jedną ze swoich prac. Tych swoich obrazków miał u siebie całe multum - walały się we wszystkich dosłownie pomieszczeniach - i zaproponował, by Timo osobiście wybrał coś dla siebie z tej bezładnej kolekcji, z czego przez uprzejmość skorzystał, zachowując w pijackim zamroczeniu tę odrobinę - jak to sobie wyobraził - przyzwoitości i skromności, co były w istocie nieusuwalnym, nawet nie dającym się stłumić przez alkohol poczuciem własnej bezwartościowości, bowiem postarał się pośród natłoku bohomazów wydobyć w swej opinii dzieło najokropniejsze, najtandetniejsze. Naturalnie krzykliwość jednej z prac szybko przyciągnęła jego wzrok i podjął decyzję bez większych wątpliwości... - To będzie doskonałe. ...

My Death 1995

Obraz
I się znów człowiek doturlał do listopada i do czasu mego znaku, czyli Skorpiona... Zmarli, zmarli... Z jednym wyjątkiem - w gruncie rzeczy dla spokoju dusz jeszcze żyjących - umarłych już nie odwiedzam. To raczej oni wpadają do mnie, codziennie, w przypomnieniach, czasem chciani, częściej wcale nie oczekiwani, dokuczliwi... Tedy nie niszczę kwiatów i nie spalam licho wie jakich paskudztw... Rodzi się człowiek, i diabli go biorą, w silne obroty, a potem z tej karuzeli wypuszczają go, w nic, w nic, że tak szepnę za Steinem Steinarem... Człowiek się tylko odbija w szybach, za którymi mrok. Ja już w tych odbiciach widzę starego człowieka... Wiem, wiem, drugie młodości, drugie życia... No, ja to już nawet żyję trzecim i przez to też ostatnim... I tak mi Miron Białoszewski zawsze na myśl przychodzi, który razu pewnego ujrzał swoje odbicie w jakiejś witrynie - i nagłe odkrycie: Jestem stary, zobaczyłem starego człowieka... Te rzeczy potrafią dziać się z dnia na dzień, choć dokładny czas natu...