Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

Radość jak gość nieproszony

Obraz
...acz mile zawsze witany... Jak słusznie prawi Artur Schopenhauer - wchodzi ona bezceremonialnie, wślizguje się milczkiem, przy błahej, przelotnej okazji, w zwykłych okolicznościach, nigdy zaś podczas wspaniałych, rozgłośnych zdarzeń... I oby radość wpadała do nas jak najczęściej... Świat się zaczął psuć, na nowo, bo przecież psuł się od zawsze, taka to już jego specyfika... Chyba od tej pandemii jakoś tak wpadliśmy na niedobre tory, z jakimiś nagle wybuchłymi ciemnotami, z jakimś upiornym schodzeniem na psy (chociaż co te psy winne, one nie aż tak okropne, no ale jakoś tak weszły w powiedzenie określające stan upadłości)... Nagle nasza rzeczywistość ma kierowniczą gębę albo bandyty, albo troglodyty, tak w wymiarze lokalnym, jak i globalnym... Z tych ludzkich fermentów niezły fuzel się zrobił i pytanie tylko, na ile groźne są te wszystkie obyczajowe i polityczne toksyny... Niektórzy tacy podbici zza węgła, inni sami znajdują jakiś właz w dnie i go niefrasobliwie odmykają, i dają sobie...

Przyciąganie XII

Obraz
  W drodze powrotnej następuje zamiana miejsc: Pal siada za kierownicą, oznajmiając przy tej okazji budująco dla wszystkich pozostałych podróżnych, że nienawidzi samochodów; obok niego umieszcza się Pol, zaś Timo i Edda wygodnie rozsiadają się na tylnej kanapie, na której zaraz zaczynają się objadać czekoladkami... - Nic wam nie zostawimy - odgrażają się przy tym. - Zadowolę się, w przeciwieństwie do siedzącej za mną marcepanerii, słodyczą mego dzierżącego stery przyjaciela - oznajmia wesoło Pol, na co Pal reaguje stonowanym rumieńcem.  Edda i Timo śmieją się serdecznie. Szalenie sobie przypadli do gustu. Tima zachwyciła kucharka doskonale zorientowana w literaturze, której na dodatek nie musi posądzać o żadne fizyczne pociągi, co tylko nadaje uroku tej nowej znajomości... Jedzą marcepany w czekoladzie i piją sobie z dzióbków. Podziwiają krajobrazy i zerkają na zatokę, która zdaje się być wielkim jeziorem, bo też prawie nim jest, jako że wody jej wycisza pasmo wysp u jej począ...

Przytulnie pośród nieprzytulności

Obraz
I tak to rok zbliża się do końca, znów święta z tą swoją malowniczą tandetą i Kevinem, którego, nawiasem mówiąc, nigdy nie oglądałem... Siłą rzeczy nastrój się jakoś udziela, choć zima tradycyjnie już byle jaka... Byle jaki był też dla mnie ten rok, a nawet dość paskudny, bowiem to znów czas upływający pod znakiem choroby i tego mojego nieznośnego, dobrego serca wobec ludzi, którym nic winien nie jestem... Ale taki już ze mnie frajer pompka; znam zresztą kilku podobnych, więc tak się czasem wymieniamy myślami o tym, jakie z nas głuptasy o delikatnym sumieniu... Trochę się czuje tak, jakbym pchał przed sobą Giewont na taczkach. No i niech będzie. Przestałem już się gniewać na rzeczy, które ode mnie nie zależą, tak więc się przykładam do tej góry do przetaczania bez sensu, bo takie los podrzuca mi zabawki... Klnę jak szewc przy tym, ale to tak pro forma ... Bo gdyby tak człowiek bez przeklinania i narzekania żył, to byłby jakiś taki zbyt potulny... A tu człowiek niepewny, jakiś taki nie ...

