Bonnie
I tak doszło do kolejnego listopada... I tak sobie znów przypominamy, że nic na stałe, że wszystko na raz, na chwilę... Choć wszystko tak od dawien dawna...
Jak to pisał w Marionetkach Cyprian Kamil Norwid:
I ziemia stoi - i wieków otchłanie,
I wszyscy żywi w tej chwili,
Z których i jednej kostki nie zostanie,
Choć będą ludzie, jak byli...
Jesteśmy, choć z biegiem czasu umarłych już gęstwina, i człowiek sam w jakiejś części, w coraz większej, w tym, co przeminęło...
Kartkuję sobie książkę o Wyspiańskim... Trochę tam i fotografii z jego czasów. Na jednej, na Rynku w Krakowie, na początku ubiegłego wieku przyłapana jest pędząca dokądś dama, obok kościoła Mariackiego, w długiej ciemnej sukni i w kapeluszu z epoki; po sylwetce widać, że się gdzieś spieszy... I jest tam już tak od stu dwudziestu lat... Wiele już się zatarło od tamtych czasów... Wiele też się zatarło i z moich już niegdysiejszych czasów... Człowiek już sam dla siebie wspomnieniem jest kogoś nieistniejącego... Niemalże pół wieku temu, na tym samym Rynku, w pewien zimowy, śnieżny i bardzo mroźny wieczór skakałem na jednej nodze dookoła pomnika Mickiewicza (który sam swojej stopy w Krakowie nigdy nie postawił), by zapewnić sobie pomyślność na maturze... Po tym wiele sobie obiecywałem, bo na głowie niemal pustej trudno było polegać bezkrytycznie... Nic się nie uczyłem, a zdałem... Więc można powiedzieć, że wyskakałem sobie rzecz całą... Tamten skaczący chłopiec, urywający się potem w kożuszku ze studniówki na pikietę, też już właściwie w gronie, do którego zalicza się i tamta pędząca gdzieś dama z belle époque... Nie ma nawierzchni, po której kroczyła energicznie ona, nie ma też tych płyt, po których ja skakałem... Już nowa scena, nowi są już młodzi, ja nowy stary...
Sami po części wspomnieniem, za jakiś czas, wyłącznie wspomnieniem będący... Może ktoś zechce pamiętać... Albo nie... Krótko tak w najprostszym wierszu Epitafium pisze Krzysztof Lisowski:
jeśli będę myślą tylko
pomyśl mnie czasem*
W niczym to z pewnością nie zaszkodzi.
I powspominać wypada przy listopadowej okazji, szczególnie tych świeżo odeszłych... Wypada sięgnąć po pamiątki, bo ludzie czasem je pozostawiają na niesłabnącą radość, pomimo strat...
Pośród tegorocznych strat jest między innymi Bonnie Tyler, którą pożegnaliśmy w lecie... Może bez jakiegoś szumu, choć to pamiętny głos, który wylansował trochę niezłych hitów... Opłaciło jej się kiedyś nie posłuchać zaleceń lekarza i została jej ta mega rozpoznawalna chrypa... Bonnie to jedna z nielicznych śpiewających kobiet, której mogę z radością słuchać... Niesubordynacja dała jej dobrą przepustkę do rozgłosu... Miała swoją wierną publiczność; na przykład Norwegowie kochają ją od dawna - ma tam u nich bardzo wiernych fanów, bardzo licznych... Przeniosę się do lat osiemdziesiątych minionego wieku. To był czas, kiedy Bonnie zyskiwała światową rozpoznawalność. Piękny to był czas dla muzyki. A w nim i ta charakterystyczna artystka... Przywołam ją tu w duecie... A Rockin' Good Way (to Mess Around and Fall in Love)...
Jak to u mnie: różne tonacje, różne style: od Norwida po rock'n rolla...
Pamiętajmy o Bonnie i posłuchajmy:
Bonnie Tyler i Shakin' Stevens:
----
*) Z tomu: Krzysztof Lisowski, Zaginiona we śnie, Biblioteka Kraków, Kraków 2019
Komentarze
Prześlij komentarz