Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2024

Po i przed

Obraz
No i już będzie można wkrótce odfajkować kolejny rok... Był, minął, nie ma... Czy mam ochotę na jakieś podsumowania? W wymiarze osobistym wszystko jakoś się ułożyło. Tyle że świat wokół tak bardzo straszy i zanosi się na czasy chaotyczne, że tak odwołam się do łagodnych sformułowań... Gdzieś mi się ostatnio nawinęły przed oczy zapiski pamiętnikarskie Andy Rottenberg... Takie tam podróże, lotniska, bieda z miejscem  do zapalenia papierosa, nawet dość szczególarsko momentami opisane poszukiwanie odpowiedniej bramki... Tak, czasem, by odlecieć, trzeba się trochę przejść... No i takie spostrzeżenia, że ta rozbawiona młodość baluje i tu, i tam jak na Titanicu, zarabiając te swoje pieniądze i wydając je na swoje tu i teraz, na swoje apetyczne z dnia na dzień... Światowi ludzie tu na tych starych cywilizacyjnych śmieciach, zewsząd, znikąd, zawsze zorientowani, co gdzie grają, gdzie dają pić i jeść (ach, te połączenia na talerzach i w miskach! te trofea kulinarne!), i gdzie najlepiej obłap...

Nic takiego, Timo (21)

Obraz
  Tym razem poczucie pustki nabrało szczególnie dojmującego charakteru. - Jakbym chciał schwytać za ogon jakieś uciekające zwierzę. Nie sposób go dopędzić. W dłoni ledwie garść wyrwanych kłaków... Tu już jest martwa cisza - myślał sobie Timo, układając się znów do porannego snu, który jednak nie miał zamiaru nadchodzić. Pokręcił się trochę na tym szpitalnym łóżku, a wreszcie usiadł z zamiarem przepatrzenia swoich rzeczy. Bo w końcu przecież trzeba się stąd ruszyć... Ponieważ skorzystał z pozostawionej przez ojca skromnej garderoby, zostało mu sporo jego własnych czystych rzeczy. Zatem jeden kłopot mniej. Zapakował jeszcze do plecaka dwie pary całkiem nowych dżinsów po tacie, trochę skarpet, dwie bluzy i kilka tiszertów. Robił to z uśmiechem, rozbawiony tym bogatym spadkiem... Zerknął jeszcze na Eddę leżącą przy poduszce... - Tyle zostało, ogrom prawdziwy. Ocean milczenia, księżyce, czyli reprezentujące je słowo w gotyckiej kaligrafii, łany stokrotek i baśń o złocie Fafnira... Wiedź...

Eyvind z Gór (2)

Obraz
- Co za licho go tu niesie? - spytała Halla. - Krowy znalazłeś? - Tak - odpowiedział chłopiec. - Szedłem, a one właśnie były w drodze do domu. Są już w zagrodzie. - Powiedziałeś dziewkom? - Nie jeszcze. - Gudfinno, pójdź i poproś gościa do domu - powiedziała Halla. - Gudfinna wstaje. - A, i nie zapomnisz o mleku? Gudfinna wyszła, potakując głową. - A ja sobie poszukam legowiska - mówi Arnes. - Nie chcesz pogwarzyć z naczelnikiem? - Gdybym znalazł jakieś martwe owce z jego znakami na uszach, chętnie bym mu o tym powiedział. - Dobrej nocy zatem. Śpij dobrze. - Dobranoc - odpowiedział na odchodnym Arnes. Halla w oczekiwaniu na gościa przygładza sobie włosy. W tej chwili wchodzi Bjorn ze szpicrutą o srebrnej rączce. Na nogach ma długie jeździeckie skarpety sięgające ponad kolana. - Dobry wieczór - wita się Halla. Bjorn, wskazując na swe skarpety: - Nie zdjąłem ich, a teraz widzę, że nie są zbyt czyste. - Może usiądziesz? Coś ci podać? - Nie. - Siada. - Nie jestem zdrożony, to nie tak dalek...

