Wytrwale waląc w kamień



Trzeba mieć cierpliwość. Tak aż do skutku... Już w poprzedniej notce poeta doradza, by takim właśnie cierpliwym być...

Też mi tego trzeba... Zwłaszcza gdy stale ładują się na mnie jeszcze kłopoty taty z kolejnymi odsłonami medycznego thrillera... Do ogólnej niesprawności, psychicznego wkurwu (Boże drogi, a co by było bez magicznych pastylek!), rurki w szyi doszła jeszcze - wzbogacając kolekcję -  operacja zaćmy. Niby nic wielkiego - nawet przy tym pacjencie podwyższonego ryzyka - ale dla mnie jednak więzienie, bo teraz przez miesiąc muszę pilnować zakrapiania oka, bo tata sobie tego sam nie zrobi. No i znowu znosić muszę te wszystkie humory, całe to chamstwo tak naprawdę obcego człowieka... Stale sobie uświadamiam, że nic - poza biologią, tymi całymi genami (choć ja się nieustannie upieram, że nie mam ani żadnych genów, ani nawet żadnej wątroby, dzięki czemu pewne coś nie ma mi gdzie siąść) - nic mnie z nim nie łączy... Nie mamy żadnych wspomnień, a w każdym razie nie ma w nich nic, do czego warto by było wracać...

Ale nie, żal się jakiś nie budzi - te, co były, przeszły... Idę bez szemrania w codzienną orkę, gdy grunt po temu... Na przekór złośliwemu losowi...

Spodobała mi się bajka o waleniu kijem w kamień... Islandzka... Rozmaite głazy w Islandii potrafią być zasiedlone, przez niewidzialnych, przez cały ten huldufólk. Ci niewidzialni - jak chciały dawne biedy - tworzyli gdzieś tam jakiś lepszy świat, doskonalszy, zasobniejszy, choć nie jest wykluczone, że ten świat mógł być też i straszliwy niczym zły sen... W zasadzie ci skryciarze nie byli szkodliwi, byle nie iść im w paradę... Dobrze pamiętać na przykład, by w Islandii nie rzucać na oślep kamieniami, bo można takiego niewidzialnego trafić i napytać sobie w ten sposób biedy... Są tacy, co mają regularne kontakty z tamtym równoległym światem i bywa, że takie porozumienia wpływają na kształt rozmaitych inwestycji budowlanych, drogowych... Taka to kraina osobliwa... I nawet niewprawny w takich niezwykłych kontaktach może czasem coś gdzieś przyuważyć; to jakiś cień mignie, to łapa skądś wychynie i będzie wyjaśnieniem dla pewnych nieszczęść... Po skałach, po głazach coś się kryje, coś niepewnego i lepiej się z tym nie zadawać, choć czasem mus jest, gdy ta siła osobliwa jak ten zły los chce człekowi podokuczać, mus, by się upomnieć o swoje, by działać, dopóki złe nie przejdzie...

Robił pewien człowiek swoje, to, co uważał za stosowne, by przywrócić życiu ład... Powiodło się, choć nijak stwierdzić nie można, że stało się to skutkiem jego wysiłków... Jednak przyznać wypada, że wobec złego losu nie pozostawał bezczynny, naruszając kamień... Taka to stara opowiastka od zbieracza opowiastek...

Jón Árnarson

Waliłem a waliłem

Pewnego wiosennego dnia na jednej z farm nad Eyjafjörður pewien gospodarz siedział sobie w baðstofie* i patrzył przez okienko, doglądając swej wełnianej trzódki. Tam gdzie się pasła, stał ogromny kamień, do którego ośmieliła się podejść jedna z owieczek, aby się trochę o niego poczochrać. I wtedy ujrzał, jak z tego głazu wyłoniła się jakaś szara ręka i capnęła zuchwale jego zwierzę za raciczkę. Biedna owca bardzo się przestraszyła, wyszarpnęła nogę z uścisku i natychmiast odskoczyła, uszkodzona jednak, bo kulawa. Wielce się gospodarz rozgniewał, widząc jak stworzenie po tym zdarzeniu boleśnie powłóczyło nogą. Zerwał się więc natychmiast z miejsca i wybiegł na dwór. Pędząc, złapał za pierwszy lepszy drąg i ruszył na kamień, grożąc jego mieszkańcom, że im to schronienie, a potem ich głowy roztłucze na kawałki, jeśli nie przywrócą owcy zdrowia.

Opowiadał potem: - Waliłem a waliłem, aż się białe ślady od uderzeń zaczęły robić na kamieniu.

Ozdrowiała wreszcie owieczka.

   przełożył Kiljan Halldórsson

----

*) Baðstofa - w dawnych torfowych domach wspólny pokój i sypialnia mieszkańców farmy, samo centrum życia, gdzie zimowymi wieczorami snuły się opowieści, wielkie i całkiem małe, jak choćby ten drobiażdżek powyższy...

----

Ze zbioru: Jón Árnarson, Íslenzkar þjóðsögur og æfintýri   

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jóhann Sigurjónsson. Fjalla-Eyvindur

Moc śnieguły, czyli duszpasterstwo koło lodowca

Sigbjørn Obstfelder. Liv

Na nieskończonej. Steinn Steinarr

Lokasenna, czyli pyskówka na górze albo kto jest bardziej niemęski

Jonas Lie. Eliasz i draug

Einar H. Kvaran. Posucha

Bukolla. Opowiastka islandzka