Poza czasem

Obraz
  Gdzieś tam z tyłu to, co było kiedyś straszącą przyszłością. Minęło, nie ma. Chociaż to, co minęło, nie zawsze pozbywa się swego ciężaru - bywa dokuczliwym wspomnieniem i psuć potrafi to, co teraz. A do tego teraz dochodzą jeszcze nowe strachy z nieistniejącej jeszcze przyszłości. Bywa, że zanadto poddajemy się tym nicościom i ginie nam w nich to, co jest tu, co tkwi w tym nurcie życia. Płynąca rzeka czasu, a my trwamy w niej, dotykając - jak to mówił wielki Leonardo - ostatków tego, co przeszło i początków tego, co nadejdzie... Niezbyt często chyba pozwalamy sobie na odczuwanie przyjemności, jakim może być to przepływanie obok nas, poprzez nas. Nie płynę jeszcze, tylko trwam, mając łaskotki przyjemne, które pobudza przepływanie tego, co jeszcze chwilę temu było niczym i co teraz niczym się staje. Dla niejednego oka też już mogę być nicością. Dla tego i owego ja to przeszłość. Ważne jednak, że sam siebie widzę, trwającego pośród ulotnych radości i niedogodności, w świecie złym, w...

Przyciaganie XI

Obraz
Dolina otwiera się ku morzu niczym ogromna paszcza, tworząc u jego brzegów szeroką równinę skrzętnie przez ludzi zagospodarowaną, choć i tam nie brak opuszczeń... Edda pokazuje na oddalony punkt, pod przeciwległym górzystym pasmem, gdzie trwa sobie właśnie takie opuszczenie i powiada, że bytował tam w odległych, bo średniowiecznych czasach wielki Sturla, bratanek i uczeń większego jeszcze Snorrego, Pal zaś uzupełnia informację o jeszcze jednego gościa wywodzącego się stąd, z późniejszych czasów, kiedy to pewna część ludzkości została ogarnięta histerią, każącą na każdym kroku tropić czarownice i palić je na stosie... - Jakże mu było... Magnús chyba, krezus, w każdym razie to on się przyczynił do zorganizowania pierwszego ogniska z pieczonym w nim na węgiel człowiekiem... - Tu, ciekawostka, palono jednak niemal wyłącznie mężczyzn - dodaje Edda.  - Tak nie doceniano kobiet? - dziwi się Timo. - Sagi dokonały znacznie bogatszych rozpoznań. Niektóre to istne luśnie w wozach okrucieństwa...

Magda Umer (1949 - 2025)

Obraz
Smutna wiadomość sprzed dwóch dni, o śmierci Magdy Umer. Liryczna, aksamitna, smutna często... Smutku było sporo w jej życiu, od początku właściwie, z czym jakoś sobie jednak radziła i odeszła odrobiwszy wszystkie swoje lekcje... Ładnie gdzieś powiedziała, że jej elektoratem są ci wszyscy smutni, którym ciągle ktoś każe się wziąć w garść... Tyle że jakże często właśnie im tej garści brakuje... Ze smutku płynie wrażliwość, a właściwie nadwrażliwość. A w tym też i niezbyt pomyślne wizje na przyszłość świata, bo nadwrażliwość zła nie umie pominąć, nie umie udawać, że wszystko w porządku... Jej życie było ciągłym zmaganiem się z depresją, która powraca i powraca, od czasu do czasu odbierając człowiekowi siły... Sam często z trudem otwieram rano powieki, choć muszę się brać w tę nieszczęsną garść, ale bardziej ze względu na innych niż na siebie... Niesprawiedliwe jest życie. Jedni gnają w łatwością naprzód, inni zaś garści ciągle potrzebują, napominani bezlitośnie, bezrozumnie... A ta garść...

