Pusteøvelse
Wszędzie podobieństwa... Gdy rozgrzebiesz nocą przygasłe ognisko, rozsypią się żarki pośród czerni i jako żywo migotliwie przypominać będą rozsypane nad nami gwiazdy... O ogromie przypominają nam liczby, bo, tak na pierwszy rzut oka, wszystko takie wydaje się na wyciągnięcie ręki, w pobliżu, łagodzące przyjaźnie nocne ciemności... Łatwo zapomnieć o wymiarach i mieć poczucie, że się jest wspaniałym stworzeniem mogącym docenić uroki świata... Każdy rzec może sobie, że jest w centrum wszystkiego i że wszystko dla niego... Wiedza jednak zniosła nas w jakiś zakątek - oto drugorzędna, trudna do odnalezienia, ledwie wzmianki godna gwiazda, wokół której, obok większych i mniejszych towarzyszy, igra nasza Ziemia i jej malutki Księżyc, a życie owej Ziemi przywiane zostało hen, gdzieś z gwiazd, by się tu pichcić w ewolucyjnym kociołku... Dla biednego Serenusa i jego humanistycznego homo Dei, tego ukoronowania życia, trudna do zaakceptowania jest myśl, że owo ukoronowanie, wraz ze swym obowiązkiem uduchowienia, produktem jawi się jeno "płodności gazów błotnych jednej z sąsiednich planet". Adrian w "Doktorze Faustusie" z diabelskim chłodem rozwodzi się na temat ogromów głębin oceanicznych i głębin kosmicznych. W mrokach oceanu poukrywane potworki zdumiewająco fantazyjnej natury, zaś nad nami odległości mierzone straszliwymi liczbami, odległości między potwornościami, które jednak, dzięki tym niewyobrażalnym dalom, dla oka są tylko miłą błyskotką... Istny atak przypuszczony na rozum ludzki. "Przyznaję - snuje myśl Serenus, przyjaciel Adriana - taką mam już naturę, iż wszystkie niewyobrażalne ogromy zbywam zrezygnowanym, ale też i nieco wzgardliwym wzruszeniem ramion. Podziw dla rzeczy wielkich, entuzjazm, a nawet uczucie oszołomienia, którym nas napawają, są niewątpliwie rozkoszą duchową, lecz możliwe są jedynie w rzeczowych ziemskich i ludzkich zależnościach. Wielkie są piramidy, wielki jest Mont Blanc i wnętrze bazyliki św. Piotra, jeśli w ogóle nie należy zachować tego atrybutu raczej dla świata moralności i rozumu, dla wzniosłości serca i myśli. Dane dotyczące natury wszechświata są jedynie otępiającym bombardowaniem naszej inteligencji za pomocą liczb, opatrzonych niczym kometa ogonem dwóch tuzinów zer i w dodatku udających, że mają jeszcze coś wspólnego z wymiernością i rozsądkiem. Nic nie ma w tych potwornościach takiego, co by ludziom mojego pokroju mogło się podobać jako dobro, piękno, i wielkość, i nigdy nie zdołam pojąć nastroju niebiańskiej radości, w jaką dają się wprawić niektóre umysły z powodu tak zwanych "dzieł bożych", o ile dotyczą one astrofizyki. Po cóż zresztą nazywać dziełem bożym imprezę, o której równie dobrze powiedzieć można: "Zgoda - i cóż z tego", jak i "Hosanna"? Mnie zaś osobiście raczej to pierwsze niż drugie wyrażenie wydaje się właściwą odpowiedzią na dwa tuziny zer umieszczone po jedynce, czy też po siódemce, co i tak na jedno wychodzi, i bynajmniej nie wiedzę powodu do padania w proch przed quinquilionem"... I tak się diabeł droczył z Serenusem, zarzucając mu, że ten jego boży człowiek przeciwnikiem jest bożych dzieł, boży, skoro w patosie pobożności, moralności, w całym tym poczuciu transcendentnym tajemnicy człowieka, z dumną świadomością, że nie jest istotą wyłącznie biologiczną, lecz zasadniczą częścią swej istoty należy do świata ducha, że dany mu został absolut wraz z ideą prawdy, wolności, sprawiedliwości, że nałożono nań obowiązek dążenia do doskonałości. "W tym patosie, tym zobowiązaniu, tym szacunku człowieka wobec siebie samego jest Bóg: w stu miliardach Dróg Mlecznych nie mogę go znaleźć". Diabeł humaniście średniowiecze wypomina, bo tak popularnie sądzi się, że humanizm przyjacielem jest nauki; lecz on nim być nie może, gdyż nie może uważać przedmiotów nauki za sztuczki diabelskie, nie uważając jednocześnie jej samej za coś podobnego... Diabelska dociekliwa nauka strąciła nas na jakieś peryferia kosmosu, w nieznaczność, a jednocześni otwarła bramy do potwornych wielkości i potwornych maleńkości... Sami, w naukowym ujęciu, jesteśmy nie lada kosmosem, w którym można się zagubić... Ileż to zer może być i po przecinku... Wiele tajemnic rozwiało się, choć: "po co?", "przez co?" i "dlaczego?" spokoju nam nie dają... W Mlecznych Drogach próżno szukać bogów i