Wigilijna nuta

Obraz
 I znów, i znów... Pustki pozostają pustkami. Już nie mówię o pustych miejscach przy stole, bo na dobrą sprawę mam za sobą stoły, które już w ogóle, w całości nie istnieją, bo są z kręgów definitywnie wymarłych... Dziś inny stół, na nowo od jakiegoś - już też dłuższego - czasu zastawiany, nowym szczęściem nakryty. W tym życiu, w którym już tak wiele osób mnie odumarło. Mnóstwo cieni wokół, żywych nieobecności. Grudzień tu zacząłem od wiersza Rolfa Jacobsena o stracie, o szczególnym jej grudniowym przeżywaniu. Grudzień zamyka rok. Za nim kolejny, pełny znów pewnych braków... I tak w tym nastroju, w tych czasach takich z niepewnymi widokami, takie drobne patrzenie do tyłu, kiedy wszyscy jeszcze żyli... Znów Zbigniew Preisner. I tym razem Beata Rybotycka... Taka kolęda. Dla nieobecnych:

Takie ziemskie oko

Obraz
 Rzuciło się w oczy to oko, aż nawet dostało nagrodę, bo to zdjęcie roku w konkursie New York Photography Awards. A jego twórca, Islandczyk Gunnar Freyr Gunnarsson okrzyknięty został fotografem roku. Sympatyczny brodacz z Islandii nie krył zaskoczenia, bo nigdy wcześniej z nikim nie starał się konkurować, nie ubiegał się o nagrody, a tu raptem takie prestiżowe wyróżnienie, wyróżnienie za owocne podpatrywanie natury, islandzkiej przyrody, którą Gunnar uwielbia i wśród której wędruje, chwytając te wszystkie doskonałe momenty do pstryknięcia fotki, chwytając najlepsze światło... Lubi oczywiście Stokksnes - chętnie też odwiedzane przez  turystów ze świata miejsce w południowej Islandii, niedaleko Höfn, ze względu na swą niezwykle fotogeniczną urodę - tylko łapać promienie!... Ale są też naturalnie i inne strony, w tym te, co się jakiś czas temu ogniście uaktywniły. Dzisiejsza technika pozwala nam się lepiej przyjrzeć wszelkim ziemskim zjawiskom, wszędzie fruwają drony, które z pta...

Eyvind z Gór (1)

Obraz
A może by tak dla literackiej rozrywki, translatorskiej przy okazji, szepnąć coś o Eyvindzie z Gór, o którym sztukę napisał był kiedyś Jóhann Sigurjónsson... Taka drobna pokusa, by zrobić z tego dłuższe opowiadanie... W odcinkach Jóhann Sigurjónsson Eyvind z Gór  Rzecz dzieje się w Islandii w połowie osiemnastego stulecia, a opowiedziane losy dwojga głównych bohaterów oparte są na prawdziwych zdarzeniach. Oto izba czeladna pod pochyłym dachem. W okienkach owej izby (jedno naprzeciw wejścia, drugie nad łóżkami) szybki z pęcherza (przez to przy łóżkach dostrzec można nawet długie źdźbła zielonej trawy). Ciasnota przytulna - po bokach rzędy łóżek z jasnymi narzutami z wełny, pomiędzy którymi jest wąskie przejście. Po prawej stronie wejście, do którego wiodą schody. Obok, pośrodku działowej ścianki z cienkich desek drzwi do sypialni Halli. Do ścianki przyczepiony jest też na zawiasach blat niewielkiego stołu. Na futrynie zaś wisi miedziana lampa olejna. W górze belkowanie. Pod poprzecz...

Betlejem polskie

Obraz
Tak już się zbliża kolędowy czas, w tych czasach jakichś takich mrocznych, niepewnych. Nie wpadam w nich w przesadnie radosne nastroje, bo się brzydko wokół ludzie bawią, co nie nastraja nazbyt optymistycznie... Ale kalendarz ma swoje prawa, a ja tu trochę w wolnym momenciku pokolęduję już teraz. Na te nastroje dobre to, z tekstem Stanisława Skonecznego, ta "katyńska kolęda" śpiewana kiedyś w Piwnicy pod Baranami... Dziś na wielu obszarach, całkiem zresztą bliskich, taka na czasie... Muzyka Zbigniew Preisner, co umie tworzyć przylegające do człowieka melodie; a śpiewa nieodżałowana Anna Szałapak, przez Agnieszkę Osiecką nazwana Białym Aniołem...

