To może jeszcze o trawie, z islandzkiej poezji. Jóhannes úr Kötlum



Ma się ku wiośnie, trawka więc urośnie... 

I tak sobie zawędrowałem razem z pisarką reykjavicką ulicą do poety. Tak wyszło. Tuż po tym, jak mieliśmy tu okazję powędrować mniej lub bardziej krętymi drogami do reykjavickiego portu z poetą Antonem...

Tak sobie czytam właśnie "Chłód kwietniowego słońca" Elísabet Jökulsdóttir, taką sobie książeczkę, trochę chaotyczną, trochę ironiczną, spod pióra potomkini sław lokalnych, i taki mi się fragment spodobał, o poszukiwaniu drogi pośród znaków dawanych przez los, na ulicach Reykjaviku. Plan miasta, układ ulic w takiej metaforycznej odsłonie, ulic, których nazwy rzeczywiście mogą stanowić jakąś podpowiedź, wróżbę w tożsamościowych poszukiwaniach... Można wystartować z Vonarstræti - z ulicy Nadziei (już ta ulica tu się poetycko nawet pojawiła, w wierszu o Vilborg od wspomnianego Antona...), znad stawu miejskiego, otoczonego całą tą reykjavicką reykjavickością, z tymi wszystkimi domeczkami, które czasem nawet mają jakieś pałacykowe pretensje urocze... Ile rożnych możliwości... Można iść w stronę cmentarza, potem dalej, aż na południowym horyzoncie dostrzeże się górę Keilir, która wygląda jak pełna tajemnic egipska piramida, albo wniknąć w miasto, a tam nazwy, co mogą szeptać, że może trzeba oczyszczenia, a może boga poezji i mądrości odwiedzić... W końcu przeszła przez mostek nad Tjörnin, by się znaleźć u zbiegu Fríkirkjuvegur i Sóleyjargata... Sóley, jaskier, "sfrustrowany kwiatek czekający na wolność"... Sóley, bohaterka z poezji Jóhannesa, co się stawiała ciemnym mocom... Tak to więc przyzywał poeta... No i ja sobie też zerknąłem... Jóhannes úr Kötlum (1899 - 1972) - bardzo lubiany w Islandii twórca i przez dzieci, i przez dorosłych, bo dla tych i dla tych pisał, czytany i śpiewany chętnie. Starszy kolega Steina Steinara, którego nawet kiedyś tam trochę uczył jako taki wyciągnięty z biedy wioskowy nauczyciel... Też jak Steinn umiejący dochowywać wierności poetyckim tradycjom, lecz także od nich - może trochę mniej od młodszego kolegi -  odbiegający. No i taki mi się przyjemny wiersz nasunął... O trawie. I wielu z nas... O mnie w tym też jakby... Na tej łące zwanej życiem... Póki co nie znikłem jeszcze na udeptanej ścieżce...

Jóhannes úr Kötlum 

Jeszcze o trawie*

Niepojęta jest trawa:

człek ją tratuje stopami swymi,

a ta niezwłocznie powstaje.

 

Niepojęta jest trawa:

bydełko skubie ją sobie i łyka,

oddając to, co niestrawne

- i wie każdy doskonale:

jakaż dla nowej to trawy odżywka.

 

Tak, niepojęta jest ona,

ta trawa ziemska zielona:

jednocześnie pokora i bunt.

  przełożył z islandzkiego Kiljan Halldórsson 

---

*) Z tomu: Jóhannes úr Kötlum, Ný og nið, 1970 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jóhann Sigurjónsson. Fjalla-Eyvindur

Moc śnieguły, czyli duszpasterstwo koło lodowca

Na nieskończonej. Steinn Steinarr

Lokasenna, czyli pyskówka na górze albo kto jest bardziej niemęski

Jonas Lie. Eliasz i draug

Einar H. Kvaran. Posucha

Bukolla. Opowiastka islandzka

Kreml