niewiele nam one wyjaśnić mogą, poza naszym pochodzeniem, pochodzeniem całej tej ziemskiej biologii, która - skoro z diabelskiej sztuczki, albo z jakiegoś szelmowskiego porozumienia jasnego z ciemnym - kwiatem jest zła, w każdym razie nam się to przytrafiło odkryć, skoro jako jedyni na Ziemi czynimy rozróżnienia: dobre - złe... Naraz nasza wrażliwość, a przynajmniej w niektórych się przejawiająca, co i na szczytach stworzenia widzi to samo bezwzględne, zimne zło i furie, z jaką gdzieś tam wybuchają gwiazdy czy chłoną wszystko wokół czarne dziury... Ciekawość i zagadkowość... Powiadają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. My pysznie ciekawi jesteśmy... I tyleż dobrego, co i złego z tego wynika, bo we wszystkie dobre i fantastyczne zdobycze zawsze diabeł się jakiś wkręca, a kołaczące się tu i ówdzie rozumności starają się na nowych polach złemu stawiać tamy, nie zawsze skutecznie... Wiele już ogarnęliśmy i wobec tych chłodów zewnętrznych, tych ogromów można zdobyć się na dystans, ten sam, z jakim mrugają do nas gwiazdy... A myśl, wyobraźnia to najlepszy wehikuł... Odległość wszystko pomniejsza. Miliony miejskich świateł w końcu zlewają się w jedną łunę na horyzoncie, a z większej i większej jeszcze dali skupiają się w coraz mniejszą świecącą się kropkę... Analogicznie jest z całym tym kosmicznym jublem... Ale póki życie trwa, pozostaje człowiek, z zagadką, nawet gdy wszystko w sobie pozna, upora się ze swym komórkowym kosmosem, jakże fascynującym... Coś zdaje się być w tej innej, wewnętrznej naszej nocy, dla której kiedyś tam materiał do obudowy tworzyły eksplozje gwiazd... Przypomina mi się teraz Karol Ludwik Koniński, który tak rozdzierająco bezradny był wobec zła; nie mógł pojąć tego metafizycznego skandalu, będąc człowiekiem niezdolnym do życia bez Boga, dobrego Boga. Z jednej strony jego niepełnosprawność, z drugiej jeszcze okropności drugiej wojny światowej burzyły świat dogmatów i teologicznych fantazji o wszechmocnym Bogu i jego dobroci - widział w tym jedynie to, że rozum całkiem bezsilny jest wobec cierpienia. A jednak potrzebował podpory, czegoś, co nie pozwalałoby mu osunąć się w nihilizm. Często przykuty do łóżka w Zakopanem, potem w Lanckoronie, a wreszcie w podkrakowskiej Rudawie mógł pośród lektur zatapiać się i we własnych głębinach, by szukać wyjaśnień... Mity próbują oswoić niepojęte, wyrastają z ludzkich otchłannych wyobraźni... On doszukał się Boga niewszechmogącego, cierpiącego i pracującego... Jakby ten Bóg stworzył coś, co mogłoby być lepsze, bo i jakże to łatwo sobie wyobrazić, i nie brak przecież po temu sposobności... A praca trwa, lecz wspaniałomyślnie obdarowany człowiek ze swych darów często korzysta tak, że niezbyt to korzystnie wypada dla bliźnich, co tylko potęguje nieszczęścia, bowiem dodaje swój ludzki żywioł do już istniejących a równie niszczycielskich... Doszukał się Boga, choć z gorzką refleksją, że to przecież też jedynie opowieść, mitologia, ale w tym wszystkim, w otaczającej go grozie, nie pozostawał przynajmniej bezczynny, że jednak w głębi siebie wykonał jakąś pracę... Gdy się oddalimy od wszechświatowych otchłani, nie przestajemy stawać wobec tajemnicy... Kimże jestem, co za stwór ze mnie, gdzie dojdę, jeśli zacznę myśleć z rozmachem; co ujrzę, gdy się do siebie zacznę zbliżać z tą samą ciekawością, z jaką zerkało się wcześniej w gwiazdy?
***
Rolf Jacobsen
Ćwiczenie oddychania
Jeśli pójdziesz dostatecznie daleko
zobaczysz słońce jako iskierkę
w dogasającym ognisku
jeśli tylko pójdziesz dostatecznie daleko.
Jeśli pójdziesz dostatecznie daleko
zobaczysz krąg cały Mlecznej Drogi
jako koło toczące się po drogach nocy
jeśli tylko pójdziesz dostatecznie daleko.
Jeśli pójdziesz dostatecznie daleko
zobaczysz Wszechświat cały
sumę wszystkich miliardów lat świetlnych
ledwie jako błysk, tak samotny, tak odległy
jak gwiazda w czerwcową noc
jeśli tylko pójdziesz dostatecznie daleko.
A jednak, przyjacielu drogi, jeśli zajdziesz tak daleko
będziesz ledwie u początków
- drogi do siebie.
przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson
***
Przywołane cytaty i tłumaczenie pochodzą z:
Tomasz Mann, Doktor Faustus, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2004
Rolf Jacobsen, Pusteøvelse, Gyldendal, Oslo 1975

Komentarze
Prześlij komentarz