Galdra - Loftur (4)
Kolejny dzień. Ten sam pokój. Na zewnątrz burzliwa pogoda z ulewą. Krople deszczu nieustannie spływają po okiennych szybach. Przy biurku siedzi zarządca. Ma przed sobą księgę rachunkową. Obok zaś siedzi Olafur, jego prawa ręka.
Zarządca, uporawszy się z pisaniną, zamyka księgę. - No, teraz już wiesz wszystko, co potrzeba - zwraca się do Olafa.
Olafur wstaje.
- Jeśli by się zdarzyło - mówi dalej zarządca - że nie będzie mnie dłużej w tym tygodniu, dasz ludziom zajęcie najlepsze wedle twego rozeznania. Wiem, że mogę na tobie polegać.
- Czyli mam naszykować konie na jutro na czwartą rano, nawet jeśli ta paskudna pogoda będzie się utrzymywać? - dopytuje Olafur.
- Tak.
- Dopilnuję więc, żeby były gotowe na czas - zapewnia Olafur i wychodzi.
Zarządca siedzi przez moment w milczeniu. Wreszcie z szuflady biurka bierze duży klucz, idzie z nim do skrzyni, otwiera zamek i unosi wieko.
W drzwiach staje Loftur. - Posyłałeś po mnie?
- A tak. Podejdź, mój synu. - Zamyka skrzynię. - Usiądź - mówi do zbliżającego się Lofta. - Tej nocy nie mogłem zasnąć i zastanawiałem się nad twoją przyszłością. Czy w dalszym ciągu wyrażasz chęć wyjazdu za granicę?
- Owszem.
- Cieszę się, że nie szukasz od razu jakiegoś podrzędnego stanowiska. Bardzo mnie to zadowala. Jeszcześ zbyt młody na pastora. A co sobie w ogóle stawiasz za cel?
- Wiedza. Jak najwięcej wiedzy.
- Nie wstawaj. Siedź, siedź jeszcze, mój chłopcze. - Milczy przez chwilę, po tym jak Loftur usiadł z powrotem, wreszcie kontynuuje: - Nie obwiniam nikogo za gromadzenie bogactw, bez wiedzy, na co mu w zasadzie całe to jego uskładane złoto. Nie czynię też żadnych zarzutów, za to, że chcesz uzbroić się w aż nadmiar wiedzy, zanim przystąpisz do działania. Jednak złoto ma tylko sens, gdy ręka, która je zbiera, potrafi je w coś zamienić. A drabina, która zwie się nauką, będzie na pewno tysiąc razy atrakcyjniejsza, jeśli będziesz wiedział, do czego może cię ona poprowadzić. To z pewnością wzmocni twoją myśl i twe czyny. Zatem trzymaj się ojcowskiej rady i wyznacz sobie cel. Już będziesz wtedy wiedział, którą drogę obrać, prosto do niego. Masz nadzwyczajne zdolności, a twój ojciec jest bogaty. Więc cóż by cię mogło powstrzymać, byś pewnego dnia ozdobił swe ramiona biskupim płaszczem?
- Tak myślałem, że to będzie twoje życzenie.
- W kraju są tylko dwa biskupstwa, a ojców ambitnych bezlik. Na czas więc powinieneś wykuć swój oręż. Więc tam, za granicą, połóż fundamenty pod swoją sławę. Wiatr ją poniesie, aż zapuści swe korzenie w niespodziewanych miejscach. Hojność jest zazwyczaj ślepa, ale przytrafia się tym, którzy wznoszą się ponad tłum... Pozwól, że opowiem ci historię jednego ze starych biskupów. Kiedyś, gdy był poza krajem, do jego pokoju weszło trzech Bożych jałmużników. A on nic nie posiadał, jeno cenny srebrny kubek. Cisnął tedy tym kubkiem o ziemię, i stał się cud, bowiem kubek ten rozpadł się na trzy równe części. To zbudowało jego sławę w Islandii. Zauważ, miał tylko to, a był hojny, jak zawsze. To uczy, ze mądrze jest ukrywać swoje bogactwo. To nadaje twoim darom większej wartości. I nikt z tych, którzy z twoich darów korzystają, nie będą dociekać, skąd pochodzi twoje bogactwo. Jeśli kiedykolwiek dana ci będzie władza, skryj ją pod płaszczem pokory, a ludzie będą myśleć, że władza twa od Boga pochodzi... Synu mój! Nadal nie powiedziałem ci jednak tego, co dla mnie najważniejsze i co wiele będzie ważyć w twoim życiu. Kiedy nadejdzie czas wyboru żony, wybierz taką, która pochodzi z dobrej familii. Bo żona będzie częścią ciebie, a jej imię spadnie na ciebie albo jako światło, albo jako cień.
- Nie musisz się o to martwić.
- Opowiedziano mi to i owo. Przeleciały te historie jak lodowaty podmuch z okna. Podobno wybrałeś już sobie żonę. Nie będę wspominał jej imienia. Wiesz, równie dobrze jak ja, że to nie jest dobra partia - powiada ojciec i wstaje.
- Kto ci o tym powiedział?
- Chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał w spokoju. Bo czy mi tu nakłamiesz albo mi się szczerze zwierzysz... Niczego nie chcę. Bedę o tym mówić tylko jako o niepotwierdzonych pogłoskach. Wściekłem się, kiedy pierwszy raz o tym usłyszałem. I miałem ochotę odwołać się do przemocy względem ciebie. Zdałem sobie jednak sprawę, że to tylko usposobiłoby cię buntowniczo. Postanowiłem tedy, by mój gniew po prostu wisiał nad tobą jak gradowa chmura. - Kładzie synowi dłoń na ramieniu. - Potem jednak pomyślałem o twej błogosławionej matce, którą tak wcześnie straciłeś. Musiałeś wiele razy, świadomie lub nie, tęsknić za jej miłością. - Rozluźnia uścisk. - Ten brak uczynił cię podatnym na wpływy, uległym. Widziałem to w twym namiętnym przywiązaniu do Olafa. Znalazłeś w nim godną zaufania duszę. Ale teraz musiałeś źle pojąc swoje uczucia, albo to może kobieta źle je zrozumiała. Mój synu! Nie ganię cię, ale mój żal stoi u twych progów, kiedy tak to i owo słyszę.
Ktoś puka do drzwi.
- Wejść - woła zarządca.
Do środka wchodzi grupa parobków. Ociekają wodą. Stoją stłoczeni. Zarządca patrzy na nich lekko zdumiony.
- Co, zdarzył się jakiś wypadek?
- Przyszliśmy tylko powiedzieć - zaczął najmłodszy - że rzeka bardzo szybko przybiera.
- I wszyscyście tu przyszli z pola, żeby mnie o tym powiadomić?
- Myśleliśmy, że może nie zauważył pan deszczu. Mokniemy tak już od godziny. Suchej nitki na nas nie uświadczysz.
Jeden z nich łapie za koszulę i dalej ją wyżymać, aż deszczówka kapie na deski podłogi.
- Na taką pogodę to i psa się na dwór nie wyrzuca - zauważa ktoś z gromady i pokazuje na przemoczone łachy.
- Toć kobiety wasze w domu siedzą. Ale wy, chłopy, czy wam nie wstyd? Twój ojciec - zwraca się do najmłodszego - z pewnością byłby dumny, gdyby się dowiedział, jak to biadolisz z powodu tych paru kropli deszczu. Pamiętam go, jak tu raz wpadł pewnego zimowego wieczoru, prosto ze śnieżnej burzy. Takie mu wisiały sople lodu na brodzie, a całą twarz miał poznaczoną odmrożeniami. - Śmieje się. - I nic nie narzekał, żadnej skargi, a tylko się śmiał, że chciałby zobaczyć dziewczynę, która zechciałaby go pocałować. A ty - wskazuje palcem na drugiego - co tak tu jak wyżymaczka się popisujesz. Pamiętam jak twoja matka ledwie trzy dni po urodzeniu ciebie wstała z łóżka, by pomóc ojcu przy sianokosach.
Cisza zalega w pomieszczeniu.
- Na co czekacie? - pyta zarządca. - Marsz do siebie i pozmieniać te ubrania.
Parobcy wychodzą bez słowa. Zostaje po nich tylko kałuża na podłodze.
Zarządca patrzy za wychodzącymi, a potem znów zwraca się do Lofta. - Zamkniesz drzwi? Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę ci powiedzieć.
Loftur podnosi się i idzie zamknąć drzwi.
Ojciec też wstaje i zbliża się do syna. - Jeszcze nigdy nie miałeś w rękach zbyt dużej sumy. To błąd, bo możesz się spodziewać, że staniesz się zamożnym człowiekiem. - Idzie do skrzyni i bierze z niej sakiewkę, po czym kładzie ją na stole. - Weź to. Możesz potem przeliczyć, kiedy wyjdę.
Loftur całuje ojca.
- Nie dziękuj mi. Wszystko co robię dla ciebie, czynię z przyjemnością. - Zamyka skrzynię i chowa klucz do szuflady. - Teraz idę omówić z biskupem szczegóły naszego wyjazdu. - Zatrzymuje się jeszcze. - Jeśli chcesz uszczęśliwić swojego ojca, zdobądź miłość dobrze urodzonej panny, zanim jeszcze wyjedziesz. Pozostawiam tobie odgadnąć, kogo to ja mam na myśli. Bo gdy wrócisz z zagranicznych wojaży, może być już za późno. A tam, w obcych krajach, będzie z pewnością wiele pokus na twej drodze. Nie ma lepszej ochrony nad kogoś, kto na ciebie czeka. To zakłada kjadany na ręce pożądliwości. Jeśli tobie przytrafi się coś podobnego do tego, co przytrafiło się Kjartanowi Olafssonowi*, że będziesz kuszony, by zapomnieć o własnym kraju, ona ściągnie cię do domu. Nawet jeśli gdzieś tam zdobędziesz sławę i władzę, gdybyś się osiedlił za granicą, będę miał nieustanne poczucie straty. Synu mój! - Ściska mu nadgarstek. - Wyznam ci, że są chwile, kiedy tracę swą dziecięcą wiarę, ponieważ nigdy nie spotkałem mężczyzny, który, według mnie, zasługiwałby na nieśmiertelność. Ale gdyby los zapewnił mi to szczęście, że zobaczyłbym ciebie stojącego przy mym łożu śmierci, wówczas poczułbym, że zasypiam pod Drzewem Życia. - Kładzie dłoń na głowie Lofta, a potem wychodzi, zamykając za sobą drzwi.
Loftur stoi przez jakiś czas w milczeniu. Rusza potem w kierunku drzwi, jakby chciał na powrót przywaołać ojca. Lecz zatrzymuje się, po czym wraca do stołu. Bierze sakiewkę i otwiera ją przy biurku. Kiedy jednak słyszy kroki, odkłada ją na bok. Rozlega się ciche pukanie do drzwi...
cdn
----
*) Postać z Laxdæla saga (przyp. tłum.)
Komentarze
Prześlij komentarz