W wirze zdarzeń
Jesiennieje, ma się schładzać, więc i też refleksyjnie się robi i śmiertelność się przypomina.
Porządek nigdy nie robi się sam. A bajzel i owszem. Rodzimy się, bezczelnie nam mówią ci tak zwani najbliżsi, żeśmy przez nich obdarowani... O ten "dar" trzeba się troszczyć, żeby trwał w jako takim porządku, unikając w miarę możliwości chaotycznego bałaganu... Rodzimy się i momentalnie wpadamy w wir, wir zdarzeń, które tworzą lej wiodący ku śmierci, ku rozpadowi. I trzeba wysiłku, żeby jak najdłużej trzymać się z dala od jego centrum, dużego wysiłku, bo też i zasysające siły nie należą do słabych. Odpuszczasz, zaraz cię biorą...
Nic nie wiemy o śmierci. A nieznane straszy i śle wyobrażenia całkiem ziemskie, prosto z ziemskich potworności, na działanie jeszcze zwane potęgowaniem, jakbyśmy usiłowali wyobrazić sobie jeszcze coś gorszego od tego świata, tedy lepiej już trzymać się mniejszego zła, nawet jeśli to najokropniejsza nędza... Mimo że Schopenhauer uważał - całkiem, sądzę, słusznie, nie zgadzając się z myślą Leibniza - iż właśnie żyjemy w najgorszym ze światów, bo niczego gorszego wyobrazić sobie nie można, natomiast świat lepszy przychodzi nam na myśl z łatwością. (Ja sobie doskonale umiem wyobrazić np. świat bez raka, wojen i wszelkiej maści dzikich wyuzdań - że byłoby mniej tematów na literaturę, zwłaszcza taką z brudnej skarpety - no może, ale pal ją licho i te wszystkie łaskoczące strachy...) My się jednak boimy, bo nic nie wiemy, więc strachy nami telepią, nami powodują...
Jak pisze wspominany tu Schopenhauer w "O wolności ludzkiej woli", pewnie mając w głowie wiele możliwości, mnogość całą chceń, raczej jednak wybierzemy się do teatru, a potem grzecznie wrócimy do domu niż udamy się w utęsknioną jakże często siną dal, bo jednak pobudka byłaby dla tej drugiej możliwości zbyt mała. "Tak samo mylą się ci, którzy, trzymając w ręku nabity pistolet, sądzą, że mogą się zastrzelić z niego. Owo mechaniczne narzędzie ma tu najmniejsze znaczenie, rzeczą główną natomiast jest pobudka niezwykle silna, a więc rzadka, która by posiadała tę olbrzymią siłę, jaka jest potrzebna, by przerwać chęć do życia, albo, mówiąc trafniej - obawę przed śmiercią: dopiero gdy taka pobudka nastąpiła, może się ów człowiek rzeczywiście zastrzelić - i musi; chyba gdyby ten czyn udaremniła pobudka przeciwna, jeszcze silniejsza, o ile taka jest w ogóle możliwa".
Ciągle pokonujemy śmierć, zachowując czujność, uważność, troskę o środki do życia, drżymy na myśl, gdyby coś je miało nam odebrać... Wszystko się boi, ale my, ludzie, inaczej, bo nasza natura wpędziła nas w świadomość śmierci, w refleksję o niej, o czymś, o czym trudno cokolwiek na dodatek powiedzieć. Znamy jakby jej - że tak powiem - życiową stronę: straszliwe obrazy deformującego rozkładu, ohydę i tajemniczą obojętność tego czegoś, co wcześniej, gdy było ciepłe i schludne tak nas przyciągało i cieszyło, obojętność względem ataku tych wszystkich mocy bezwzględnie biorących ciało w posiadanie... Widać nic nie boli. Choć tak okropne rzeczy z ciałem się dzieją... Pudrujemy to wszystko, staramy się to zgubić w śmiesznych, okwieconych ceremoniach, a potem stawiamy pamiątkowe pomniki i przywołujemy we wspomnieniach duchy, co też same nas nawiedzać potrafią w sennych marzeniach... Ale to wszystko mieści się w ramach życia, w sferze wyobrażalności...
Zwierzęta mają prościej. One żyją i są bardzo zajęte w teraźniejszości, i nie rozmyślają o swoim końcu, który też je czeka, o czym wiemy my. Mają, jak my, instynkt samozachowawczy, boją się, jak najbardziej, ale boją się o życie, nie myśląc o tym, że tam gdzieś jakaś czeluść czeka... A my nie chcemy umierać. My się boimy śmierci. I nie bardzo przekonują nas niebiańskie perspektywy, zresztą jakże nędzne, jakież pozbawione polotu w naszych wyobrażeniach, tak że na pierwszy rzut oka widać, że dobro ma negatywną wartość, jest minusem, odsapem od zła, ale w tym odsapie zło znowu się gnieździ - pierwsze, co przychodzi to nuda, a to dobry zarodek dla upiorności...
Boimy się śmierci, chociaż są wypadki, gdy nawet człowiek się nie zdąży przestraszyć, no i te wypadki, o jakich powiada Schopenhauer, kiedy to życie jest straszniejsze od śmierci - zagląda w oczy i nie ma już strachu... Tak czy owak - zanim przyjdzie, dzielnie sobie poczyniamy, ile krzepy staje...
Czym jest śmierć... Oddajmy jeszcze głos poecie, jednemu z moich ulubionych...
Hans Børli
Kto wygrać ze śmiercią potrafi?
"Śmierć jest lękiem przed śmiercią"
(Kaj Skagen)
Bijemy się do ostatniego dnia. Kto jednak
wygrać potrafi ze Śmiercią? Umie to tylko
sama Śmierć.
Przyjmij zatem medal za twe męstwo
z moich zalęknionych rąk.
przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson

Komentarze
Prześlij komentarz