Nagle. W grudniu
A tam gdzieś, pod Rzymem, zaułek już pusty, w Nemi...
Z grudniem ciemnym, z grudniem świątecznym tęsknoty bywają silniejsze, bardziej czuje się pustkę po stratach... Wydany w 1985 roku tom poezji Nattåpent Rolfa Jacobsena, gdzie sporo jest miłości, z takiej straty wyrasta, po śmierci żony, z którą, w przeciwieństwie do własnych rodziców, tworzył niezwykle udany związek.
Wszystko mija, spada śnieg, więdną kwiaty... Z tablicy życia ścierają się rysunki przeżytych rzeczy, zdarzeń... Ja po stratach ciągle tu... Dość jeszcze młody, by po używanej tablicy coś nowego pokreślić. Takie życie - palimpsest...
Jak w innym miejscu tego tomu zauważa: kochał, więc nie żył na próżno. Tak to sobie trwało długo, do starości. Wobec czego jemu daleko już było do jakiegoś życia na nowo.
Wzruszył mnie ten grudniowy wiersz. Dobrze znam te uczucia...
Rolf Jacobsen
Nagle. W grudniu
Nagle. W grudniu. Stoję po kolana w śniegu.
Mówię do ciebie, lecz nie odpowiadasz. Milczysz.
Tak to się podziało, kochanie. Całe nasze życie,
śmiech, łzy, śmiałość. Twoja maszyna do szycia
i wszystkie twoje robótki. Wreszcie nasze podróże:
- pod śniegiem. Pod zrudziałym wieńcem.
Wszystko poszło tak szybko. Dwoje wytrzeszczonych oczu.
Słowa niezrozumiałe, przez ciebie raz po raz powtarzane.
I raptem to tyle. Ogarnął cię sen.
I teraz leżą tu. Te wszystkie dni, letnie noce,
winogrona w Valladolid, zmierzchy w Nemi
- pod śniegiem. Pod zrudziałym wieńcem.
Tak jak się migiem gasi światło,
tak nikną w oczach zapisane rzeczy,
ścierają się z tablicy życia. Czyż nie tak jest?
Twoja nowa sukienka, moja twarz i nasze schody
i wszystko przez ciebie wniesione do domu. Czy i to nie tam
- pod śniegiem. Pod zrudziałym wieńcem?
Najdroższy przyjacielu, gdzie teraz nasza radość,
twoje dobre ręce, ten młodzieńczy śmiech,
włosów świetlisty krąg nad twym czołem, twoja odwaga
i cały ten nadmiar życia i nadziei?
- Pod śniegiem. Pod zrudziałym wieńcem.
Przyjacielu skryty za śmiercią. Weź mnie do siebie.
Razem ramię w ramię. Popatrzmy w nieznane.
Tu tak pusto jest teraz i narasta mrok.
Słów coraz mniej i nikt słuchać ich już nie chce.
Kochanie, co sobie śpisz. Eurydyko.
- Pod śniegiem. Pod zrudziałym wieńcem.
przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson
Komentarze
Prześlij komentarz