Marianne

Smutna wiadomość nadeszła przedwczoraj. O śmierci Marianne Faithfull. Tak więc znów odpływa ze świata legenda. Nie byłem może jakimś najuważniejszym słuchaczem, ale to jedna z tych osób, których nie sposób nie zauważyć. Autorka, piosenkarka, aktorka działająca od dekad. Niezwykły życiorys - i artystycznie, i narkotycznie, i miłośnie. Powiązać ją można z całą masą artystów: od Jaggera przez Bowiego, Waitsa, Watersa po grupę Metallica... Występowała i u nas, m. in. we Wrocławiu, na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Zawsze lubiłem jej twarz. Zwykle kobiece twarze nie mają wyrazu, ale są znakomite wyjątki. Skomplikowane życie ciekawie ją wyrzeźbiło u Marianne i nadało też brzmienie jej głosowi. Była i na szczytach, i na samym dnie... To wspaniała opowieść i bogata twórczość... Muzyka, filmy... Od razu mi "Intymność" z milczącą erotyką przyszła na myśl...

Jak na Bowiefila przystało, przypomnę ją tu z występu z Davidem, z 1973 roku... To były czasy!

Marianne Faithfull i David Bowie... Dwie gwiazdy, co już odleciały:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jóhann Sigurjónsson. Fjalla-Eyvindur

Moc śnieguły, czyli duszpasterstwo koło lodowca

Jonas Lie. Eliasz i draug

Kreml

Lokasenna, czyli pyskówka na górze albo kto jest bardziej niemęski

Breiðfjörð

Na nieskończonej. Steinn Steinarr

Arne Garborg. Śmierć