Nic takiego, Timo (20)

Obraz
Trzecia czterdzieści trzy. Rano. I oto idzie kot. Idzie od południa na północ. Niespiesznie. Z precyzją wszedł na powrót do swych zwyczajów. - A ja dotrzymałem słowa - pomyślał Timo. - Chętnie tak robimy, gdy nie wymaga to wysiłku. Bo wcale nie chce mi się spać... - Wprosił się znów do biblioteki i jednocześnie gabinetu Vernicka, gdzie ten najwyraźniej nie za bardzo lubił przesiadywać. Ale w końcu przestał pracować, a w każdym razie już daleki był w tym od regularności. Tedy tylko kot jeszcze trzymał fason. A Inger znów gdzieś jedzie. No i usilnie namawia na premierę w Bergen. Na nic nawet zdały się wymówki typu, ale co ja na siebie założę, nie chcę się już za nikogo przebierać, bo się odgraża, że na miejscu zaciągnie go do sklepu i wepchnie do przymierzalni... Byłaby zapewne w swoim żywiole, bo to w końcu ona ubierała kiedyś Ljana, wyręczając go przy okazji we wszystkim w ogóle w każdej dziedzinie praktycznego życia, dzięki czemu żył sobie jak jakiś Bach... No a ta zdyscyplinowana reg...

Zimno, zimno

Obraz
Lepiej, jak zimno. W każdym razie ja tak wolę, choć naturalnie zawsze dobrze, gdy w niczym nie ma przesady... Tak sobie ostatnio wróciłem do morskiej gawędy Einara Kárasona o dramatycznej przygodzie rybaków, w sztormie, w zimnie... Zimowe połowy, północny Atlantyk, więc spodziewać się można wszystkiego, choć wtedy, na początku 1959 roku działo się tak niedobrze, że aż można było przez wściekłą pogodę oszaleć. Młody Lárus jest taki trochę uwiedziony przez morze. Bywa pięknie. W dali lśni lodowiec, w morzu na ryby polują orki w osobliwym porozumieniu z ptakami. Brutalny świat o uwodzicielskim obliczu. Lárus. Brzmi jak mewa po łacinie. Trawler też nazywa się Mewa... Kobiety miewają złe sny, przeczucia, chętnie by odradzały wyprawę, bo to ta zima, a jeszcze ci wszyscy mężczyźni zjawiają się w porcie tacy pijani. Lepiej, żeby syn nie płynął. Ale to przecież i rodzinne tradycje, i jeszcze to coś, co ma mężczyzna, coś śmiertelnie nawet niebezpiecznego, niebezpiecznego dla niego i jego otoczen...

Nagle. W grudniu

Obraz
 A tam gdzieś, pod Rzymem, zaułek już pusty, w Nemi... Z grudniem ciemnym, z grudniem świątecznym tęsknoty bywają silniejsze, bardziej czuje się pustkę po stratach... Wydany w 1985 roku tom poezji Nattåpent Rolfa Jacobsena, gdzie sporo jest miłości, z takiej straty wyrasta, po śmierci żony, z którą, w przeciwieństwie do własnych rodziców, tworzył niezwykle udany związek. Wszystko mija, spada śnieg, więdną kwiaty... Z tablicy życia ścierają się rysunki przeżytych rzeczy, zdarzeń... Ja po stratach ciągle tu... Dość jeszcze młody, by po używanej tablicy coś nowego pokreślić. Takie życie - palimpsest... Jak w innym miejscu tego tomu zauważa: kochał, więc nie żył na próżno. Tak to sobie  trwało długo, do starości. Wobec czego jemu daleko już było do jakiegoś życia na nowo. Wzruszył mnie ten grudniowy wiersz. Dobrze znam te uczucia... Rolf Jacobsen  Nagle. W grudniu  Nagle. W grudniu. Stoję po kolana w śniegu. Mówię do ciebie, lecz nie odpowiadasz. Milczysz. Tak to się po...