Nic takiego, Timo (19)

- Przyroda się zreflektowała. To za tę nieznośną, obelżywą mewę - powiedział Vernick widząc, jak duży rudy kot owija się wokół łydek Tima. Ledwie doszli do domu, a u wejścia z miaukiem powitało ich to lubiące pieszczotę stworzenie. I zaraz znalazł się na celowniku kota, który z radosnym pomrukiem przywarł do jego nóg. Timo kucnął, żeby przywitać się z czworonożnym przybyszem. - Aż grzech, bo zupełnie o nim nie pomyślałem w tym dziwnym czasie. - To domownik? - W pewnym sensie. Umiarkowany pieszczoch. Jest jak zjawa. Ale że go widzę, nie ma zbyt wiele wspólnego z tymi istotami, które tobie rzucają się w oczy, wgrane tu w przedziwny sposób w przedmioty i w przestrzeń, jak mi to próbowałeś objaśniać po drodze. To wzruszające, że właśnie ciebie wybrał, dopiero co przybyłego. - Dlaczego? - spytał Timo. - W zasadzie to najchętniej dawał się głaskać twojemu ojcu. On o wiele więcej miał do pogadania ze zwierzętami niż z ludźmi. No, może ja byłem wyjątkiem, bo w ogóle jestem dość powściągl...