Útmánuðir
Útmánuðir. Czyli ostatnie miesiące zimy, przednówek. Swego czasu trudny moment w ciągu roku: zapasy wyjedzone; siano na ukończeniu, a trawy młodej jeszcze nie ma... I w samą porę jeszcze jedno znalezisko z poprzedniego bloga, poetyckie. Na marzec w sam raz, na jego koniec. Zanim wróci na dobre życie.
Kiedyś życie na Islandii nie rozpieszczało za bardzo. Istniało się wśród większej niepewności. O trudnych latach w poezjach swych wspominał kiedyś Jón úr Vör (1917 - 2000), w tomie Þorpið (Wioska rybacka) z 1946 roku. W takiej wiosce się wychowywał, jako przybrane dziecko w ubogiej rybackiej rodzinie. Taki więc kawałek z dawnych lat, z Islandii... Wielkie szczęścia, proste szczęścia:
Jón úr Vör
Przednówek
Pamiętasz ten długi
bezmleczny czas pośród zimy,
rybę lichą w cebrzyku,
ledwie małego dorsza suszonego,
źródło
z prostą piosenką cieknącej wody,
łodzie w szopach
okryte jutowym płótnem,
owce na plaży,
przemarznięte stopy
i wieczory długie jak wieczność,
często pełne niecierpliwego czekania
na pogodę
i coś świeżego do ugotowania.
Pamiętasz
pewien wieczór, tuż przed zmierzchem,
jak stałeś z przybraną mamą nad morzem,
patrząc z obawą na pusty zmrożony brzeg,
na fiord
i w górę, ku niebu -
spodziewałeś się małej łodzi zza przylądka,
a ta nie nadpłynęła.
Po zmroku ciemność, odgłosy burzy,
milczenie,
łzy na poduszce,
sen w łóżku zbyt dużym.
Pamiętasz
radość pośrodku nocy,
gdy zbudził cię dotyk
spracowanej dłoni,
jej grzbiet, tak miękki i ciepły,
gładził cię po policzku.
Twój ojciec przybrany
- pocałował cię, kiedy objąłeś go za szyję,
jego wąsy wciąż były zimne i pełne morskiej wilgoci.
O poranku niebieski zębacz
leżał na zmarzniętym progu,
a słońce rozświetliło srebrnołuskiego łupacza
i szczęście w domu biedaka.
przełożył Kiljan Halldórsson

Komentarze
Prześlij komentarz