Przyciąganie X

Obraz
  Pol i Timo wybiegają z domu, bo Edda niecierpliwie trąbi na spóźnialskich. Jadą wystrojeni na pogrzeb i są w radosnych nastrojach. Będzie urocza wycieczka, bo pogoda nawet dopisuje. Piękne plamy słonecznego światła rozlewają się po soczyście zielonych łąkach i górskich zboczach. Śliczna mozaika świateł i cieni. Timo lokuje się na przednim siedzeniu, obok Eddy. Z tyłu zaś siada obok Pala Pol. - Więc interes dziś na pół gwizdka? - pyta Eddy Timo. - Niech się nędzna konkurencja cieszy. A przed nami przyjemna droga. Będzie trochę milutko dziurawych szutrów, co przypominają stare, dobre, ciężkie, wyboiste czasy. Auto rusza, tą samą drogą, którą dreptał tu Timo chwilę temu. Chwilę, a wydaje się, jakby już nie wiadomo ile czasu upłynęło od jego przybycia.  Tima ciekawi, czemu Edda specjalizuje się w pogrzebach. Odpowiada, że po pierwsze nie jest jakąś profesjonalistką, a poza tym lubi osładzać ludziom smutne chwile. Jej siostra - można rzec - pociesza zawodowo, z teologicznym znaws...

Hans Børli. Stwórca

Obraz
   Na niewiele się to Panu Bogu zdało: my ślepi od światła, On ślepy w ciemnościach...   HANS BØRLI STWÓRCA Powiedział Stwórca: Niech się stanie światłość! I stała się światłość. Ale sam siedzi w mroku pośród stworzeń. Nasłuchuje niczym ślepiec na skraju szemrzących pól.    Po omacku wodzi dłońmi  po twarzy stworzenia,   żeby poznać siebie, by odnaleźć siebie.       przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson   

Przyciąganie IX

Obraz
  - Jeszcze, jeszcze takie początkowe zamieszanie - mówi Timo, wpatrując się w pejzaż za ogromnym oknem w salonie Pola, zapraszającym niejako do wnętrza morze, jakby zabielone lekko mlekiem, i góry tworzące nieodległy horyzont, do których wierzchołków poprzyczepiały się gęste czapy mgły. - Ale się zrobiło ponuro. Obaj siedzą obok siebie na różowych dmuchanych flamingach, służących raczej do pływania gdzieś w basenie, nie zaś do przesiadywania w nich niczym w salonowych fotelach. Pol znalazł je w garażu, a skoro tak się stało, postanowił póki co nie kupować żadnych dodatkowych mebli do siedzenia.  - To prawda. - Ile ty tu już jesteś na tych swoich badaniach? - Przeszło dwie dekady, szczęśliwie badaniom dałem spokój, kiedy mi spadła na łeb manna. - Wszystko jakby według przepisu na dandysa. Szczęściarz. - Lubię tak o sobie mówić. - No i słusznie. - Chciałbym, żebyś ty też tak o sobie pomyślał. - Ciekawy rodzaju zagłady, przyjąłem w darze twoją propozycję. Ale chyba Pal nie jest ...

Wiersz do Vilborg

Obraz
  To może dziś znowu coś islandzkiego... Takie wspomnienie o poetce i nauczycielce Vilborg Dagbjartsdóttir (1930 - 2021)... Była wyrazistą postacią, mocno lewicową działaczką feministyczną... Uczyła dzieci, pisała wiersze i prozy, była żoną pisarza i filmowca Þorgeira Þorgeirssona (1933 - 2003)... I w poezji utrwalił ją poeta Anton Helgi Jónsson, którego tu już wiele razy przywoływałem z niesłabnącą sympatią: W Reykjaviku był sobie dom przy Vonarstræti... Był, bo jakiś czas temu został przeniesiony na pobliską Kirkjustræti, bowiem Althing postanowił pobudować sobie nowe biura, stąd więc te budowlane przemieszczenia... A wiersz... Symboliczny, w tej sytuacji topograficznej... Co istotniejsze, co tak naprawdę jest ważne i co na czyim jest podwórku...  Anton Helgi Jónsson Wiersz do Vilborg Był sobie kiedyś dom w samym sercu miasta, przy Vonarstræti, tuż obok stawu Tjörnin, z Parlamentem w podwórzu.   Tam, na poddaszu, mieszkali Vilborg i Þorgeir z dwójką synów.   A w pi...