W mych rękach twa głowa. Z miłosnych poezji Steina Mehrena



Gdyby ktoś daleko był, to taką kropkę by zobaczył. To my, wszyscy do kupy, co się tu kochamy i wściekle nienawidzimy, ma małej kuli w otchłani.... Z takiej perspektywy dopiero dobrze widać, jak wszyscy jesteśmy blisko siebie... A poza tym dziw aż bierze, że w tym jest jakaś przytulność jednak, bo - choć tego nie widać - otacza i trzyma nas opiekuńcza dłoń międzyplanetarnej przestrzeni, umożliwiająca nam te ziemskie wszystkie życia i przeżycia, nawet to szaleństwo ludzkości - tej jedynej żywej formacji, po której - jeśli ta kiedyś zniknie - nikt nie będzie rozpaczał (bo byle komary, gdyby zniknęły, już by tym zniknięciem rozchwiały jakiś przyrodniczy układ, już by było dla niektórych istot nieszczęście)... Ta kropka z jeszcze mniejszą obok to jakiś niebywały zbieg okoliczności; nie będzie on trwał wiecznie, bo co się zbiegło, rozbiec się musi, ale póki co daje ten układ słoneczno - ziemsko - księżycowy (no i nie należy też zapominać o planetarnym strażniku Jupiterze!) stabilne warunki dla naszych ludzkich niestabilności, iście czasem zadziwiających, choć może tylko tych, co jakoś uporczywie wierzą w dobro... Tak czy owak układ - w sensie astronomicznym - jest znakomity, spektakularny, dający nam pokazy od czasu do czasu widowiskowych zaćmień... Kiedyś ludzi takie rzeczy straszyły, bo to jakby na ich oczach właśnie Fenrir zjadał słońce... Dziś to naukowo objaśniona atrakcja wpleciona w nasze wesołe miasteczko, więc przyroda, którą tak wybiórczo kochamy (nie zawsze też dowierzając nauce z zachowawczym łypaniem w stronę jakiejś metafizyki), zapewne dostanie brawka i będzie pozawerbalne porozumienie w jakimś "uuuuu", zaśpiewa piosenkarka, zrodzi się chwilowa wspólnota zachwytu... Wszystko zdaje się tak wspaniale, z  rozmysłem zaprojektowane, wyliczone, tak by dostarczyć widzom cudownych wrażeń... Piękne zagadki wokół. Mamy siebie, coś ma nas, wszystko tajemnicą owiane, nasze wewnętrzne kosmosy i ten tam, przez który wszyscy na tej małej kropce lecimy, świecąc światłem odbitym w głuchą dal, ale też i tym, co pochodzi od wszystkiego tego, co nam się uda na światło przetworzyć, tyle że to drugie widoczne jest bardziej z bliska... Ale tak, z okołoziemskiej orbity też Ziemia zdaje się taka spokojna... Tymczasem na ziemi i miłość, i nienawiść... Pokojowe zachwyty, ale i blaski niespokojnych czasów... Wszelkie możliwe międzyludzkie napięcia... Dobrze jednak skupić się bardziej na tych zachwytach, zakochaniach, zaprzyjaźnieniach, w których można pogapić się na spektakle natury... W Reykjaviku wczoraj było ładnie, potem się zaczęło chmurzyć, ale znów się obiecująco wypogadza, choć prognozy chyba nadal niezbyt pewne... Ale może natura spisze się na piątkę? W swej dekoracyjności potrafi być przecież tak czarująco łaskawa.

Nich będzie miłośnie. Taki mi wiersz w oko wpadł. Seina Mehrena (1935 - 2017) z tomu Mot en verden av lys (Naprzeciw jasnemu światu) z 1963 roku.

Stein Mehren

Trzymam twoją głowę

Trzymam twoją głowę

w swoich dłoniach, tak jak ty trzymasz

moje serce w swej czułości

tak jak wszystko trzyma coś i jest

przez coś innego trzymane

Kamyk ocean unosi 

ku swym brzegom, drzewo

jesienne dojrzałe trzyma owoce

planeta przez planetarną jest przestrzeń niesiona

I nas trzyma coś i unosi

gdzie zagadka zagadkę ma w dłoni.

   przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jóhann Sigurjónsson. Fjalla-Eyvindur

Moc śnieguły, czyli duszpasterstwo koło lodowca

Sigbjørn Obstfelder. Liv

Na nieskończonej. Steinn Steinarr

Lokasenna, czyli pyskówka na górze albo kto jest bardziej niemęski

Jonas Lie. Eliasz i draug

Bukolla. Opowiastka islandzka

Einar H. Kvaran. Posucha